Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Mateusz Czerwiński

Idąc przez las, dostrzeż drzewa…

Idąc przez las, dostrzeż drzewa…
theHunter: Call of the Wild
Producent: CDP
theHunter: Call of the Wild
Expansive Worlds, 2017

Łowiectwo to bardzo kontrowersyjne hobby, o ile w ogóle można użyć takiego stwierdzenia w kontekście celowego pozbawiania życia. Precyzyjniejszym wydaje się trofeistyka, nieobejmująca już regulacji liczebności zwierzyny łownej, choć w praktyce sprowadzająca się do tego samego.

Z drugiej strony to temat lotny, podejmowany ochoczo przez media cyfrowe, gdyż stale zarzucana im brutalność spłycana jest w tym konkretnym przypadku do gospodarki leśnej właśnie. Co więcej, gdyby spojrzeć przez przykurzone oparami szkiełko Mickiewiczowskiego mędrca, można dostrzec idealny wręcz podarunek dla przyszłego myśliwego, dorastającej młodzieży głodnej wiedzy wszelakiej tudzież niedzielnego konsumenta gier wideo – bo i kojące odgłosy przyrody tam napotka, i nie będzie miał na bakier z wysokim poziomem trudności. Ot, tytuł wydawałoby się idealny dla każdego!

A jednak gracz nie dostrzeże w grze theHunter: Call of the Wild zbyt wielu zalet. Wartkiej akcji tu jak na lekarstwo, brak bohaterów ocierających się o miano rozpoznawalnych, a sam tytuł nie jest składową reprezentatywnej dla tej odsłony trylogii. Duży nacisk położono za to na warstwę wizualną gry, która wprawdzie odstraszy miłośników wartkiej akcji, ale przemówi do zakochanych w wirtualnej florze, ceniących poprawnie odwzorowane, rozchodzące się po głuchej ciszy odgłosy zwierząt lub uginające się pod naciskiem stopy źdźbła wysokiej trawy.

W mojej opinii cały wręcz akapit zasługuje na w pełni zasadne poświęcenie go niuansom dedykowanym koneserom wirtualnej rozrywki. Otoczenie składające się na piękny las, mokre od rzęsistego deszczu połacie pól, błotniste drogi i ukryte przed ludzkim wzrokiem rykowiska nie tylko odsłaniają kunszt grafików, ale również idealnie wkomponowują się w klimat recenzowanej produkcji, częściowo również go współtworząc. Częściowo dlatego, gdyż ten ustępuje operowaniu światłem słonecznym – czy to podczas ukrywania się w nieprzepastnych gęstwinach w oczekiwaniu na zwierzynę łowną, czy też w przypadku przemierzania terenów otwartych.

Szkoda jednak, że im dalej w… las, tym mniej on odbiorcę urzeka. Mierzi nachodzenie na siebie tekstur mijanych obiektów, irytuje niewytłumaczalne zawieszenie się zwierzęcia w przestrzeni i inne pomniejsze błędy, które – choć wybaczalne – wpływają na zaburzenie poczucia immersji.

Pozostaje również kwestia wymiaru etycznego i jego wpływu na tę produkcję. Mam wrażenie, że pokłady zbiorowej empatii są na wykończeniu; obecnie mniej przemawia do nas zabijanie ludzi niż naszych braci mniejszych. Ludzkie cierpienie, skupiające uwagę mediów mainstreamowych, jest chodliwym tematem. Gry wideo również ten trend podchwyciły, w wyniku czego można odnieść wrażenie zarówno o braku odczuwania współczucia dla wirtualnej osoby, jak i zero-jedynkowego zwierzęcia. Choć zabicie drugiego z nich często jest trudniejsze niż powalanie całych stosów ludzkich istnień… Zaiste, interesujące.

Czy polecam? Jeśli jesteś człowiekiem rozkochanym w łowiectwie, niestraszna ci ślamazarność rozgrywki, a wyświechtana na wszystkie strony mechanika strzelanin wciąż pozytywnie cię zaskakuje, sięgnij po ten tytuł. Będziesz oczarowany. Jeśli jednak czytasz tę recenzję przez przypadek, a pierwszy wąs dopiero rzuca ci się pod nos, odpuść. Pieniądze opiekuna zdecydowanie lepiej wydać na inne medium, chociażby szkolną lekturę.

Data publikacji: