Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Jakub Popielecki

Głęboka motywacja

Głęboka motywacja
„Człowiek delfin”
reż. Lefteris Charitos
„Człowiek delfin”
Francja, Grecja, Japonia, Kanada, 2017 r.

Kiedy Jacques Mayol mówi o nurkowaniu, nigdy nie mówi po prostu o nurkowaniu. Kamera pokazuje zanurzającego się w ciemne odmęty mężczyznę, a zza kadru płyną fragmenty zapisków bohatera, który opisuje swoje przeżycia. Opowiada on, jak pod wpływem wody i ciśnienia zmienia się poczucie grawitacji, doświadczanie własnego ciała, świadomość siebie. W perspektywie Mayola wyczyn, wydawałoby się: fizyczny – wstrzymywanie oddechu na możliwie największej głębokości – staje się praktyką bez mała duchową. Zejście w morską otchłań nabiera cech powrotu do łona, rozpłynięcia się w gulaszu pierwotnym, zjednoczenia z kosmosem. Otóż to: w dokumencie Lefterisa Charitosa głębia mierzona w metrach spotyka się z głębią filozoficzną.

Nawet jeśli nazwisko Mayol nic wam nie mówi, to na pewno widzieliście inspirowany jego biografią Wielki błękit Luca Bessona. Nic dziwnego, że kino do niego ciągnie, bo to zaiste postać większa niż życie: szofer gwiazd filmowych, pogromca rekordów i wagabunda, o którym w jakimś programie telewizyjnym powiedziano, że na całym świecie kocha tylko trzy rzeczy – morze, kobiety i przygody. Mayol to jednak zarazem zapamiętały adept jogi i uczeń buddyjskich mnichów, odrzucający ideę rywalizacji na rzecz „głębszej motywacji”, człowiek szukający pod wodą spokoju, stanu zen. Charitos relacjonuje życiorys swojego bohatera, próbując pogodzić jego burzliwą biografię z manifestowanymi wartościami. Gdzie bowiem kończy się bawidamek, choleryk i wyrodny ojciec, a zaczyna poszukujący oświecenia idealista, o którym kolejni znajomi mówią ze łzami wzruszenia w oczach?

Reżyser nie chce za wszelką cenę wtłoczyć swojego bohatera w jakąś definitywną interpretację. Wręcz przeciwnie: łącząc materiały archiwalne, wywiady do kamery i sceny podwodne mnoży sprzeczności już na poziomie formalnym. Pokazuje Mayola jako faceta z potencjałem na szereg rozmaitych biografii: są tu i kolorowa przygoda, i dramatyczna love story. Jest opowieść o życiowej przegranej, jak i o duchowym zwycięstwie. Nie brakuje kontrowersji ani wzniosłości. Charitos wydobywa biograficzne samograje (fascynację delfinami, rywalizację Mayola z innymi nurkami) i barwne anegdotki (córka w młodości nigdy nie widziała go w dżinsach, zawsze tylko w kąpielówkach), ale pogłębia też kontekst poszukiwań nurka, który odrzucał „zachodnią” fizjologię na rzecz „wschodniego” podejścia holistycznego. A przy tym nie zamyka dyskusji o tym, co kierowało Mayolem (i co kieruje podobnymi mu „hardkorami” wchodzącymi na niedostępne szczyty czy zanurzającymi się na niebotyczne głębokości): pycha czy ciekawość, sportowe ego czy duchowa potrzeba?

Opowieść o „człowieku delfinie” niesie bowiem fascynujący paradoks: mężczyzna, który na lądzie nie był raczej wzorem empatii ani integracji, pod wodą dotykał absolutu, przeżywał epifanię i łączył się w jedno z Matką Naturą. Jak to rozumieć? Co z tym zrobić? Reżyser nie chce zająć stanowiska, zamiast chwalić czy krytykować, ucieka w zadumę, prowokuje pytania. Czy za przywilej transgresji trzeba płacić złamanymi życiorysami? Czy ceną za przekraczanie ludzkich granic jest samotność w społeczeństwie? I czy wobec tego oświecenie jest w ogóle dla ludzi? Dokument Charitosa dotyka tajemnicy, ale zatrzymuje się przed rozwianiem jej, uziemieniem. Nie da się inaczej: tajemnicy należy się szacunek.

Data publikacji: