Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
O Moby Dicku, śpiewie płetwala błękitnego oraz o miłości wielorybów pisze
2017-12-08 00:00:00

Wielorakie wieloryby

ilustracja: Cyryl Lechowicz
Wielorakie wieloryby
Wielorakie wieloryby

Samotny śpiewak

Oceany są wielkie i nawet ogromny wieloryb jest w nich samotną małą kropką. Ale w toku ewolucji kropki te opracowały system komunikacji pozwalający im się nawzajem odnajdować.

Na przykład głos płetwala błękitnego, czyli największego z wielorybów, rozchodzi się w oceanicznych głębinach na tysiące kilometrów, osiągając imponującą głośność 188 dB. Kaszaloty są jeszcze głośniejsze – do 230 dB. Dla porównania silnik odrzutowca to zaledwie 140 dB – tyle samo, ile wystrzał z broni palnej. Ludziom trudno byłoby usłyszeć te dźwięki, gdyż większość z nich jest zdecydowanie za niska dla ich uszu.

Każdy gatunek wieloryba używa innej częstotliwości z przedziału 10–40 Hz. Jest jednak wśród nich jeden osobnik, który nadaje poza tym zakresem, oficjalnie uznawany za najbardziej samotnego walenia na świecie, sławny w swym romantycznym tragizmie „wieloryb 52 Hz”.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

O jego istnieniu dowiedzieliśmy się w 1989 r., kiedy hydrofony naukowców zarejestrowały ewidentnie wielorybią pieśń, ale o charakterystyce zupełnie różnej od dźwięków wydawanych przez znane gatunki. Nikt inny nie odzywa się na 52 Hz. Od tego czasu wieloryb, o którym nic poza tym nie wiadomo, bo nie znamy jego płci ani gatunku i nie mamy pojęcia, dlaczego śpiewa tak dziwnie, pływa samotnie po Pacyfiku, smętnie wzywając partnerkę czy partnera w języku, którego nikt poza nim nie rozumie, a może nawet nie słyszy.

Biały olbrzym

Najsłynniejszym białym wielorybem jest niewątpliwie Moby Dick, monstrualny biały kaszalot unieśmiertelniony przez Hermana Melville’a. Pisarza zainspirowały własne doświadczenia, ale przede wszystkim historia wielorybniczego statku „Essex”, który w 1819 r. został staranowany i zatopiony przez wielkiego samca tego gatunku. Prawdą jest też, że kaszaloty jaśnieją na starość, pokrywając się bliznami i liniejąc. Wieloryby te wprawdzie są na ogół łagodne, ale potrafią bronić siebie i swoich rodzin i choć teraz dorastają do niecałych 20 m długości, wiele danych wskazuje na to, że 200 lat temu mogły osiągać znacznie większe rozmiary, może nawet 30 m. Dopiero intensywne prześladowania ze strony ludzi, którzy wybierali największe osobniki, sprawiły, że kaszaloty się skurczyły.

Znaczy to, że Moby Dick mógł istnieć naprawdę i nie odbiegać za bardzo wyglądem od wieloryba opisanego w powieści.

A już z całą pewnością istnieje śnieżnobiały humbak o imieniu Migaloo żyjący u wybrzeży Australii. Ten albinotyczny samiec po raz pierwszy został spostrzeżony w roku 1991 i od tego czasu stanowi jedną z popularnych atrakcji kontynentu. Jego imię pochodzi z języka zamieszkujących stan Queensland Aborygenów i oznacza białego człowieka.

Humbaki na gigancie

Wieloryby nie znają granic i większość gatunków występuje w oceanach obu półkul albo w różnych oceanach żyją bardzo podobne gatunki, które jeszcze niedawno w ich ewolucyjnej przeszłości były tym samym. Jednak okazuje się, że nawet te zaliczane do jednego, kosmopolitycznego gatunku są zaskakująco konserwatywne w wyborze tras swoich podróży.

Dla migrujących wielorybów typowy wzorzec wygląda tak, że spędzają letnie miesiące, opychając się w obfitujących w pokarm rejonach polarnych, a gdy nadchodzi zima, płyną w tropiki, by znaleźć partnerów i urodzić młode. Tak to wygląda u humbaków, których roczne migracje dochodzą do 19  000 km i są najdłuższe wśród wszystkich ssaków.

Te, które żyją na półkuli południowej, spędzają tamtejsze lato w Antarktyce, a gdy w maju zbliża się zima, wędrują w okolice równika. Niedługo wcześniej te same ­rejony opuścili ich północni pobratymcy, dla których z kolei zbliża się lato, czyli pora wyruszyć do Arktyki.

Zatem mimo że są to takie same wieloryby i rozmnażają się w tych samych rejonach, nigdy się tam nie spotykają. Dlatego niektórzy naukowcy postulują, by uznać je za oddzielne podgatunki.

Fontanna prawdy

Wieloryby na ogół wyglądają tak, że widać coś ciemnego przy powierzchni wody, a nad tym czymś co jakiś czas pojawia się to, co po polsku nazywamy fontanną – dość niefortunnie, bo to nie jest woda, tylko po prostu wydech zwierzęcia. Walenie oddychają rzadko, ale za to bardzo szybko, żeby ograniczyć czas na powierzchni, a ich nozdrza znajdują się, bardzo sensownie, na szczycie czaszki.

W odróżnieniu od nas jest to dla nich działanie świadome, dlatego na przykład nie można ich wprowadzać w stan narkozy, bo nie kontrolując oddechu, mogą się utopić. Oddychanie tych zwierząt jest też bardzo efektywne – za każdym razem wymieniają około 80–90% powietrza w płucach, podczas gdy my zaledwie 10–15%.

Wydech wynurzającego się walenia jest tak gwałtowny, że przypomina kichnięcie. Dlatego to, co widzimy nad nim, to typowa zawartość kichnięcia, czyli sprężone powietrze, odrobina pary wodnej, kilka kropel wody, która akurat była na waleniowym nosie, i dużo smarków.

Forma tej zagluconej chmury zależy od kształtu nozdrzy, co często umożliwia identyfikację gatunku. Oczywiście wiatr i fale też wpływają na wygląd apetycznego obłoczka, ale generalnie uznać możemy, że: jeśli jest on dość okrągły i krzaczkowaty, mamy do czynienia z długopłetwcem, czyli humbakiem; jeśli kieruje się pod kątem do przodu i w bok, niemal na pewno spotkaliśmy kaszalota; jeśli jest to wysoka, wąska kolumna, pływa przed nami płetwal błękitny, finwal albo sejwal (ich fontanny różnią się wielkością); jeśli zaś fontanna ma kształt serduszka z dwoma wyraźnymi strumieniami rozchodzącymi się pod kątem, spotkaliśmy któregoś z wielorybów właściwych, czyli wala biskajskiego, grenlandzkiego lub południowego.

Życzymy udanych spotkań z wielorybim oddechem, byle nie za bliskich, bo po takich trzeba czyścić ubranie.

Futro z wieloryba

Ludzie polowali na wieloryby początkowo dla mięsa, ale od XVII w.­­ stopniowo wzrastało też zapotrzebowanie na ich tłuszcz – służył do wyrobu świec, smaru i oleju do lamp – oraz na fiszbiny, z których wytwarzano przeróżne przedmioty, od guzików przez grzebienie po gorsety. Dopiero w XX w. fiszbiny zaczął zastępować plastik.

ilustracja; Cyryl Lechowicz
ilustracja; Cyryl Lechowicz

Gdy w pierwszej połowie XX w. wielorybów szybko robiło się coraz mniej, wprowadzono przepisy nakazujące wykorzystanie całych ciał schwytanych waleni. Z ich tłuszczu wytwarzano już nie tylko świece, ale też margarynę, pasty do butów, a nawet składniki do produkcji nitrogliceryny. Jednocześnie kości były mielone na mączkę stosowaną jako nawóz i składnik pasz, podobnie jak mięso. Szczególne znaczenie miał spermacet, wyjątkowo czysty olej znajdujący się w czaszkach kaszalotów. Oliwiono nim nawet elementy pierwszych pojazdów kosmicznych.

Na szczęście dziś już na duże wieloryby mało kto poluje, poza niektórymi tradycyjnymi społecznościami oraz nielicznymi państwami: Norwegią, Islandią, Japonią. Większość przemysłowo pozyskanego mięsa wielorybów, które jako drapieżniki na szczycie łańcucha pokarmowego kumulują w tkankach ogromne ilości zanieczyszczeń ze środowiska, nie jest obecnie spożywana przez ludzi, tylko przez norki hodowane na futrzarskich fermach.

To kolejny argument przeciw noszeniu futer.

Wolna miłość wali

U różnych wielorybów inaczej wygląda konkurencja o partnerki. Jedne, do których należą humbaki, próbują uwodzić samicę pięknymi pieśniami, inne brutalnie walczą ­– tak jak kaszaloty. Ale wieloryby właściwe (wale gładkoskóre) zamiast wojny wybierają miłość.

Ci wielorybi hipisi spędzają cały okres rozrodczy, kopulując we wszelkich możliwych kombinacjach. Niejednokrotnie obserwowano nawet samce pomagające innym samcom. W końcu kiedy nie ma się rąk, trudno utrzymać śliską od wody partnerkę. Choć wielorybi penis niczym wijący się kilkumetrowy wąż potrafi sam trafić do celu, to jednak z pomocą kolegi jest łatwiej.

Nie znaczy to bynajmniej, że wieloryby działają charytatywnie. Samce po prostu konkurują ze sobą już po kopulacji, we wnętrzu ciała samicy. Choć same zwierzęta są z natury łagodne, ich plemniki toczą między sobą wojny, w których najczęściej zwycięża ten, który wytworzył ich najwięcej. Dlatego w drodze ewolucji ich jądra urosły do niezwykłych rozmiarów. Rekordzistą jest wal południowy, u którego osiągają one łączną masę około tony! Największy ze wszystkich ssaków, płetwal błękitny, może się w tej konkurencji pochwalić zaledwie 30 kg.

Głębokie zanurzenie

Wieloryby, choć tak jak my oddychają powietrzem atmosferycznym, potrafią bardzo głęboko nurkować i długo pozostawać pod wodą. Spośród wielu innych anatomicznych i fizjologicznych przystosowań umożliwia im to wysoka zawartość mioglobiny w ich tkankach. Ten podobny do hemoglobiny związek wiąże tlen i występuje w mięśniach wszystkich ssaków, ale wieloryby mają go o 30% więcej niż ich lądowi krewniacy. Stężenie zaś hemoglobiny we krwi jest u nich dwa razy wyższe niż u nas, co przyspiesza transport tlenu do tkanek.

Dzięki temu w trakcie nurkowania wieloryby mogą czerpać tlen nie z płuc, ale z mięśni.

Do niedawna za rekordzistę pod względem głębokości uważano kaszalota, który potrafi się zanurzyć na ponad 2 km. To głębiej niż największa z fok – słoń morski południowy, który za to dzierżył ssaczy rekord długości zanurzenia, pozostając pod wodą 2 godziny.

Jednak wszystko to zmieniło się w roku 2014, gdy naukowcy odkryli, że oba rekordy potrafi pobić waleń o tajemniczej nazwie zyfia gęsiogłowa, zwany też walem Cuviera. Ten około 7-metrowej długości ssak z wciąż mało znanej rodziny zyfiowatych, czyli wali dziobogłowych, potrafi zanurzyć się nawet na 3 km i pozostawać pod wodą przez 137 minut. O ile wiemy, nikt inny tak nie umie.

Najstarszy ssak

Trudno ocenić, jak długo żyją wieloryby, ale na ogół przyjmuje się, że mniej więcej tyle co ludzie. Jednak w maju 2007 r. u wybrzeży Alaski upolowano wala grenlandzkiego, a w jego ciele znaleziono ostrze wybuchowej lancy, którą próbowano go zabić już około roku 1880!

Ponieważ nie polowano wtedy na wielorybie cielaki, nieszczęsny waleń musiał w momencie śmierci mieć co najmniej 130 lat. Daje to w sumie ćwierć tysiąclecia, co jest rekordem wśród wszystkich ssaków.

Data publikacji:

Mikołaj Golachowski

Doktor nauk przyrodniczych i polarnik – cztery miesiące w roku spędza w okolicach podbiegunowych. Pisze o przyrodzie zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Jego najnowsze książki to „Czochrałem antarktycznego słonia"(Marginesy, 2016) oraz „Gęby, dzioby i nochale"(Babaryba, 2016).

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!