Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Ta strona używa cookie i innych technologii. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szanowni Czytelnicy!

Serdecznie polecamy zapisanie się do naszego newslettera. W środku, nie zawsze regularnie, jeszcze więcej „Przekroju” i unikatowe treści, których nie znajdziecie nigdzie indziej!

Z poważaniem,
Redakcja
Maciej Stroiński

Materiał własny

Materiał własny
Wycieczki Osobiste feat. Redakcja „Prz.”
Premiera „Przekroju”, wiosna 2018
Wycieczki Osobiste feat. Redakcja „Prz.”
Klub Komediowy w Warszawie

To będzie recenzja inna niż normalnie, bo z czegoś takiego, co się więcej nie powtórzy. Tym bardziej czytajcie, jeśli Was nie było. Ja na tym byłem podwójnie firmowo: po pierwsze, bo teatr, po drugie – bo „Przekrój”. I teraz się „Przekrój” dowie, co sam myśli na swój temat.

Iwent się już nie powtórzy, ale Klub Komediowy dalej istnienie, dalej występuje i dalej będzie rozkręcał premiery „Przekroju”, tylko – całe szczęście – kolejnych numerów, nie ciągle tego samego. To był mój inicjacyjny wieczór w tej piwnicy przy Zbawiksie. Lubię siedzieć w pierwszym rzędzie, tak jak większość krótkowidzów, i gładko znoszę groźbę interakcji, tyle już tego przeżyłem, łącznie z macaniem na Carycy Katarzynie. Ewentualność bycia dotkniętym albo wyciągniętym powoduje, że się nie śpi, nawet gdyby było dennie. Mój pociąg do sceny został zauważony i odwzajemniony. Było dotykanie słowem widza krótkowidza.

Najtrudniej wycisnąć dowcip tam, gdzie jest oczekiwany, tam, gdzie masz za to płacone. Bo robienie jaj za kasę jest jak płacone pójście do łóżka: jeśli jest zbyt „etatowo”, robi się jakoś bez sensu. Cały trik polega na tym, żeby wyglądało tanio, a nawet darmowo, jak gdyby wcale nie było żadnej umowy. I Wycieczki Osobiste w Klubie Komediowym takie robili (robiły) wrażenie. Pewnie dlatego, że naprawdę jest w ich pracy sporo prowizorki, zwanej też improwem.

„Przekrój” kojarzy się z dowcipem, ale kulturalnym. Raczej z poczuciem humoru niż z „odpadaniem dupy od śmiechu”. Byłem przekonany, że nic się nie znajdzie dla fanów obsceny, fart jokes i fekaliów. Nie było obleśnie, ale z powodu chaosu, jakim jest improw z widownią, wydarzały się kawały. Same nie wiedziały, że zaraz padną ze sceny.

Oglądanie kabaretu robionego live ma coś z czekania na krew, że się aktor nie tylko zgotuje albo ugotuje, ale też wysypie, spali lub udławi (choke). Śmiejemy się nie tylko z nimi… Kluczem do sukcesu tego i innych wieczór jest ich półprofesjonalizm: wiedzą, jak to robić, bo to od jakiegoś czasu robią, ale nie są zawodowymi staczami na scenie, nie są zblazowani, nudni, higieniczni. Zawsze może się nie udać, i to będzie właśnie boskie! Bo dowcipkowanie to taka przewrotna sprawa, że czasem jest lepiej, jeżeli jest gorzej. Czasem warto pójść w suchary.

Ostatnio co słyszę o jakiejś premierze, to zawsze, że „nie ma czasu”, „na ostatnią chwilę”. Teatr repertuarowy, na którego przygotowanie nigdy nie ma czasu, bardzo się zbliża do teatru żywiołowego, robionego na pstryknięcie. Może improw jest przyszłością teatru w ogóle? Z ducha prowizorki, ducha konwersacji wzięły się komedie Wilde’a, kiedy Wilde zrozumiał, że rozmienia się na drobne, przecież na ripoście można trzepać hajsy!

Data publikacji: