Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Anna Wyrwik

Na obraz i podobieństwo

Na obraz i podobieństwo
„Happy End”
reż. Michael Haneke
„Happy End”
Francja, Niemcy, Austria 2017

W Happy Endzie udział biorą bohaterowie przynależący do domu rodziny Laurentów, ale nie są to postacie – jak to się mawia – z krwi i kości, lecz reprezentanci kolejnych grup społecznych, zlepki średnich wyciągniętych z codziennych zachowań przypisanych do płci, kategorii wiekowych, społecznych pozycji, ekonomicznych i kulturowych kapitałów. Eve jest wkraczającym w nastoletniość dzieckiem z ciekawością świata – otwarta na myślenie innych i jakby bystrzejsza taką bystrością pochodzącą z głowy nieskażonej doświadczeniem. Pierre reprezentuje młodość, którą cechują: porywczość, dżinsy, liberalizm, dopity alkohol przy łóżku w nieumeblowanym mieszkaniu, bunt na przeszłość i przyszłość. Anne to uśredniona kobieta w średnim wieku z (wyższej) klasy średniej w pełni kariery, robiąca pieniądze w garsonce, podczas gdy jej brat, Thomas, to z kolei uśredniony mężczyzna, przeżywający pełnię kryzysu wieku średniego, wraz z drugim małżeństwem, romansem i niezdolnością do podejmowania decyzji. Para pracowników domu (kiedyś powiedziałoby się – służących), oczywiście o śniadych twarzach, to też wiek średni, ale klasa niższa i choć mają mniej wyprasowane i markowe ubrania, braki nadrabiają serdecznością i uśmiechem. I jest jeszcze Georges, senior rodu z najszerszą perspektywą słuchania świata. Wrócił tam, skąd Eve jeszcze nie została wyciągnięta, gdzie panują zrozumienie, niewinność i wyobraźnia. Georges i Eve zamykają pozostałych ramą świadomości im niedostępnej. Ta rama to nie tyle „wolno”, „nie wolno”, „należy”, „trzeba”, „kupuj!”, ile kwintesencja społeczeństwa, któremu wydaje się, że jest the best, a które zwyczajnie tkwi w więzieniu bezsensu i bez sensu. Bo sens jest tam, gdzie zaczyna się świat, a ten zaczyna się poza ramami.

Mądrość Georges’a i Eve wynika z tego, że jedno już nie jest członkiem uwięzionego we własnych ramach społeczeństwa, a drugie jeszcze nim nie jest. Ten kwiat wieku 20–30, ten sukces 30–50, to zbieranie jego owoców 50–60 wypadają więc blado, jakby były takim czasem mary pomiędzy świadomością dziecka a wybudzonym z socjalizacji starcem. To poza ramami istnieje stare i dobre, dziecinne i bystre spojrzenie na świat, w którym nie ma liczb, aktówek, kolorów skóry, dzielnic, umów i żelazek, a wszystko to jest tak przezroczyste, że dostrzega się, o co chodzi, tak naprawdę.

Świat Michaela Hanekego to model, po którym poruszają się ludzkie modele i w którym reżyser wypunktowuje kolejne problemy współczesności, czasem jakby na siłę wpisane w scenariusz, tak jak na siłę wydają się ujęcia kręcone poza tradycyjną kamerą. Przez chwilę widzimy obraz płynnie, tradycyjnie, po chwili patrzymy z perspektywy kamerki smartfona, potem znowu jest po linii, ale zaraz ekran zapełnia rozmowa na internetowym chacie, a całość zaczyna się obrazem z monitoringu, tyle że żadne z tych zagrań nie jest ani Funny Games, ani Ukryte. Gdy zastanawiam się, o czym miał być i po co powstał Happy End, to podejrzewam, że o wszystkim i po wszystko, i może dlatego łatwo się w nim zgubić, ponieważ wszystkiego objąć się nie da, bo, gdy próbujemy objąć wszystko naraz, ostatecznie wszystko nam ucieka. Haneke każe to robić swoim widzom, jakby sądził, że i tak to na co dzień robimy w tym wielowątkowym świecie, tyle że tu liczba wątków – od uchodźców w Calais przez eutanazję, depresję, zdradę aż po miłość, rzecz jasna z do Miłości nawiązaniem – wystarczyłaby na obdzielenie tematami magisterskimi całego roku filozofii. To nie jest konkretna historia konkretnych żywych ludzi, tylko zlepek klisz. Model.

Film Happy End stanowi odbicie dzisiejszego świata nie dlatego, że Michael Haneke takim go stworzył, ale dlatego, że świat stał się dla Hanekego nie do udźwignięcia i to świat stworzył Happy End, taki nierówny, chybotliwy, niepewny i co rusz się przerywający.

Data publikacji: