Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Jakub Popielecki

Płynny kształt kina

Płynny kształt kina
„Kształt wody”
reż. Guillermo del Toro
„Kształt wody”
USA 2017

Nic dziwnego, że do Guillerma del Toro ustawiła się kolejka petentów, każdy z oskarżeniem o plagiat. Kształt wody to istna reżyserska cyrkowa sztuczka, popis żonglerki odległymi od siebie o lata świetlne gatunkami, cytatami i motywami: od starych horrorów o potworach do równie starych musicali, od zimnowojennych dramatów szpiegowskich do surrealistycznego arthouse’u, od cukierkowej baśni do aktualnego politycznego komentarza. Trochę Potwór z Czarnej Laguny (1954), trochę Amelia (2001), trochę Ukryte działania (2016); na poły symptom twórczej schizofrenii, na poły manifest. Del Toro wysyła bowiem w świat proste przesłanie, niczym morał z bajki: skoro gatunki mogą „rozmawiać” pomimo różnic – mogą i ludzie.

Reżyser zaczyna od rozmowy z sobą samym (do listy zarzutów o plagiat dodajcie autoplagiat). Podobnie jak w Labiryncie fauna (2006) znowu opowiada o wyalienowanej dziewczynie zaprzyjaźniającej się z nadprzyrodzonym bytem. Tym razem jego bohaterką jest Eliza (Sally Hawkins), niema sprzątaczka pracująca w tajnym rządowym laboratorium, która nawiązuje kontakt z trzymaną w niewoli tajemniczą ryboistotą (Doug Jones). Ale reżyser, choć ewidentnie wciąż mający słabość do fantastycznych stworów (i ich metaforycznego potencjału), zmienił tonację. Zamiast ponurej ballady o niemożliwości ucieczki w świat fantazji zainscenizował regularne love story, w którym fantazja manifestuje się jako cudowne porozumienie ponad podziałami. W efekcie owa „mała syrenka à rebours” to film równie paradoksalny co lista jego inspiracji. Niestroniący od momentów groteski, przemocy i traumy – ale zdecydowanie pozytywny. Rozgrywający się w trakcie zimnej wojny – a i tak ciepły.

Del Toro sam przyznał, że zamierzał opowiedzieć „baśń na trudne czasy”, musiał więc umiejscowić jej akcję w równie opresyjnych realiach. Postawił na wczesne lata 60., gdy wyścig zbrojeń między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim skutecznie podtrzymywał niską, konserwatywną  temperaturę, zamrażając świat w jaskrawych opozycjach: biały–czarny, nasz–obcy. Tak jest i w Kształcie wody, gdzie mikrokosmos rządowego laboratorium odzwierciedla ówczesną hierarchię społeczną. Del Toro stawia jednak układ na głowie, przyznając prawo głosu tym, których go pozbawiano: kobietom, czarnoskórym, homoseksualistom, szeroko rozumianym Innym. Potwór okazuje się czującą istotą, zdolną do kochania i bycia kochanym. Na prawdziwe monstrum wyrasta natomiast rządowy zwierzchnik Strickland (Michael Shannon), chodzący ideał swoich czasów: biały, męski, w cadillacu, z kwadratową szczęką, domkiem na przedmieściach, dziećmi i żoną, której w trakcie spółkowania – znacząco – zatyka usta. 

Można się czepiać, że del Toro zamienia jeden układ na drugi: zamiast kanciastej „konserwy” proponuje banalną przypowiastkę. Przecież baśnie bywają równie manichejskie co zimnowojenna propaganda: równie chętnie wskazują palcem i nazywają, co dobre, a co złe. Niby tak. Ale dobro reżysera nie jest wcale proste i nieskomplikowane, wręcz przeciwnie: to dobro wielości, różnorodności, dobro inkluzywne. Równie inkluzywne co jego styl, w którym intensywna scena suspensu jak gdyby nigdy nic może sąsiadować z dostojnym numerem musicalowym, a fantazyjny, czuły seks – z groteską i gore.

Nieprzypadkowo del Toro lokuje mieszkanie swojej bohaterki tuż nad salą kinową. Dla niego film – język, którym sam komunikuje się ze światem – stanowi dowód na to, że porozumienie ponad podziałami jest możliwe. Tylko spójrzcie, ile twórca osiąga bez użycia słów, za pomocą samych wizualnych sugestii (czasem też dźwiękowych – patrz: scena masturbacji) czy brawurowo niemego aktorstwa Sally Hawkins. W efekcie historia Elizy wydaje się nam opowiedziana (czytaj: zwerbalizowana) niczym bajka na dobranoc, choć w rzeczywistości jest raczej pokazana, niczym magiczna sztuczka. A taka „mowa bez słów” to właśnie coś jak – nie przymierzając – ów tytułowy kształt wody. Niby kształt, ale bez kształtu: płynny, elastyczny, tolerancyjny.

Data publikacji: