Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Destroix
Robimy TEATR
„Drach”
tekst: Szczepan Twardoch, reżyseria: Robert Talarczyk
„Drach”
Teatr Śląski w Katowicach

Melonik, laseczka, pianino… Mam kontynuować? Bo tego jest więcej, dużo, dużo więcej, cały arsenał PRAWDZIWEGO TEATRU, który wiecie, jak wygląda, nawet jeśli nigdy nie byliście w teatrze. Tak więc melonik, laseczka, pianino, dymy, fajki, lustra, scena obrotowa, zwana obrotówką, bieg dokoła obrotówki, kamizelka, akordeon, cekiny, cylinder, paski poziome, paski pionowe, czapka klauna i tak na dobicie, by było już wszystko – WROTKI. To są tylko akcesoria, bo esencją tej mogiły jest sposób podania tekstu: półkabaretowe granie. „Pół”, bo kabaretowe, ale mało śmieszne.

Spektakl też się zaczyna ciągiem rzeczowników, dziwnym jakimś wyliczeniem. Potem dużo nazwisk, które nie wiadomo, czemu są ciekawe. Może nie są? Program do spektaklu próbuje ratować spektakl, jest jego who’s who, wyliczeniem i objaśnianiem dramatis personae. Czyli spektakl wie o sobie, że się nie obroni, że SIĘ NIE PRZENOSI – i musi się bronić innymi środkami. Na przykład autoopisem, na przykład – autorecenzją! Do programu dołączono wypowiedź autora, Szczepana Twardocha, odczytanie z pierwszej ręki. Pisarz zachwycony tym półwłasnym dziełem („Zrobiliśmy wszyscy razem coś ważnego”), co najlepiej dowodzi, że miłość jest ślepa, zwłaszcza miłość półwłasna. Z jego niezłej książki wyszedł teatr czwartej ligi, ujutny, pocieszny teatrzyk dla wujka. „Pocieszny”, „ujutny” to zresztą komplement, bo gdybym miał mówić prawdę, którą właśnie mówię, to powiedziałbym na „ch” i „ż”. Czy Twardoch nie widział, jak mu Strzępka wystawiła Króla lub Morfinę Ewelina?

No bo w czym jest problem? Bo pewnie chcą Państwo wiedzieć. Dla mnie taki, że przyszedłem coś obejrzeć, a oni zrobili teatr Polskiego Radia: słuchowisko, a nie widowisko. Dwoje MC-narratorów snuje tę opowieść słownie, do której się sączy podkład live z pianina, a w tym czasie ich koledzy, jak to się mówi, grają. Bardziej niż grają – się zagrywają, najlepiej po śląsku, najlepiej sex & violence, różne takie męskie rzeczy. Słowo, dźwięk and body. Z czego wszystko jest przystawką. Narracja – podaniem tekstu, gra na pianinie – tłem dla narracji, gra na obrotówce – ilustracją dla narracji. Spektakl się snuje. Jeśli przyjdzie Wam do głowy pójść i to „obejrzeć”, zamknijcie oczy i dotrze do Was, co oni właściwie robią.

Mam wrażenie, że spektakl bardziej adaptuje personę niż prozę Szczepana Twardocha. Bo jak wiadomo, Twardoch to pewna zabawa w faceckość, a do tego nie lubi śląskiej sielskości, lubi śląską szorstkość, no więc pociesznie próbują być szorstcy… Nie przełamią na scenie nielubianej przez autora Gemütlichkeit, jeśli sami, jako teatr, są w niej zanurzeni. Drach we Śląskim w ogóle dużo by chciał i dobrze o sobie myśli. Cierpi na syndrom murowanego hitu, czegoś, co po prostu nie może się nie udać: nie udał się. Jeśli ktoś nie ma z kim przegrać, przegrywa sam ze sobą.

W całym swoim niedługim recenzenckim życiu nie użyłem słowa „klapa”, lecz przyszedł ten dzień. Drach w Kato JEST KLAPĄ, bo na tę porażkę szkoda lepszych, świeższych, mniej sflaczałych słów. Porażka tego przedstawienia sama w sobie jest porażką.

Główne osiągnięcie Teatru Śląskiego to spektakl Pod presją, gdzie zespół miejscowy zepchnięto na pozycję najwyżej asysty. Myślałem, że Kleczewska trochę ich wrobiła, ale już tak nie myślę: to była przysługa, dać im mało miejsca, dać im wyzwanie przez ograniczenie. Less is more. Drach, dla odmiany, jest nieograniczony i niepohamowany, Drach sobie pozwala, grają wielkim teatralnym gestem, ba: operetkowym. Jak lubię teatr, tak czegoś takiego nie potrafię unieść. Tak jak lubię cukier, ale z czymś – nie jem go łyżkami.

Reżyser Dracha to typowy reżyser-aktor. Jeśli jesteś aktorem reżyserującym, prędzej czy później i tak się osuniesz w „lata 20., lata 30.”. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale za dużo widziałem takich przypadków, by się łudzić, że tak nie jest. Oni tak mają, że aktor siedzi i przyszywa te cekiny. Nie tylko reżyser-aktor, lecz jeszcze dyrektor! Reżyser-aktor-dyrektor. Dyrektor teatru rzadko bywa dobrym artystą teatru. Zastanawiam się, czy nie napisać następnego cyklu, o aktorach-reżyserach – pod tytułem Hejt.

Idź, jeśli nie lubisz teatru i chcesz nie zmienić zdania.

Data publikacji: