pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca – 20 czerwca udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie dla zalogowanych użytkowników. Zapraszamy do czytania i słuchania audio z bieżącego numeru! Przeczytaj wiosenny numer

W związku z zamknięciem wielu punktów sprzedaży prasy, zapraszamy do kupienia papierowej wersji numeru wiosennego w cenie okładkowej, bez dodatkowych kosztów przesyłki. Kup wiosenny numer

Przekrój
Spośród wielu plag, które przewinęły się przez historię Europy, jedna wydaje się szczególnie ...
2020-05-11 00:00:00
nie do wiary
Taneczna plaga

Spośród wielu plag, które przewinęły się przez historię Europy, jedna wydaje się szczególnie zagadkowa: taneczna mania. Po raz pierwszy zarejestrowano ją w VII w.; ostatni przypadek odnotowano w XVII stuleciu. Przez tysiąc lat sporadycznie pojawiała się najczęściej w różnych regionach Francji i Niemiec.

Głównie kojarzy się ją z kultem dwóch świętych patronów – św. Wita i św. Jana – ale prawdą jest, że do zaistnienia epidemii niekiedy wystarczyło Boże Narodzenie, a czasem nawet i przypadek; w średniowiecznym kalendarzu kościelnym historycy wyliczyli 10 świąt procesyjnych, które mogły wywołać to zjawisko.

Na czym ono polegało? Najkrócej mówiąc, ludzie zaczynali tańczyć w sposób niekontrolowany i nie mogli przestać. Taki taniec był zaraźliwy. Wielogodzinne szaleńcze pląsy i podskoki kończyły się czasem atakiem serca, a w konsekwencji śmiercią; przerwać je mogło tylko wycieńczenie lub omdlenie.

Zarażone osoby niekiedy tańczyły bez muzyki. Tłum – jak to ładnie ujął historyk Jacques Heers – „łatwo tracił wszelką powściągliwość”. Taniec nierzadko przeobrażał się w orgie lub w agresję wymierzoną przeciwko tym, którzy nie tańczą.

Osoby owładnięte manią żywiły dziwne przekonania, np. że muszą skakać wysoko, bo są zanurzone we krwi; wg niektórych świadectw tańczący nie byli zdolni postrzegać czerwonego koloru.

Niekiedy taneczna procesja miała formę pielgrzymki do świętego miejsca, najczęściej grobu świętego, wobec którego żywiono nadzieję, że wyzwoli z obłąkanego tańca, nad którym się nie panuje.

Być może omawiana epidemia przyczyniła się do negatywnej opinii teologów chrześcijańskich dotyczącej tańca; moraliści twierdzili, że to twór diabła (św. Jan Chryzostom już w starożytności zauważył, że Bóg nie stworzył ludzkich nóg do tańca, lecz do nabożnego i skromnego chodzenia).

Do dziś psycholodzy i psychiatrzy próbują na rożne sposoby uzasadnić istnienie epidemii (zbiorowa histeria, odreagowanie w formie ruchowej na problemy psychiczne, przekonanie o tanecznej klątwie, naśladowanie już tańczących itd.). Jak jednak wspomniano, choreomania skończyła się w XVII w. i wszelkie takie wyjaśnienia są dyskusyjne.

Przyjmuje się, że skacząca procesja w Echternach, która przetrwała do naszych czasów, jest dalekim echem owej choreomanii. W Internecie można obejrzeć relacje z uroczystości w Echternach – pomaga to w wyobrażeniu sobie średniowiecznego tłumu, który do upadłego tańczy w ciszy.

ilustracja: Joanna Grochocka
ilustracja: Joanna Grochocka

Data publikacji:

Tomasz Wiśniewski

Tomasz Wiśniewski

Pisarz, redaktor działu zmyśleń. Autor książek „O pochodzeniu łajdaków”, „Wstrząsająco przystojny mężczyzna” i „Historie nie do końca zmyślone”.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!