Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Maciej Stroiński

Coś nie pykło

Coś nie pykło
„Proces”
reżyseria Krystian Lupa, tekst Franz Kafka
„Proces”
Nowy Teatr w Warszawie i inne

Mógłbym napisać dwie lub trzy recenzje z tego jednego tytułu, bo to jest teatr trzy w jednym, z czego trzeciego jeszcze nie widziałem. Ale posiedź, jeden z drugim, pięć lub sześć godzin w teatrze i sam zobacz, czy przeżyjesz. Zresztą Lupa też wychodzi ze spektakli Lupy. Dzieło bardziej niż pełnometrażowe ma zgon widza w scenariuszu. Sami zachęcają, by wyjąć kanapki, by w ogóle zasnąć, sami zauważają, że to jednak trochę długie. Pięć z siedmiu godzin patrzenia i nie można powiedzieć, że się tego „nie widziało”. Czekałem, aż będzie fajnie, ale mam jak Meryl Streep w Aniołach w Ameryce, że nie czekam na nic dłużej niż trzy godziny i trzy kwadranse. Na Boskiej Komedii doobejrzę resztę, ale wtedy tylko resztę. Widzowie już będą mocno w fazie REM, a ja wejdę świeży.

Proces w reżyserii Lupy zaczyna się tak, jak Plac Bohaterów w reżyserii Lupy się kończy: kamolem w szybę, projekcją kamola. Nie wiem, co to znaczy, I’m just saying. Potem chodzi tylko o to, którego rodzaju nudy akurat doświadczasz. 1. Istnieje lupiczna nuda, bardzo wciągająca, gdy wszystko się dzieje tak wolno i cicho, że bardziej nadstawiasz uszu i bardziej wytrzeszczasz gały. 2. Istnieje śmiertelna nuda, kiedy nic się już nie dzieje, aktorzy coś sobie mówią, ale lepiej by zmilczeli, a ty zdychasz na fotelu.

Część pierwsza jest nudna, ale na lupiczny sposób – tajemniczo, groźnie nudna. Wystawiają Proces jako książkę o czekaniu, co jest zgodne z tekstem. Proces, dzieło urwane, jest tak w ogóle o niedoczekaniu, więc nie miejcie wyrzutów, gdy jak ja wyjdziecie, co Wam grozi bardziej po drugiej części, kiedy nastąpi nuda morderca. Postwrocławscy aktorzy przyklejają czarną taśmę i się stają trochę sobą, i przy całym szacunku – to już nie jest tak ciekawe. Typowe dla Lupy robienie aktorów w trąbę, a ci się dają. Choćby włożyć sobie perukę na pudla. Wychodzą na bandę zmanierowanych wieszaków mówiących powoli i metafizycznie. Jeden Kłak dobrze zrobił, że się nie odzywał. Wiem, że dla tego reżysera aktorzy zrobią dosłownie wszystko, ale to oni. W tle Arvo Pärt – Fratres na osiem wiolonczeli. Spróbuj nie zasnąć.

Bardzo to ładnie wszystko wygląda. O Lupie dużo można różnych rzeczy powiedzieć, ale nie, że nie ma oka. Sam robi scenografię i widzi, co robi. Na przykład ta ściana z tiulu czy tam z meszu – piękne. Bosko wykrojone miejsce na projekcje. Umie ubrać scenę i rozebrać aktora. Trochę się powtarza: cienka czerwona linia dookoła ramy sceny, ale dobrze, fajne. Mówię bez szydery: straszny, ale piękny spektakl.

Pierwsza część była jak te filmiki na YouTubie, gdy ktoś gra w grę. Tutaj akcja, a tutaj komentarz w czasie rzeczywistym. Lupa ciągle dogadywał. Nie wiem, co Anna Ilczuk źle zrobiła w pierwszej swojej scenie, ale on twierdził, że coś, że „wszystko zepsuła”. Weszła w jednej szpilce, okej, ale to chyba było umówione?

Główny bohater sam sobie dogaduje i sam się dissuje, bo jest go dwóch jak Golluma we Władcy Pierścieni. To trochę jak w Talmudzie, że rabin A mówi A, a rabin B mówi nie-A, i obaj mają rację w wyższym talmudycznym sensie.

Pytacie w listach, czy Ewa Skibińska pokazuje piersi. Gra żonę woźnego, to co ma nie pokazywać? Ciężko uwierzyć, że Proces, lektura, jest powieścią erotyczną. Ale naprawdę, przeczytajcie! Jest też powieścią mocno satyryczną, co Lupa wywleka na wierzch. Bo może temu K. ktoś po prostu zrobił dowcip, a ten się jak debil przejął?

Spektakl niedługo przejdzie w fazę objazdową, będzie obwoźnym teatrem, i dobrze mu wróżę, bo jest tak nienormalny, chociażby z racji metrażu, że po prostu musi zostać uznany za teatr wysoki. Przynajmniej na festiwalach. W zwyczajnym obiegu, w takim np. Odéonie może być grubo, bo Francuzi mają zwyczaj buczeć.

 

 

 

Data publikacji: