Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Marcin Orliński

Na początku jest ciało

Na początku jest ciało
„dzięki bogu“
Anna Augustyniak
„dzięki bogu“
Wydawnictwo WBPiCAK, Poznań 2017

Drugi tom wierszy Anny Augustyniak, dziennikarki, recenzentki i autorki książek biograficznych, jest przede wszystkim opowieścią o kobietach i kobiecości. Autorka przyjmuje perspektywę cielesną. Ciało jest tutaj punktem wyjścia właściwie dla każdej historii – dominuje zarówno w surowych, czasem nieco zbyt dosłownych erotykach, jak i w wierszach dotyczących choroby czy relacji między matką a córką.

Augustyniak pokazuje, w jaki sposób ciało uwikłane jest w rozmaite narracje. Z jednej strony poetka korzysta z chłodnego języka podręczników do anatomii, z drugiej – sięga do natchnionego języka biblijnego. Ciało kobiety staje się tu czymś w rodzaju palimpsestu, przez który prześwitują ciała innych kobiet, od biologicznej matki po Matkę Boską, a nawet Matkę Ziemię. W wierszu początek Augustyniak pisze: „ze słów ojciec mnie utkał/w białą przędzę ubierając/kobietę którą mi wybrał/na matkę z wizerunkiem/Maryi karmiącej Jezuska”. Kobiecość to zatem zarówno skutek – produkt kultury, wytwór takiej czy innej opowieści, jak i przyczyna – nieustanny początek, bo przecież – jak powie Augustyniak w jednym wierszu – kobieta to istota „zrodzona do rodzenia”.

Ale jak to często bywa, gdzie narodziny, tam i śmierć. Bohaterka próbuje uporać się z utratą bliskich osób, a w szczególności matki, co można uznać za kontynuację wątków z książki Kochałam, kiedy odeszła (Warszawa 2013). Czytelnik znajdzie tu szczegółowe opisy choroby, czasami równoważone ironią, jak w wierszu o wyższości posiadania grobu dziecka nad dzieckiem, czy zabiegami polegającymi na estetyzacji śmierci. Augustyniak nazywa umierającą matkę „anatomiczną Wenus”. Porównane do rzeźby ciało jest kruche, ale też wywyższone, bo przecież grecka bogini to ideał kobiecego piękna. Ostatecznie jednak traumy oswoić się nie da, czego dowodem dwa wiersze tytułowe. Pisany małą literą bóg z pierwszych stron książki, synonim – jak się zdaje – sił natury, pod koniec zmienia się w Boga osobowego. W tym miejscu refleksja nad ciałem i kobiecością się kończy, a bohaterka wycofuje się w modlitwę.

To wszystko pisane jest z feministycznym zacięciem, a ostrza mniej lub bardziej otwartej krytyki są wymierzone w struktury patriarchatu, który reprezentują tu m.in. Kościół katolicki, ojciec, kochanek, Bóg, a zapewne także politycy odpowiedzialni za konflikty zbrojne, jeśli za znaczące uznać nawiązanie do walk na Ukrainie czy odniesienie do umierających uchodźców z wyspy Lesbos. I czasami ta krytyka okazuje się bardzo trafna i ciekawa, jak choćby wtedy, gdy poetka podejmuje polemikę ze św. Tomaszem z Akwinu na temat łona Matki Boskiej.

Jest to więc także opowieść o tożsamości, o nieustannym splataniu i rozplataniu narracji, w które uwikłany jest człowiek. Owszem, zdarzają się tu miejsca, w których poetka pozwala sobie na dosłowność, egzaltację i nadmierną liczbę wulgaryzmów. Ale zdarzają się też wiersze bardzo udane, z pomysłem, pisane z trzewi, na pełnych obrotach, gdzie proporcje między rozedrganymi emocjami a racjonalnym namysłem zostają zachowane.

Data publikacji:

Marcin Orliński

Marcin Orliński

Poeta, prozaik, krytyk literacki, redaktor działu Kultura i społeczeństwo w „Przekroju”. Wydał siedem książek, ostatnio „Środki doraźne” (Poznań 2017). Zwykle pisze na siedząco, choć zdarza mu się eksperymentować z innymi pozycjami.