Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Maciej Stroiński

To są nasze billboardy

To są nasze billboardy
„Inni ludzie”
Dorota Masłowska
„Inni ludzie”
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018

Młody mężczyzna chce zostać raperem, ale czasu mu starcza tylko na pożycie w łóżku i problemy w domu. Młode kobiety chcą być jego dziewczynami. Książka ilustrowana.

„Chodzi o robienie w sztuce, kulturze, wieczorki poetyckie, wernisaże, odczyty” (Wojna polsko-ruska). 15 lat minęło i się odważyła, i w końcu marzenie staje się prawdą. Wreszcie przeżyje wyżej wspomniane wieczorki. Masłowska poszła w poezję!

Wcale się nie dziwię tym 15 latom, bo liryka jest obecnie najbardziej żenującym rodzajem literackim. Od niedawna znowu zawiera przecinki, ale zadawnionej pozy jej od tego nie ubyło. Dalej się zachowuje jak w Strukturze nowoczesnej liryki Hugona Friedricha (podtytuł „Od połowy XIX do połowy XX wieku”), jest pięć pięter mądrzejsza, niż sama ogarnia, chyba że mówimy o Danke Dominiki Dymińskiej, gdzie jest tylko parter. Ciężko jest się wypowiedzieć w formacie „poemat” i nie zabrzmieć słabo, sztucznie. Myślę, że podobnie trudno pisałoby się gazetkę cenową na temat psychozy.

Inni ludzie. Jeżeli nie lubisz wierszy, przeczytaj ten i wtedy powiedz. Bo ten nie jest taki, ten Wam nie grozi na języku polskim, nie róbcie sobie uprzedzeń. Jest rymowany i frazowany, prościej mówiąc: rapowany, i wchodzi jak Tuwim. Lecz mimo że wierszem, nie jest to utwór liryczny. Pamiętacie ze szkoły, że podział na wersy jeszcze o niczym nie świadczy, było, że IliadaPan Tadeusz – epika.

Istnieje gatunek, gdzie przetrwały rymy i nie są obciachem, są nawet standardem: hip-hop. Nie rozumiem, czym się to różni od rapu. Może rap jest dla hip-hopu tym, czym wiersz jest dla poezji? To znaczy formą podawczą, sposobem emisji tekstu? Inni ludzie Masłowskiej są podani wierszem, ale kontent nie ma z tym problemu, forma go nie ogranicza, nie robi się od niej sztywny ani „poetycki”. Ten poemat nie jest mądry ani w zauważalny sposób autobiograficzny, i tym się różni od 90% literatury serwowanej w wersach.

Piszę o tej książce ja, krytyk nieksiążkowy, bo ona nie jest w sumie napisana, jest żywą nawijką, choć „tak się nie mówi”, samo się nie powiedziało, rok autorka siedziała i to z siebie wyduszała. Nic, tylko wystawiać. I takie są plany w teatrze TR Warszawa. Dyrektor to bierze, „dla niego najświeższe mięso” (Wojna polsko-ruska).

Skojarzenie z Pawiem królowej samo się kojarzy, ale jest nieścisłe. Niby też rymujemy na miejskie tematy i w tym samym mieście, ale w innych warstwach ludzkich. Bliżej Innym ludziom do piosenek Tęcza, Chleb, por. teledyski. Relacja autorki do swojego bohatera tak się przedstawia, że ona zrobiła to, co on by marzył zrobić: nagrała płytę.

Dorota Masłowska jest podwójnie NIEMOŻLIWA. 1. Niemożliwie zdolna, niemożliwa w znaczeniu, że rozbrajająca. Można ją tylko podziwiać albo nienawidzić, co na jedno wyjdzie, bowiem w obu stanach jest dużo zazdrości. 2. Nieprawdopodobna, w znaczeniu „ciężko uwierzyć”. Nie dość, że tak zaczęła karierę, że do dzisiaj pamiętamy, to się potem nie skończyła, potem było jeszcze grubiej. Sukcesu i talentu nikt jej nie wybaczy. Z nią jest jak z Lecterem: So rare to capture one alive.

Dorota Masłowska nie jest twarzą lewicy ani żadnej innej opcji i się słodko jeży, gdy ją dziennikarze czeszą pod włos politycznie. Ludzie z prawdziwym talentem po co mają się tagować, zapisywać do kółka gospodyń miejskich, grupy samopomocowej na niską samoocenę. „Ciągle ta aborcja, to robi się już nudne. Ktoś jak będzie chciał, to i tak sobie zrobi, proste” (Inni ludzie).

Narrator wyraża rozbawienie w kwestii akcji #metoo, a to zawsze spoko. Przy tej okazji przychodzi do głowy, że narracja feminizmu i narracja narodowców to są kompatybilne ze sobą narracje. Obie oparte na narcystycznym mocno założeniu, że z powodu bycia sobą (odpowiednio: kobietą, Polakiem) ma się w życiu gorzej, więc trzeba się odkuć.

Ciekawie rozwiązano scenę śmierci patriarchy. Zazwyczaj to duchy przechodzą przez ściany i zamknięte okna, a tutaj przechodzi żywy i od tego przejścia przechodzi w stan lotny. Nawet śmierć jest żartem. Książkę Inni ludzie można sobie nabyć chociażby na lepszy humor. Mój patent: czytać w autobusie. Wtedy się nie śmiejesz, wtedy dusisz się ze śmiechu i musisz uważać, żeby czytnik nie walnął o glebę. Może i świat przedstawiony jest, jak powiada wiedźma Hydia w My Little Pony (1986), dark and dank, and dreary, „smutny, śliski, straszny”, ale nic tak nie cieszy, jak cudze nieszczęście.

Data publikacji: