Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Jakub Popielecki

Gość w dom, wróg w dom

Gość w dom, wróg w dom
„Na pokuszenie”
reż. Sofia Coppola
„Na pokuszenie”
2017

Na prawdziwe „pokuszenie” wiedzie nieświadomych widzów latający po kinach zwiastun nowego filmu Sofii Coppoli. W dwuminutowym reklamowym spocie ekranizacja powieści Thomasa Cullinana wygląda na jakiś thriller z pieprzykiem: klaustrofobiczne wnętrza, lubieżna gra spojrzeń, wijące się w spazmach rozkoszy ciała, rozgrywka na śmierć i życie. Faktycznie, akcja filmu toczy się w dworku na odludziu, ale to żaden „ostatni dom po lewej”. Kto zna twórczość Coppoli, ten wie, że cała zabawa będzie tu raczej w niedopowiedzeniu. Czyli między słowami.

Zaczyna się jak baśń: od zbierającej grzyby w lesie dziewczynki, która trafia na obcego mężczyznę – może złego wilka, może szlachetnego księcia. W tle kamera maluje romantyczny krajobraz: monumentalne drzewa skąpane w oparach tajemniczej mgły, zarazem groźne i urokliwe, jakby zapraszające przygodę. I przygoda przychodzi. Jesteśmy na południu Stanów, trwa wojna secesyjna, a znaleziony w krzakach nieznajomy to żołnierz wrogiej strony. Lokatorki stojącej w lesie szkoły z internatem zamiast wydać rannego, postanawiają mu pomóc: opatrzyć, nakarmić, przenocować. Gość w dom, Bóg w dom. A może diabeł...?

Jak to często bywa u nas z filmami Coppoli, wieloznaczność oryginalnego tytułu gubi się gdzieś w tłumaczeniu. Polskie „Na pokuszenie” chyba ciut za mocno dopowiada bowiem to, co anglojęzyczne „Beguiled” zaledwie sugeruje. Słowo może odnosić się zarazem do jednej i wielu osób, zarówno do naszego gościa, jak i jego gospodyń. Oznacza kogoś zakochanego, ale i omamionego, oczarowanego bądź oszukanego. Reżyserkę interesuje właśnie owa wieloznaczność. Obcy mężczyzna staje się przecież dla swoich dobrodziejek lustrem, w którym odbijają się ich fobie, marzenia i żądze. Jest jednocześnie wrogiem, powiernikiem i wyczekanym ukochanym – zależy, kto akurat patrzy. Ale nie pozostanie on zaledwie pasywnym przedmiotem, sam zacznie grać, zmieniając twarze niczym wytrawny aktor. Coppola pozostawia jednak margines niepewności: ironiczno-oniryczna otoczka nie pozwala rozeznać się, co jest tu zaledwie w spojrzeniu, a co w intencji ani kto tu kogo wiedzie na większe pokuszenie.

Podobnie jak niemal każdy film reżyserki i ten opowiada o seksualności: uśpionej bądź dopiero rozkwitającej. Spośród lokatorek szkoły na pierwszy plan wysuwają się trzy, każda reprezentująca inne pokolenie, inną twarz kobiecości, inne emploi; każda odgrywającą inną rolę w grupowej hierarchii. Elle Fanning jako kokieteryjna i zblazowana uczennica, Kirsten Dunst jako nieszczęśliwa i zakompleksiona nauczycielka, Nicole Kidman jako dojrzała i kategoryczna dyrektorka. Pojawiający się znienacka mężczyzna jest jak papierek lakmusowy: jego obecność wyjaskrawia wszelkie panujące w szkole układy i wzajemne zależności. Ale stanowi też obietnicę – albo groźbę – zmiany. Colin Farrell dotrzymuje tu pola swoim brawurowym partnerkom, lawirując między urokiem zbitego psa a wyrafinowaniem dwulicowego krętacza. Bywa, że dobrą reżyserię poznamy po bezbłędnym castingu – tak jest i tutaj.

Ambiwalentna aura filmu rzutuje też na sferę znaczeń. Na pokuszenie nie jest ani opowieścią o babach, którym na widok chłopa palma odbija, ani feministycznym manifestem typu „matriarchat dobry, patriarchat zły”. Coppola nie chwyta się tematów wytrychów, znacząco ignoruje polityczno-historyczny kontekst, nie tyka choćby kwestii rasowej. Na swoje bohaterki patrzy z sympatią, ale i z przekąsem: trochę podśmiewując się z koturnowych obyczajów epoki, trochę załamując ręce nad indywidualnymi przywarami każdej z pań, a trochę podziwiając heroizm kobiet żyjących samotnie w sąsiedztwie wojennego frontu. Ale najbardziej interesuje ją chyba sama obserwacja – i inscenizacja – erotycznej gry. Erotyzm jest u niej czymś, co wisi w powietrzu, dyskretną elektrycznością objawiającą się w spojrzeniach i gestach. Tajemnicza moc uwodzenia – zdaje się mówić reżyserka – tkwi w manifestującym się potencjale, w złożonej obietnicy. W niedopowiedzeniu. Kiedy jednak całe to buzujące nieograniczonymi perspektywami marzenie zostaje urzeczowione, urzeczywistnione – czar pryska. W kuszeniu, jak w przygodzie, liczy się nie tyle cel, ile droga do niego.

Data publikacji: