Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Destroix
Maciej Stroiński

Boys boys boys!

Boys boys boys!
„Król”
tekst Paweł Demirski, wg powieści Szczepana Twardocha, reżyseria Monika Strzępka
„Król”
Teatr Polski w Warszawie

Przedwojennemu dziecku żydowskiemu warszawska mafia skasowała tatę. To były czasy honoru gangsterstwa, więc go tak nie zostawili. Biorą chłopaka na wychowanie, a on o tym opowiada jako Żyd już powojenny. Spektakl zawiera lokowanie zwrotów akcji.

Strzępka zawsze mówiła, że chce teatr robić Brechtem. Co to znaczy „robić Brechtem”, wiadomo tak samo bardzo, jak co znaczy „Stanisławskim”. Ale chyba się zgodzimy, że Bertolt Brecht nazywał swój PROJEKT „teatrem epickim”.

Król z Teatru Polskiego w reżyserii Strzępki jest bardzo epicki. Wielka przedwojenna opowieść gangsterska, z seksem, motoryzacją i przemocą bezpośrednią. Kolejne wydarzenia dosłownie pchają historię do przodu. MĘSKIE granie, a że tak rozpięte w czasie, od przed wojny do długo po wojnie, to uszczegółówmy, że historia jest: 1) chłopacka, 2) facecka, 3) pedalska, 4) dziaderska. Mimo swojej komplikacji zachowuje spójność, w imię zasady, że boys will be boys.

Temat żydowski – judeogangsterka jak w Dawno temu w Ameryce – ale tylko oblizuje temat Holokaustu. Żydom po prostu nie tylko Holokaust przydarzył się w życiu. Ci bohaterowie, nawet gdyby ich spotkało bycie ofiarami, w życiu by się nie przyznali.

Bardzo fajny, staroświecki, teatralny teatr. Dymy, cekiny, obrotówka i – praca aktora z tekstem. Żadne urzynanie nogi lub brak urzynania nie zastąpi tego, że w teatrze słowa czarujesz mówieniem.

Paweł Demirski nie jest ekspertem od fabuł, sam to wie i sam to mówi. W jego szczytowym osiągnięciu fabularnym, serialu Artyści, nie o wydarzenia tak naprawdę chodzi, tylko o smaczki, klimat i punchline’y. I bardzo dobrze. Ilu mamy takich, którzy – mistrze opowieści – świetnie wiedzą co, ale jak nie wiedzą, nie umieją pisać. Demirski nie jest prozaikiem, ale jest poetą. Najlepiej się nastawić tak jak na Szekspira – że w fabule po prostu ktoś jest zabijany albo posuwany. Szekspir robił kopiuj-wklej fabułom i dopiero w ich obróbce stawał się Szekspirem.

Albo Strzępka dziadzieje, albo Polski – Teatr Polski – wchodzi w nową młodość. Przeprosiła się z „mistrzowskim pokoleniem”, „architektami naszej wyobraźni”, a architekci po części wymarli, po części się przeprosili z młodszymi twórcami. Polski w Warszawie od jakiegoś czasu jest teatrem pół-Narodowym, z wkładem ministerstwa, i Strzępka przyjęła strategię jak na początku w Narodowym Starym. Wyreżyserowała wielki i dobrze zrobiony spektakl na tematy narodowe.

Spektakl Król jest długi, bardziej sezon niż odcinek. Ale plotki, że cztery godziny, są najgrubiej przesadzone, o trzydzieści minut. Część po przerwie smutniejsza, może nie gorsza, lecz mniej atrakcyjna. Widownia trochę polubiła, trochę znielubiła, jak zawsze. Ale jak im śmierdzi Strzępka, mają w Polskim świetnego Czechowa bez przekleństw i bez nagości, o którym napiszę wkrótce.

Najważniejsze: aktorzy. Panie Boże, jacy piękni! Obsada także bardzo staroświecka, przedparytetowa. Same meny i tło z kobiet. W roli może nie głównej, ale centralnej, no i trochę tytułowej – Adam Cywka, świeżo przechwycony z gruzowiska we Wrocławiu. Ciesz się, Warszawo, że tacy aktorzy zasilają twoje sceny, i mówię to zupełnie pozapolitycznie, tamten kontekst jest stracony. Cywka jest facetem w prime time swego życia, leading man u szczytu formy. Świetnie dobrany do roli Szapiry, boskiego boksera, który ma być i groźny, i śliczny, żeby można było poczuć, czemu świat przedstawiony wiruje dokoła niego.

Paweł Tomaszewski dostał rolę marzeń, co zresztą od Idioty w Narodowym wiecie, że wybitny aktor. Najpierw jest totalnym gejem, potem totalną ofiarą, a potem totalną świnią, w każdej scenie coś nowego, bardzo amerykańskie mutowanie na 100%. Krzysztof Dracz jako Kaplica – jeden z tych wielkich aktorów Strzępki, W imię Jakuba S., Bitwa Warszawska, Klątwa, Artyści. Pokolenie wyżej Cywki i dwa wyżej od Tomaszewskiego, mógłby spokojnie grać u braci Coen w takim na przykład Bartonie Finku. Gdyby był Anglikiem, inaczej by wyglądała kolejność dziobania w studiach Hollywoodu. Andrzej Seweryn zamyka peleton, a otwiera spektakl. Wolę go w tej roli niż w tej publicznej, dyrektorskiej, dla wywiadów. Tu jest luźny, uroczy i dość mocno wzruszający.

Data publikacji: