Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Ta strona używa cookie i innych technologii. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szanowni Czytelnicy!

Serdecznie polecamy zapisanie się do naszego newslettera. W środku, nie zawsze regularnie, jeszcze więcej „Przekroju” i unikatowe treści, których nie znajdziecie nigdzie indziej!

Z poważaniem,
Redakcja
Sylwia Stano

Nucąc o końcu świata

Nucąc o końcu świata
Głośniej niż śnieg
Stefan Hertmans, tłum. Alicja Oczko
Głośniej niż śnieg
Wydawnictwo Marginesy, 2017

Książka Hertmansa wyciąga nas ze strefy komfortu. Narracja zawiesza się i rwie, oddając niepokój człowieka Zachodu, który wierzy, że to, co irracjonalne, nie ma do niego dostępu. Bohater „Głośniej niż śnieg” staje się adresatem listów pisanych w nieznanym języku i doświadcza eksperymentów nad nowym typem broni – bombą etniczną.

Prosta pieśń, przejmująca, a jednak lekka. Zapada w pamięć. Bisogna morire – motyw muzyczny przewijający się przez całą powieść – oznacza: musisz umrzeć. Hertmans odpowiada nam na to: Sialala!

Najpierw słyszymy głos mężczyzny. John jest redaktorem w wydawnictwie. Pewnego dnia trafia do niego dziwny manuskrypt przypominający mu porzuconą niegdyś pracę naukową. Odrzuca go. Szuka natomiast w sieci informacji o fascynujących go Chazarach. Każda strona prowadzi jednak do stron spiskowych – kolorowych, paradoksalnych i dostępnych na kliknięcie. Klika. I w jego życiu zaczynają się dziać tajemnicze rzeczy – otrzymuje listy z egzotycznymi znaczkami, w niezrozumiałym dla siebie języku. Dochodzi do zamachów terrorystycznych, których obiektem stają się symbole trzech wielkich religii. Swoista trzecia wojna światowa nakłada się przy tym na prywatną wojnę małżeńską. Żona Johna odkrywa romans I opuszcza go. Rzeczywistość coraz bardziej się nie klei. Nic nie jest takie, na jakie wygląda. Zmienia się całe życie Johna, a także wszystko, co uważał za logiczne, rozsądne i wiarygodne. W narracji pojawiają się głosy drugi i trzeci. W tym momencie czytelnik powieści Głośniej niż śnieg czuje, że nic się mu nie zgadza; że autor go prowokuje i z nim igra.

Książka Hertmansa wyciąga nas z naiwnej strefy komfortu. Podskórnie czujemy niepokój człowieka Zachodu, któremu wydaje się, że to, co złe i irracjonalne, nie ma do niego dostępu. Trochę jak u Bowlesa – drapieżny świat tylko czyha na takich frajerów. Narracja zawiesza się i rwie, w powtórzeniach fabuła jest zmodyfikowana i wyklucza możliwość odszyfrowania postaci i rzeczywistości.

Zarazem książka wciąga jak thriller – krwawy, a przy tym czuły i erotyczny – w którym bohater znajduje się w kafkowskiej przestrzeni. Pewnego dnia John de Vuyst budzi się i mimo że nic złego nie popełnił, jego świat zostaje przewrócony do góry nogami. Listy przychodzą coraz częściej, a zaraz potem pojawia się terror. John doświadczy eksperymentów nad nowym rodzajem broni – bombą etniczną, zostanie wyrwany z dotychczasowego życia i wywieziony daleko.

Równoczesne prowadzenie przez autora kilku głosów niezależnie od siebie sprawia, że słyszymy różne wersje zdarzeń. W zależności od pożądanego efektu kolorystycznego Hertmans przeplata ze sobą różne punkty widzenia – kobiety, mężczyzny oraz oprawcy – w wielu odmiennych wariacjach. Pojawiająca się wciąż charakterystyczna muzyka barokowa zaczyna wybrzmiewać. Jak fuga. Temat główny przechodzi przez wszystkie głosy w utworze, a czytelnik sam musi wyłowić melodię i oddzielić prawdę od szaleństwa. Mistrzostwo Hertmansa polega na tym, że nie przestajemy nucić.

Data publikacji: