Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Tomasz Wiśniewski

Dlaczego napisałem tę recenzję

Dlaczego napisałem tę recenzję
Dlaczego nie napisałem żadnej ze swoich książek
M. Bénabou, tłum. K. Zabłocki
Dlaczego nie napisałem żadnej ze swoich książek
Wydawnictwo Lokator, Kraków, 2017

Marcel Bénabou cierpi na chorobę, której nie znajdziemy w żadnym słowniku medycznym – doskwiera mu oligrafia. Ta fatalna przypadłość każe unikać (o ile to możliwe) okazji do pisania. Oczywiście francuski pisarz sam tę chorobę wymyślił i zdiagnozował. Dodajmy, że mowa o jednym z najwybitniejszych żyjących członków legendarnej paryskiej grupy OuLiPo, mistrzów literackiej gry, eksperymentu i humoru, grupy, do której należeli między innymi Italo Calvino, Raymond Queneau czy... Marcel Duchamp.

            Dlaczego nie napisałem żadnej ze swoich książek to prozatorski debiut o chronicznej niemożności napisania żadnej książki. Jest to przekomiczny pastisz literatury wyznaniowej, pełen nawiązań do klasyki gatunku, wybornie napisany i przetłumaczony.

            Tytuł nawiązuje do pewnego tekstu Raymonda Roussela, a fragmenty, w których narrator zwraca się bezpośrednio do czytelnika mają coś z ducha Jeśli zimową nocą podróżny Italo Calvina. Prawdopodobnie można by napisać porządny akademicki esej o intertekstualnej zawartości tej publikacji.

            Dlaczego nie napisałem... najbardziej jednak przywodzi mi na myśl Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy Laurence'a Sterne'a – autobiografię, z której nie dowiemy się niczego o autorze, gdyż ten co chwilę ucieka w komiczną i szaloną anegdotę. Francuz zgrywa roztargnionego i opieszałego narratora, nieustannie szydząc i drwiąc z siebie. A żeby nie było zbyt banalnie, drwi również z tego, że co chwilę popada w drwinę i żali się, że nie potrafi inaczej (bo drwina, jak sam zauważa, to sposób na poważne traktowanie samego siebie).

            Marcel Bénabou na ponad stu pięćdziesięciu stronach dokonuje ironicznej, inteligentnej i niepozbawionej głębi introspekcji, zdając czytelnikom nadto szczegółowo sprawę ze swych oszałamiających ambicji, ze świadomości własnej wyjątkowości i talentu. Wylicza ilość nazbieranych notesów, zeszytów, arkuszy ubóstwianego papieru, których nigdy nie zapisał. Wspomina lata samotnych lektur, sporządzania notatek, kolekcjonowania cytatów i myśli. Wspomina lata wszelkich możliwych przygotowań do tego, by napisać dzieło przełomowe, pokoleniowe, wielką epopeję emigranta, w której mógłby odnaleźć się każdy. Wspomina, jak utknął w miejscu, obserwując, jak jego słynny przyjaciel i współpracownik, Georges Perec, „nie traci czasu i zostaje mistrzem”. Pisze o zarzuceniu swoich pomysłów, wymyślaniu nowych, o rezygnowaniu z powieści na rzecz opowiadań – i wreszcie – o osłupieniu, jakie wywołało rozczarowanie samym sobą. Autor tłumaczy swoją „porażkę" powodami psychologicznymi, filozoficznymi i ideologicznymi.

            Lecz oto niepostrzeżenie z tych czarujących wyznań rodzi się książka, i to wyjątkowa, być może najbardziej paradoksalna książka z możliwych. Nie tyle książka o książkach potencjalnych, co książka o niemożliwości książki. To wiele wyjaśnia, dlaczego do grona sympatyków dziełka Bénabou należał między innymi Umberto Eco.

Bez wątpienia, w twórczości Francuza odnajdzie się każdy, kto ma własne powody, by nie pisać, czyli każdy prawdziwy czytelnik.

Data publikacji: