Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Destroix
Maciej Stroiński

Panie i panowie

Panie i panowie
„Dwunastu gniewnych ludzi”
reżyseria Radek Rychcik; tekst Reginald Rose; przekład itd. Jan Czapliński
„Dwunastu gniewnych ludzi”
Teatr Nowy w Poznaniu

Double bill oznacza, że pokażą ci dwa w jednym – że wieczór jest jeden, a filmy są dwa. Najlepiej, by drugi był odmienny od pierwszego, jak na przykład deser, który jest słodki w odróżnieniu od kotleta. Tarantino z Rodriguezem zrobili w ten sposób Grindhouse.

W teatrze można tak samo, bo skoro Warlik inspiruje się filmami, to wszystkim wypada. Dwunastu gniewnych ludzi to jest w sumie kino, tylko że na żywo grane (a tekst najpierw napisano w ogóle dla telewizji). Wieczór był podwójny, double bill z czymś innym (Dom Bernardy Alba). Dało się obejrzeć oba, bo i w tym, i w tamtym jest Michał Kocurek, więc Alba musiała czekać, aż się nagra z kolegami. Przypomina mi się, jak w Starym Teatrze widzka miała bilet, lecz nie na tę scenę. Obsługa widowni mówi: „Już pani nie zdąży, może pani tutaj zostać”, a ona: „Gracie to samo?”.

O Dwunastu gniewnych można by napisać w cyklu, nazwanym na przykład za pewnym fanpejdżem „Stare spektakle znanych reżyserów”. Bo to jest ten wczesny Rychcik, właśnie odkrywał Amerykę, właśnie zaczynał rozumieć, że Francja jest martwa (Barthes, Koltès i Flaubert). Gdyby nie Dwunastu gniewnych, którzy tak mu pięknie wyszli, nie byłoby Dziadów w tym samym teatrze i nie byłoby Rychcika. Pod koniec sezonu kończy się licencja (oczywiście nie na Dziady!), śpieszcie się widzieć spektakle.

Spektakl jest bardzo facecki, bardzo monogenderowy i z falliczną scenografią. Jego obsada odpowiada na pytanie „Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy?”. Po tym wystawieniu tytuł Twelve Angry Men tłumaczyłbym raczej jako Dwunastu wkurzonych menów. W dzisiejszych czasach nie byliby ławą przysięgłych, tylko oskarżonych, bo są właśnie mężczyznami. Deliberują nad przestępstwem dokonanym również w męskim gronie, nad ojcobójstwem w wykonaniu syna – czy zaistniało i czy nie lubimy tego. Spektakl jest amerykański i ma soundtrack, nie muzykę. Jego faceckość oznacza również, że cała akcja to argumentacja, nawet jeśli argument się przenosi drogą usta–usta!

Mimo że obsada nie jest „pierwotna”, bo część nie żyje, a część gorzej: nie pracuje, to i tak jest boska. Jest ich tylu, co w tytule, akurat na cykl portretów, który bym napisał, gdybym widział ich w więcej niż jednym spektaklu. Mogę tylko powiedzieć, że po tym przebiegu już rozumiem, jak Szekspir dał radę z zespołem bez koleżanek.

Następny spektakl wieczoru, kiedyś tu recenzowany, był dla odmiany w 100% kobiecy i nawet facet gra w nim niefaceta, a punktem wyjścia, zdarzeniem przed akcją, również jest śmierć ojca. Tak na to patrzyłem i przyszło mi na myśl, że można brać przykład z kobiet i też być silną, ale niekobietą.

Data publikacji: