Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Jan Błaszczak

Rap bez zęba

Rap bez zęba
No Mountains in Manhattan
Wiki
No Mountains in Manhattan
XL 2017

Jak przytomnie zauważa bohater dzisiejszej recenzji, nie ma gór na Manhattanie. Tak jak kilku innych rzeczy, na przykład – podwórek. Szereg kamienic, ulica, szereg kamienic. Nie ma też ciszy. Oddolne inicjatywy artystyczne to też raczej na Brooklynie. Nie licząc północnego Harlemu i kilku ulic na wschodnim Lower East Side, nie ma tu również niezamożnych mieszkańców. Nic dziwnego, że „początkujący raper z Manhattanu” staje się powoli zjawiskiem na wymarciu.  

Do tej topniejącej grupy należy Wiki. Urodził się na Manhattanie, więc – niech nie zwiedzie was tutaj jego niekompletne uzębienie – nie wychował się na ulicy. Jego ojciec jest managerem w jednym z nowojorskich banków, a w tajniki rapu wprowadzali Wikiego szkolni nauczyciele. Jego znajomi to też raczej nie chłopaki z baraków, ale chociażby syn chińskiej reżyserki Christine Choy. Wiki pochodzi z Manhattanu, więc jego artystyczna ścieżka była inna. Niekoniecznie łatwiejsza, bo Nowy Jork nie jest wymarzonym miejscem dla artysty, za którym nie stoi poważny biznes. Za Wikim nie stał.

Gentryfikacja i inne problemy trawiące miejską tkankę są zresztą popularnym tematem utworów Wikiego. Tak było w przypadku świetnego Snow Beach nagranego wraz z zespołem RATKING, którego płyta z 2014 r. była objawieniem. Na tym samym albumie znalazł się też utwór Remove Ya poświęcony nowojorskiej policji. Od tamtej premiery minęły trzy lata, ale słuchacze Wikiego nie powinni odkładać mapy Manhattanu i słowniczka nowojorskiego żargonu. Tutaj jednak podobieństwa się kończą. Fakt, solowego No Mountains in Manhattan słucha się z przyjemnością, ale też ze świadomością, że lepiej już było.

Diagnoza jest prosta: Wikiemu zabrakło dawnych partnerów. Odpowiedzialny za produkcję So It Goes Sportinglife i tutaj napisał jeden utwór, ale tym samym zrobił tylko raperowi niedźwiedzią przysługę. Chemii, którą słychać na linii flow-beat w Chinatown Swing próżno szukać w pozostałych utworach. Brakuje także Haka – mniej charyzmatycznego z dwóch raperów RATKING, który zapewniał chwile wytchnienia od bardzo charakterystycznego tembru Wikiego. Na No Mountains in Manhattan pojawiają się co prawda goście, ale ich obecność nie przynosi nic dobrego. Właśnie losowo dobierane zwrotki przez zaproszonych raperów (na szczęście nie ma ich wielu) oraz długa lista producentów sprawiają, że solowy album Wikiego jest niespójny, rozkraczony pomiędzy sentymentem do starej szkoły i współczesną produkcją; rozciągnięty pomiędzy osobiste historie wpisane w obrazki z życia miasta (świetny Islander), a banalne przechwałki (Made for This). W efekcie „No Mountains in Manhattan” nie uderza z siłą, z jaką publiczności przedstawiał się RATKING. Może taki chaos cena, którą musi zapłacić debiutant? Z drugiej strony w mieście, w którym wszystkie skrzyżowania przebiegają pod kątem prostym on po prostu nie przystoi. 

Data publikacji: