Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Destroix
Maciej Stroiński

Mało zrozumiałem, ale się wypowiem

Mało zrozumiałem, ale się wypowiem
„Miarka za miarkę”
tekst Szekspir, reżyseria Jan Klata
„Miarka za miarkę”
Teatr na Palmowce, Praga

Czesi raczej zadowoleni, sądząc po minach i brawach. Nie pytałem ich o zdanie, tylko się patrzyłem, bo głupio gadać po angielsku z kimś tak bliskim językowo, a czeskiego nie znam. Zresztą nie było okazji, posadzono mnie wśród naszych, w spontanicznym getcie, z prawej moja przyjaciółka, z przodu pani z ambasady, po lewej – nikt inny – Maman, ta to wszędzie się pojawi. Na co dzień mnie wali, jakie zdanie mają inni, ale tu wypatrywałem, bo ja spektaklu najzwyczajniej nie rozumiem. Nie rozumiem, ale widzę, i opowiem Państwu, co widziałem za granicą. Zdanie „oni idą po nas”, jeśli po czesku znaczy to samo, uznaję za zrozumiane. Może doobejrzę z napisami na Boskiej Komedii lub na Szekspirowskim w Gdańsku?

Szekspir po czesku nie jest jakiś bardziej śmieszny. Miarka za miarkę ma tak w ogóle, że trochę nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. Rozwiązanie Klaty: kombo. I śmiać się, i płakać. Z jednej strony wyginanie śmiało ciała (Tomáš Dianiška <3) do Sissy That Walk RuPaula (sprawdziłem Shazamem), z drugiej – R.E.M., Losing My Religion w miksie „gregoriańskim”. Wyłapałem jeszcze Human Behaviour Björk, są też interludia gadane chyba z jakichś filmów, no ogólnie YouTube party, jak Klata lubi najbardziej. Mignął cytat ze sceny „piwnicznej” w Pulp Fiction, ale też dialog z własnym penisem w stylu Borys Szyc, Wojna polsko-ruska.

Trzeba to powiedzieć jasno, że Klata się nie hamuje i odstawia za granicą cywilizację śmierci. Wibrator z przyssawką, dmuchana lala, wielki banan, transa, SM w duchu sakro, plucie, posuwanie, oj, no wszystko. Przy tym maski zwierząt i też macie wrażenie, że mówię o spektaklu Mai Kleczewskiej? LEPIEJ: scenografia jak u Augustynowicz! Platforma na środku, wszędzie wokół czarne i po bokach reflektory. Wyobraźcie to sobie: Szekspir po czesku w klimacie Kleczewskiej, w panierce Augustynowicz, w reżyserii Klaty.

Najczęstszym słowem tej inscenizacji jest słowo „zakon” i oznacza „prawo”, tak jak kiedyś u nas, por. „starozakonni”. Przesuw semantyczny na linii CZ–PL jest właśnie bardzo w temacie, bo „przypadki” prawa dzieją się w habicie. Miarka za miarkę, jeśli nie pamiętacie ze szkoły, bo teraz się tego chyba nie omawia (myśmy omawiali, bo wtedy leciało w Starym w reżyserii Bradeckiego), jest o tym, że karma wraca, co widać w tytule. Angelo zostaje w mieście, na – że tak powiem – pokuszeniu, bo mu nagle wszystko wolno i nie omieszka skorzystać, zostać „didżejem procedury”. Panem i władcą jest jednak nieidealnym, bo co narobi, narobi też sobie.

Wiem oczywiście, że moje uwagi mają charakter mocno powierzchowny, ale to się właśnie zgadza, bo czy ktoś kiedyś widział u mnie głębię? Po polsku tekstu też niechętnie słucham, ale mam słabsze alibi. Wyłapuję rytm i dizajn. Majtki z „AMOR” na przedzie, „ROMA” na zadzie. Marynarkę z „kruszonką”. Współczesną wariację na temat stroju cystersów: w habicie żeńskim dialog bieli z czernią dzieje się zaraz pod biustem, zakonnice ubrano w bolerko!

 

 

Data publikacji: