Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Jan Błaszczak

Grek na antypodach

Grek na antypodach
„Mother”
Xylouris White
„Mother”
Bella Union 2018

Wyobrażam sobie wiele powodów, dla których zespół Xylouris White mógł okazać się niewypałem. Tworzący go artyści reprezentują różne tradycje muzyczne, mają zupełnie inne płyty w swoim CV, a instrumenty, na których grają, rzadko pojawiają się obok siebie na scenie. A jednak zaskoczyło. Mało tego, perkusista Jim White i lutnista Giorgos Xylouris zabrali się do prac z takim entuzjazmem, że w ciągu czterech lat udało im się nagrać aż trzy płyty. Ostatnia z nich ukazała się właśnie nakładem brytyjskiej wytwórni Bella Union.

Te trzy albumy to wciąż niewielki odsetek dyskografii Jima White’a. Australijski perkusista zaczął muzyczną karierę jeszcze w latach 80. Rozgłos na scenie rockowej przyniósł mu założony w 1992 r. zespół Dirty Three. W tym czerpiącym z folku i post-rocka trio White występuje do dziś, dzieląc scenę z gitarzystą Mickiem Turnerem oraz skrzypkiem Warrenem Ellisem. I być może praca z tym ostatnim, prawą ręką zespołu Nicka Cave’a, byłaby najbardziej prestiżową kooperacją w karierze White’a, gdyby nie regularne wyprawy do Stanów Zjednoczonych. Pomieszkując w Chicago, perkusista zdobył sobie sławę świetnego muzyka sesyjnego. Jako taki wchodził do studia z Cat Power, Willem Oldhamem czy Billem Callahanem. W późniejszych latach z jego usług korzystały m.in. Marianne Faithfull czy PJ Harvey. A tylko w ubiegłym roku z propozycją współpracy zwrócili się do niego Mark Kozelek i Kurt Vile.

Jakkolwiek inspirujący byliby artyści, z którymi współpracował, White nie miał w planach ograniczać się do roli sidemana. Fakt, działalności nie zakończyło Dirty Three, ale ostatni album trio ukazał się w 2012 r., a biorąc pod uwagę zaangażowanie Ellisa w projekty Nicka Cave’a, trudno wyobrazić sobie jakąś znaczącą zmianę. Na szczęście nie jest to już zmartwienie White’a, który odnalazł bratnią duszę w greckim imigrancie. Muzyku, którego nazwisko waży w Grecji więcej niż dokonania wszystkich artystów, z którymi zdarzało się pracować perkusiście. Stryj Giorgosa – Nikos to wirtuoz gry na lirze, zwycięzca wielu europejskich konkursów i bohater narodowy, który swoją muzyką dodawał otuchy rodakom w najtrudniejszych chwilach rządów junty czarnych pułkowników. Podobnym szacunkiem darzony jest Antonis – ojciec Giorgosa, który w ostatnich latach występował na festiwalu All Tomorrow’s Parties czy w nowojorskim Town Hall. Jego syn w wieku siedmiu lat zaczął pobierać nauki od stryja, by ostatecznie zamienić jednak lirę na lutnię. Być może to nie przypadek, że dorastający w cieniu mistrzów młody muzyk sięgnął po instrument akompaniujący. Z biegiem lat Giorgos zaczął jednak grać na lutni jak na instrumencie solowym, a nie rytmicznym. W tym podejściu było coś symbolicznego – Giorgos zaczął podążać drogą swoich przodków, przestawał być akompaniatorem, bo pisana mu była rola mistrza. I charakterystyka instrumentu nie mogła tego zmienić.

Rolę lidera Giorgos odgrywa od lat 90., kiedy w swojej nowej ojczyźnie założył 10-osobowe Xylouris Ensemble. Zespół nagrał kilka płyt i zdobył dwie nominacje do prestiżowej australijskiej nagrody ARIA Fine Arts, ale mam wrażenie, że więcej dla kreteńskiej muzyki zrobił jego duet z Jimem White’em. I nie mam na myśli jedynie promocji, którą zapewnia udział rockowego instrumentalisty czy sama egzotyka takiego duetu. Xylouris White umieszcza tradycyjną muzykę z największej greckiej wyspy w powszechnie zrozumiałym kontekście kulturowym. Na Mother słychać dużo bluesa, improwizowanego, grającego barwami jazzu oraz folku spod znaku Basho czy Faheya, którzy inspirowali się przecież twórczością basenu Morza Śródziemnego. Otwierające całość In Media Res, w którym do duetu instrumentów dołączają skrzypce, niedaleko ma do nastrojowego post-rocka Dirty Three. Natomiast w instrumentalnym Call and Response czy balladowym Woman from Anogeia uwagę przyciąga freejazzowa proweniencja warstwy rytmicznej – chętnie sięgający po miotełki White zabiera tradycyjne pieśni w stronę improwizacji spod znaku Clean Feed czy Delmark Records. Na Mother znalazło się też miejsce na Daphe – kompozycję napisaną jeszcze w latach 90. na płytę Antipodes Xylouris Ensemble – oraz ekstatyczne, proste, trochę rock’n’rollowe Only Love.

Licząca ledwie dziewięć utworów Mother to płyta stylistycznie zróżnicowana, ale jednak bardzo spójna za sprawą wyjątkowych składowych. To płyta, która powinna przypaść do gustu zarówno fanom bałkańskiego folku, jak i free jazzu czy amerykańskiego bluesa. Wygląda na to, że oto mamy do czynienia z pierwszą „najlepszą płytą 2018 roku”.

 

Data publikacji: