Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Destroix
Maciej Stroiński

Czekając na Godota
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Czekając na Godota

Spektakle dzielą się na dobre, złe i „ważne”. Ważne to takie, których o nic nie pytamy, bo nie wypada. Temat mają „za bardzo”, żeby je oceniać. Godot Michała Borczucha nie pasuje do żadnej kategorii, jest po prostu nieważny. Obrażone dzieło kogoś, kto coś musi, a nie chce. Co musi? Zachować integralność tekstu. Dano mu Becketta, zgodził się, to teraz ma. Ambitnego artystę obraża, że coś mu się każe. Dlatego zrobił przedstawienie na złość – o zachowywaniu integralności. Kolejne w swoim dorobku dzieło teatrologiczne, a nie teatralne.


Tylko który to jest ten „integralny tekst”, tak szalenie chroniony przez prawa autorskie? Czekając na Godota jednak nie powstało po polsku, a oryginały są dwa i się między sobą różnią, i proszę, bądź mądry. Uczyniono fetysz z tekstu i łódzka inscenizacja to właśnie obśmiewa, gdy prosi aktorów o tzw. lip sync, ruszanie ustami do kwestii z podkładu, lub by dali pantomimę do wersji angielskiej. Święty tekst źródłowy nie da się ot tak wystawić i może by mnie to obeszło, gdybym pisał na ten temat pracę magisterską.


A już wierzyłem w Borczucha po Wszystko o mojej matce, dziele bardzo osobistym. Byłoby dla niego lepiej, a na pewno dla jego widzów, gdyby robił coś, co go obchodzi, a nie tylko ciekawi. Bo to nie jest zły reżyser, robi piękne rzeczy, tylko czasem puste. Nawet to scenograficzne nic nie wygląda biednie. Jego pustka jest „umyślna”, Borczuch kocha czyścić scenę i nie robić, jak się robi. Reżyser „nie reżyseruje”, aktor gra, że nie gra, że przyszedł prywatnie, co w przypadku Krzysztofa Zarzeckiego jest częstym pomysłem. Jednego Andrzeja Wichrowskiego zostawiono w spokoju z monologiem Lucky’ego, żeby na scenie było raczej coś niż nic.


Gdy się będziesz nudził na tym przedstawieniu, co bardzo możliwe, pomyśl tak na pocieszenie: Michał Borczuch to artysta konceptualny. Skupia się bardziej na historii sztuki niż na żywym kontakcie z widzem. Tytuł powinien brzmieć raczej Czekając na „Godota”, skoro tym razem nie idzie o samobójstwo, Boga i tematy pokrewne, tylko o „proces twórczy”, „gest artystyczny”, czekanie na spektakl, gdy już ta godzina, a ci jeszcze nie wpuszczają. Ale to wszystko już było 20 lat temu w sztukach wizualnych, teraz idziemy bardziej w materię, w uczucie, w „dobrze zrobione”

Data publikacji: