Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Julia Fiedorczuk

Twój sukces nie jest (tylko) twój

Julia Fiedorczuk
Twój sukces nie jest (tylko) twój

Kilka miesięcy temu w parku miejskim w Querétaro w Meksyku oglądałam instalację artystyczną poświęconą „bohaterom dnia codziennego”, czyli anonimowym mężczyznom i kobietom dzień po dniu przyczyniającym się do budowania kraju. Dość oczywiste przesłanie, iż to właśnie oni – mozolną i często nieefektowną pracą – tworzą podstawę, na której można następnie nadbudować polityczny sukces lub klęskę, wyjątkowo do mnie trafiło. Przeniesienie środka ciężkości z pojedynczych, otaczanych czcią bohaterów na całą rzeszę ludzi uczestniczących w tworzeniu jakiejś rzeczywistości to zabieg może banalny, ale potrzebny w czasach promujących uproszczone wersje historii, bohaterstwa – i sukcesu.

Zwłaszcza ta ostatnia kwestia wydaje się warta skomentowania. Badania pokazują, że ludzie, którzy odnieśli sukces (np. finansowy czy artystyczny), mają większą skłonność do przeświadczenia, iż sami siebie stworzyli, „doszli do czegoś” dzięki własnej ciężkiej pracy i determinacji, a zatem w pełni zasługują na to, co dostali. Taka postawa sprawia, że ludzie sukcesu bywają mniej skłonni do popierania systemowych zmian wyrównujących szanse, umożliwiających wsparcie dla tych, którym się aż tak dobrze nie powiodło, rzadziej wykazują zachowania prospołeczne. Bo skoro można samodzielnie stworzyć swój triumf, to znaczy, że ci, którzy nie triumfują, po prostu się nie postarali. Nie chciałabym umniejszać wagi indywidualnych zasług, takich jak talent czy upór w dążeniu do osiągnięcia jakiegoś celu, warto jednak podkreślić, że indywidualne zasługi tylko po części wyjaśniają różnice w ludzkich dorobkach. Wbrew powszechnemu przekonaniu nikt w pełni nie zasługuje na to, co osiągnął.

Każdy sukces to praca więcej niż jednej osoby. Przykładowo, dorobek męskich geniuszy to często także mozół zapomnianych żon, opiekunek, przyjaciółek, sióstr. Zofia Tołstoj, poza urodzeniem trzynaściorga dzieci, zajmowała się wydawaniem dzieł słynnego męża i pilnowała rodzinnych finansów. Była jego sekretarką i redaktorką, Wojnę i pokój przepisała – ręcznie – osiem razy. Vera Nabokowa przez długie lata utrzymywała męża z własnej pracy, przepisywała i poprawiała jego dzieła, była jego agentką. Siostra Williama Wordswortha, Dorothy, przepisywała wiersze brata, ale sama także pisała – dziennik, z którego William czerpał inspirację do swoich najsłynniejszych wierszy. Żaden skrawek jej własnej twórczości nie został opublikowany za jej życia. Przykłady można mnożyć w nieskończoność.

Talent nie jest sprawą wyłącznie indywidualną. Wielkie idee czy obrazy nigdy nie są tworem jednego umysłu, wyobraźnia jest kolektywna, a procesy, jakim podlega, złożone, długotrwałe i często nieuświadomione. Fakt, iż czasem jednej osobie udaje się pochwycić i wyrazić jakąś „myśl epoki”, to oczywiście zasługa wyjątkowo uważnego odsłuchu, ale także takiego czy innego splotu okoliczności, czyli po prostu szczęścia. Nie inaczej bywa w przypadku odkryć naukowych: przełom nie wydarza się w próżni, na wybitne odkrycia pracują całe pokolenia badaczy, w większości zapomnianych, a często to przypadek decyduje o tym, że w jakimś momencie następuje nagły postęp. Odkrycie, czy to artystyczne, czy naukowe, musi następnie trafić na odpowiedni grunt, aby zostało powszechnie uznane za wybitne. Człowiek sukcesu to zatem przede wszystkim szczęściarz, który znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie.

Paul Piff, amerykański psycholog społeczny badający relacje pomiędzy hierarchią ekonomiczno-społeczną a moralnością i emocjami, przeprowadził eksperyment polegający na obserwowaniu z ukrytej kamery grupy ludzi grających w Monopol. Przypadkowo wybranym graczom na wstępie zagwarantowano przewagę (dostali więcej pieniędzy, rzucali dwiema kostkami zamiast jedną etc.). Osoby uczestniczące w eksperymencie mogły z łatwością zobaczyć, że gra jest „ustawiona”. Mimo to wygrywający już po kilku minutach zaczynali obnosić się ze swoim sukcesem: głośniej uderzać pionkami o planszę, wygłaszać komentarze w stylu: „teraz już nic nie może mi zagrozić”. Poproszeni o skomentowanie gry po jej zakończeniu „zwycięzcy” tłumaczyli swój sukces strategią, minimalizując znaczenie przypadku. W przeważającej większości wyrażali przeświadczenie, iż wygrali zasłużenie.

Liczne badania przeprowadzone przez laboratorium Piffa pokazują, że w miarę poprawy sytuacji społeczno-ekonomicznej maleje zdolność do empatii, a wzrasta przekonanie o własnych zasługach i poczucie, iż jest się w prawie. Jeden z eksperymentów polegał na obserwowaniu zachowania kierowców samochodów. W Kalifornii obowiązuje prawo nakazujące kierowcy zatrzymać się, jeśli na poboczu znajduje się pieszy oczekujący na możliwość przejścia przez ulicę. Okazało się, że prowadzący auta należące do najtańszej kategorii przestrzegali tego prawa, spośród kierowców samochodów zaklasyfikowanych jako najdroższe – tylko połowa.

Przytoczone badania przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych, toteż wyciągnięte z nich wnioski nie muszą być uniwersalne. Idealizowanie biedy czy jakiejś ambicjonalnej frustracji byłoby oczywiście wielkim błędem (rodem z „pierwszego świata”). Warto jednak mieć świadomość, że sukces, którego pragniemy, bywa dziełem przypadku w większej mierze, niż byśmy chcieli, a kiedy się wydarza – coś nam oczywiście daje, ale czasem coś ważnego odbiera. 

 

Data publikacji: