Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Jan Błaszczak

Wada produkcyjna

Wada produkcyjna
Big Fish Theory
Vince Staples
Big Fish Theory
Def Jam 2017

Dwa lata temu niespełna 22-letni Vince Staples nagrał jedną z moich ulubionych płyt tej dekady. „Summertime ‘06” było spektakularnym debiutem, którego jedynym problemem była data premiery – płyta ukazała się dwa miesiące po tym, jak na sklepowe półki trafiło „To Pimp a Butterfly” Kendricka Lamara, które przez wiele miesięcy było tematem numer jeden w mediach muzycznych i wśród fanów hip-hopu. W niczym nie umniejsza to jednak płycie Staplesa, która z perspektywy dwóch lat jawi się arcydziełem. Zaangażowany społecznie dwupłytowy album młodego Kalifornijczyka to naszpikowana genialnymi metaforami opowieść o życiu czarnego chłopaka, który mierzy się zarówno z komercyjnym sukcesem, jak i tradycyjnym rasizmem. W singlowym „Lift Me Up” Staples tłumaczy, że choć czuje się jak Jagger i Richards, to wszyscy wokół widzą w nim raczej Muddy’ego Watersa. Tę błyskotliwą przenośnię można analizować na wiele sposobów. Staples zwracał nią uwagę na stereotypowe postrzeganie muzyków ze względu na ich kolor skóry, na „sufit”, który w przypadku czarnych muzyków przez dekady wisiał znacznie niżej oraz na bluesmanów i innych artystów z amerykańskiego południa, bez twórczości których nie byłoby ikon XX-wiecznej popkultury.

„Summertime ‘06” nie działałoby z taką siłą, gdyby nie praca, którą wykonali producenci: Clams Casino, DJ Dahi oraz No I.D. Choć przygotowane przez nich bity są w całości syntetyczne, organicznie dopełniały wersy Staplesa. Jednym razem podnosiły ciśnienie metalicznym stukotem („3230”), innym zostawały więcej miejsca gospodarzowi, ograniczając się do psychodelicznych plam upstrzonych hi-hatem („Norf Norf”). Najważniejszym rezultatem pracy wspomnianych producentów było spójne (świeże, lecz nienarzucające się) brzmienie, które sprawiało, że utworów Kalifornijczyka słuchało się, jak kolejnych rozdziałów tej samej opowieści.

Jeśli poświęcam tyle miejsca pracy Clamsa Casino, No I.D. czy DJ’a Dahiego, to robię to głównie dlatego, że po wysłuchaniu tegorocznego „Big Fish Theory”, jeszcze bardziej doceniam ich dokonania. Mam bowiem nieodparte wrażenie, że to właśnie zły dobór producentów położył tegoroczny album Staplesa. Przede wszystkim zamiast wspomnianej spójności na „Big Fish Theory” mamy do czynienia z drażniącym eklektyzmem. Z nieznanych mi powodów Staples postanowił cofnąć się w czasie i odkurzyć brzmienia 2-stepowe. To, co zadziałało na debiucie Disclosure, na płycie kalifornijskiego rapera brzmi po prostu archaicznie. Co ciekawe, kawałkom jakby wyjętym z londyńskich playlist sprzed dwudziestu lat towarzyszą numery wyprodukowane przez Sophie – modnego producenta z kręgu PC Music, czyli stylistyki, która pogrywa z kiczem eurodance’u i electro house’u lat 90. Być może w tym nawiązywaniu do ostatniej dekady XX wieku jest więc jakieś drugie dno, ale brzmi to wszystko … no po prostu dennie.

Oczywiście, Vince Staples jest dalej świetny technicznie, singlowe „Big Fish” oraz „BagBak” przesłuchałem 50 razy każde, a Kendrick Lamar w gościach, to zawsze dobry pomysł, ale mimo to nie mogę z czystym sumieniem polecić „Big Fish Theory”. Miałem nadzieję, że tym albumem Staples wypłynie na szerokie wody, a wygląda na to, że zapatrzył się w okładkę i wybrał akwarium. 

Data publikacji: