Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Destroix
„Plac Bohaterów”
tekst Thomas Bernhard, przekład Grzegorz Matysik, reżyseria Grzegorz Wiśniewski
„Plac Bohaterów”
Teatr im. Jaracza w Łodzi

Lajki za odwagę: wystawić u nas Thomasa Bernharda, kiedy się nie jest Krystianem Lupą. Teoretycznie nie ma przeciwwskazań, Lupa nie trzyma łapy na Bernhardzie jak Libera na Beckecie, ale wiecie, jak jest. Akurat tego dramatu, Placu Bohaterów, Lupa w Polsce nie wystawiał, więc jest może trochę łatwiej. Plus Bernhard w Jaraczu jest autorem etatowym: Przed odejściem w stan spoczynku, Komediant, właśnie Heldenplatz, a jeśli policzyć warszawskiego Jaracza, czyli Ateneum, to jeszcze Siła przyzwyczajenia.

Dom Bernardy Alba ma podobne zawiązanie: dwie służące różnej rangi siedzą na tytułowej chacie i się krzątają na okoliczność, że umarł pan domu. U Thomasa Bernharda rozmowa im schodzi na białe koszule, na technikę ich składania, jakby nie było lepszych tematów w takiej sytuacji. Dopiero niedawno odkryłem przypadkiem, że koszula dla Bernharda to nie jest banalny temat, a wręcz przeciwnie: ma znaczenie ostateczne, jak to się poważnie mówi: eschatologiczne. Czyli służące nie „watują” ciszy gadką o składaniu, lecz przeprowadzają swego pracodawcę w inny stan istnienia:

„Zawsze wierzyłem w niebo, już jako dziecko. Im jestem starszy, tym bardziej w nie wierzę, bo przecież niebo jest czymś pięknym. Ludzie noszą tam zawsze świeżo wyprane białe ubrania. […] Biała koszula w niebie i minimalna renta. Nie ma niczego piękniejszego. Ale najpierw minimalna renta, bo wtedy przecież jeszcze będę tutaj. Koszula niebiańska przyjdzie dopiero potem, kiedy już renta zostanie zjedzona, a chirurg wykona nieprawidłowe nacięcie albo kaszel mnie zabije. I wtedy natychmiast przywdzieję białą koszulę niebiańską” (T. Bernhard, Spotkanie, tłum. Sława Lisiecka).

Żeby tanio się przyczepić, napisałbym, że w tym łódzkim wystawieniu najlepiej zagrały właśnie te koszule. Ale to nieprawda, bo najlepiej zagrał Bronisław Wrocławski. Gdy on wszedł na scenę, czyli w drugim akcie, nagle się okazało, że nie tylko jest co zbierać, ale nawet jest na co patrzeć. Wrocławski jest aktorem alfa, rozstawia po kątach koleżanki i kolegów, nie bez powodu jest z tej obsady nazwiskiem najbardziej znanym. Czasem mamrocze, ale nie on, tylko jego postać. Na to, co wyprawia odtwórczyni roli Anny, nie mam innego określenia niż takie branżowe, że zagrywa się jak szmata.

Scenograf przeczytał dramat, co tutaj podkreślam, bo w praktyce teatralnej nie zawsze tak bywa. Wykonał dekor pt. Dup!, z trampoliną do skakania i wynikającą z tego dziurą w podłodze. Czyli w zgodzie z duchem tekstu, który się dzieje od początkowej autodefenestracji (profesor Schuster) do końcowego wbicia gwoździa w stół na stypie (profesorowa). Tym razem profesorowa wbija gwoździa całą sobą, nie tylko swym czołem. Brzmi jak scenariusz filmu z Bollywoodu, że ona umiera, bowiem bez niego nie może, a on dlatego, że nie może z nią.

Data publikacji: