Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Jan Błaszczak

Widmo sprzedaje się najlepiej

Widmo sprzedaje się najlepiej
„Noth”
Zs
„Noth”
Social Noise, 2018

Świadomie lub nie awangardowy zespół Zs wykazał się nowatorstwem także w dziedzinie strategii marketingowych. Premierze jego najnowszej płyty towarzyszy konsekwentny brak konkretów. Na stronie Rate Your Music pojawiła się co prawda informacja, że płyta ukazuje się 2 lutego, ale nie wiadomo było, kto jest jej wydawcą, nie mówiąc o spisie utworów czy charakterze materiału. Nie zmieniło się to w dniu premiery, kiedy próżno było szukać albumu w jakimkolwiek serwisie streamingowym. W sieci nie pojawiły się też żadne recenzje, więc można było przypuszczać, że sama informacja o wydawnictwie jest jakąś grubszą pomyłką. A jednak nie. W mediach społecznościowych ukazał się komunikat muzyków informujących, że album Noth jest już fizycznie dostępny i można go nabyć podczas zbliżających się koncertów zespołu. Tylko tam. I tylko wtedy.

Zs postawił więc na głowie tradycyjną machinę promocyjną, która zakłada możliwie największą dostępność. Już w dniu premiery album powinien trafić do wszystkich serwisów streamingowych, być gotowy do zakupu w postaci digitalnej, na płycie CD i winylu. Oczywiście wcześniej wersje cyfrowe muszą trafić do dziennikarzy, którzy kolportują informacje o wydawnictwie i recenzują je możliwie najprędzej. Trącącym groteską symbolem takiej filozofii była akcja U2, kiedy zespół w ramach umowy z informatycznym gigantem sprawił, że jego najnowszy album w magiczny sposób znalazł się na iPhone’ach zaskoczonych klientów Apple. Programiści zadbali nawet, aby niemożliwe było jego usunięcie. Dostęp ponad wszystko.

Zs idzie pod prąd tej filozofii i na własnym przykładzie muszę uznać jego skuteczność. Planowałem zakup solowej płyty perkusisty zespołu Grega Foxa, ale kiedy zrozumiałem, że oto mam jedyną szansę, by posłuchać Noth, sięgnąłem po ten właśnie krążek.

Z lektury okładki nie dowiedziałem się, jak nazywają się poszczególne utwory, ale biorąc pod uwagę, że Noth został zarejestrowany na żywo podczas występu w londyńskim Cafe Oto, nie ma to większego znaczenia. Pojawia się tu natomiast skład zespołu, co jest o tyle istotne, że zmieniał się on bardzo często. Najnowsza płyta Zs została zarejestrowana w kwartecie. Słyszymy na niej rytmiczne frazy saksofonu tenorowego (Sam Hilmer), mocno potraktowaną efektami gitarę elektryczną (Patrick Higgins), szeroką gamę brzmień elektronicznych (Michael Beharie) oraz wszędobylską, nadającą ton całości perkusję (Greg Fox).

Choć do Zs przykleiła się łatka awangardzistów, a o ich pierwszych nagraniach pisało się nawet w kontekście Bang on a Can, muzyka współczesna czy postminimalizm nie stanowią istotnego punktu odniesienia dla najnowszych dokonań zespołu. Noth przypadnie prędzej do gustu fanom math rocka. Zwłaszcza kiedy wsłuchają się w partie gitary i rewelacyjnej perkusji. Fakt, to album trudniejszy w odbiorze niż płyty Battles czy Horse Lords i mocniej dotknięty elektroniką niż dokonania Don Caballero, ale wpisuje się w tę szeroką altrockową tradycję. Jeśli zaś skupimy się na rwanych frazach saksofonu i elektronicznych przesterach, nagle otrzymamy płytę z kategorii free jazz w duchu improwizacji, dajmy na to, Petera Evansa i Sama Pluty. Intensywny, igrający rytmem i poziomem hałasu album nowojorczyków nie stanowi więc rewolucji, ale raczej brakujące ogniwo pomiędzy wspomnianymi powyżej estetykami. To płyta miejscami porywająca wirtuozerią i zgraniem kwartetu, innym razem jednak grzęznąca w niezbyt produktywnej abstrakcji. Noth to album godny polecenia, ale mam wrażenie, że lepiej wyszedłbym na zakupie solowej płyty Foxa. Ale wówczas nie wiedziałbym nic o tegorocznej płycie Zs. Tak, od strony marketingowej Noth to prawdziwe arcydzieło.

Data publikacji: