Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Marcin Orliński

Stany nadzwyczajne

Stany nadzwyczajne
Biały album
Grzegorz Olszański
Biały album
WBPiCAK, Poznań 2017

Gdybym był autorem tego tomu, rozwinąłbym tytułowy żart i dał książce podtytuł na czerwonym tle. Zabieg byłby o tyle uzasadniony, że część wierszy Grzegorza Olszańskiego to utwory o Polsce, mniej lub bardziej zaangażowane, w taki lub inny sposób z polskością się wadzące. Autor – jego prawo – zdecydował się na podtytuł na białym tle. Mamy więc białe na białym, teoretycznie nic nie widać, w praktyce jednak widać bardzo dużo, a ze słynnym obrazem Malewicza Czarny kwadrat na białym tle, uważanym za dzieło nieprzedstawiające, książka ma chyba niewiele wspólnego.

To szósty tom wierszy Grzegorza Olszańskiego, śląskiego poety, prozaika i krytyka muzycznego, nominowanego w 2014 roku do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius” za tom Starzy nieznajomi. Jak na album przystało, książka ma dwie strony, a raczej części: Strona AStrona B. Żeby tego było mało, Strona A dzieli się na dwie kolejne: LamentacjePolonezy. Pierwsza jest poświęcona rozważaniom natury eschatologicznej. Śmierć, porządkowanie rzeczy po zmarłym, szpitalna biurokracja... A to wszystko obudowane metaforami politycznymi: Stan nadzwyczajny, Strajk generalny itd. Tę część kończy wiersz 21 gramów (wypis z ksiąg bezużytecznych), w którym autor przygląda się martwemu ciału z perspektywy ekonomicznej, wyliczając, ile mydeł można by wyprodukować ze zgromadzonego w nim tłuszczu, do czego dałoby się wykorzystać żelazo, fosfor, magnez itd. Mocne? Mocne. I to nie tylko z powodu uprzedmiotowienia ludzkich zwłok, lecz także ze względu na przemyconą w tej wyliczance subtelną krytykę kapitalizmu.

W takiej atmosferze przechodzimy do części Polonezy, w której autor przygląda się różnym instytucjom i światopoglądom. Olszański tropi pęknięcia w prawicowych narracjach, odsłania absurdy wynikające ze zderzenia etyki chrześcijańskiej z nacjonalizmem i ksenofobią. Biały album jako krytyka kultu białej rasy? Czemu nie. Najważniejszym tekstem w tej części jest poemat Polonez Unplugged, w którym Polska jawi się jako „gwiazda cierpiących, wieża z kości pomordowanych, arka hejterów”. Olszański pisze: „Polsko, / czy to prawda, że to ci sami, dobrze wychowani chłopcy / jednego dnia wieszają bombki na choince, a drugiego / gwiazdę Dawida na murach?”. Żeby nie było monotematycznie, dostaje się też innym grupom społecznym – urzędnikom ministerialnym i literatom.

Niektóre wiersze to kawał niezłej poezji zaangażowanej, ale mam wrażenie, że część z nich za bardzo ciąży ku publicystyce, a więc czemuś doraźnemu i nieliterackiemu. Do tego dochodzą niezbyt odkrywcze zabawy językowe, jak choćby w wierszu o czasopismach, w którym „Chimera” okazuje się zbyt chimeryczna, a na czytanie „Czasu Kultury” brakuje czasu. Mimo to Biały album warto czytać, zwłaszcza w listopadzie, miesiącu cmentarzy i marszów.

Data publikacji: