Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Tomasz Wiśniewski

Filozof u źródła

Filozof u źródła
„Walden czyli życie w lesie”
Henry David Thoreau, tłum. Halina Cieplińska
„Walden czyli życie w lesie”
Rebis Dom Wydawniczy, 2018

Przypomnijmy, że Walden to nazwa stawu, przy którym w 1845 roku filozof Henry David Thoreau, dla eksperymentu, zamieszkał samotnie we własnoręcznie zbudowanym domu. Jako owoc tej dwuletniej przygody powstał zbiór esejów opublikowany pod tytułem Walden, czyli życie w lesie. Dzieło nie przysporzyło sławy autorowi, który zmarł jako drugorzędny dziwak. Dziś zaś opisane przez Thoreau miejsce uchodzi za wielki, międzynarodowy symbol indywidualizmu, wewnętrznej wolności i fascynacji światem natury.

Istotnie, „Walden” jest biblią nie tylko dla ekologów i ekosympatyków – to przede wszystkim skarbnica inspiracji dla wszystkich zwolenników życia niezapośredniczonego konwenansem, społeczeństwem, modą czy językiem. Wydaje się zresztą, że chęć zbliżenia się do Natury nie była główną intencją Thoreau; można odnieść wrażenie, że w swym eksperymencie chciał po prostu wziąć sprawy w swoje ręce: wyjść poza miejską iluzję i nijakość wygody, chwycić siekierę, poczuć jej ciężar; rozłupać drewno i doznać pierwotnej radości, jaką daje rozpalone ognisko w chłodny wieczór; zjeść obiad z zasianej przez siebie fasoli. Nie zależeć od nikogo i zbadać, na ile jest to możliwe.

Thoreau, co oczywiste, nie jest systematycznym filozofem. Jego pisarstwo jest bardzo rozgadane, przypomina wykład ekscentryka, który krzyczy na ulicy (przekroczenie murów uniwersyteckich byłoby dla niego hańbą). Refleksja ta nieustannie przeplata się z opisem doświadczeń w lesie; krytyka współczesnego mu społeczeństwa z poetyckim opisem przyrody; fragmenty dziennika ze szczegółowym sprawozdaniem z uczynionych wydatków. Wykład wciąż jednak grawituje wokół tego samego tematu: zbliżyć się do źródła. Na kartach tej książki co chwila trafiają się olśniewające spostrzeżenia.

Z całego dzieła tchnie olśniewająca moc prostoty - jej autentyczności i zarazem praktyczności. Przykładowo, Thoreau zachęca, byśmy, zamiast marnować życie na spłacenie kredytu mieszkaniowego, zamieszkali w indiańskim szałasie. Dlaczego nie? Pracować przez większość część dnia tylko po to, by przespać noc w bardziej luksusowym wnętrzu? Czy nie jest nonsensem przeharować niepowtarzalny cud swojego istnienia? Thoreau nie jest zachwycony koleją; dziś pewnie nie pochwalałby samochodów i latania. Zauważa, że najtaniej podróżuje się pieszo: dojście do jakiejś miejscowości może nam zająć wiele dni, ale więcej dni zajmie nam zarobienie na bilet.

Zdaniem Amerykanina zbyt duża odległość dzieli ludzi od nagiej rzeczywistości. Celnie wskazuje na absurdy naszego przesadnie skomplikowanego życia. Studenci, których pochłania wielopiętrowa teoria, w gruncie rzeczy nie uczą się niczego: studiują nawigację, zamiast wyruszyć w morze; po nocach czytają dzieła największych ekonomów, kiedy w tym samym czasie rodzice, płacący czesne, toną w długach.

Postawa Thoreau względem Natury ma więcej wspólnego z podejściem dalekowschodnim niż zachodnim. Podobnie jak tybetańscy mnisi, dostrzega w Naturze coś w rodzaju pierwotnego dobra istnienia; trafnie zauważa, że w otoczeniu przyrody poczuje się dobrze zarówno melancholik, jak i mizantrop. Tak jak Laozi i Zhuangzi jest przekonany, że wszystko w świecie układa się doskonale. Jeśli pada deszcz, filozof słyszy w tym wspaniałą muzykę; jeśli pada zbyt długo i zamoknie ziemia, powodując gnicie zasianej fasoli, to szkoda jest tylko pozorna, bo zyskują na tym trawy, które rosną w okolicy. Wszystko pracuje na korzyść wszystkiego. Problem tkwi w tym, zdaje się twierdzić autor "Waldena", że nie mamy całościowej optyki.

Powiedzieć jednak na koniec, że „Walden” to książka, którą musi przeczytać każdy, znaczyłoby oczywiście tyle, co nie zrozumieć jej zawartości – nie ma w świecie żadnych powinności, nic nie jest oczywiste – poza twardym konkretem naszej planety i naszych ciał.

Data publikacji: