Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Dlaczego na pradawnych europejskich malowidłach naskalnych istnieją dwa różne sposoby przedstawiania ...
2016-12-19 00:00:00

Naukowe różności Łukasza Kaniewskiego

Naukowe różności Łukasza Kaniewskiego

Światło z powietrza

Oto fenomen, który – choć badany przez naukowców od 80 lat – wciąż pozostaje zagadką: sonoluminescencja. Jeśli bąbelki powietrza w wodzie zbombardujemy ultradźwiękami, pojawi się światło. Dlaczego? Wielu naukowców twierdzi, że znalazło wyjaśnienie, ale dotychczas żadnemu nie udało się przekonać do swojej interpretacji ogółu fizyków.

Niektórzy nawet są zdania, że w bąbelku powietrza zachodzi termo- jądrowa fuzja, czyli takie zjawisko, jak we wnętrzu Słońca. Ta hipoteza robiła karierę na początku naszego tysiąclecia, ale kiedy jej główny głosiciel Rusi Taleyarkhan został oskarżony o fałszowanie wyników eksperymentów, jej popularność znacznie spadła.


Jest 400 i mniej nie będzie

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Na dobre przekroczyliśmy próg nasycenia atmosfery dwutlenkiem węgla wynoszący 400 ppm (części na milion) – informują klimatolodzy. To próg symboliczny, po prostu okrągła liczba, co jednak nie znaczy, że fakt ten można zignorować. Do myślenia daje pesymistyczny ton komentarzy naukowców, którzy nie mają wątpliwości: za naszego życia nie uda się już obniżyć stężenia CO2 w atmosferze. Jeszcze niedawno (w 2008 r.) środowisko naukowe rozpoczęło wielką kampanię na rzecz zejścia do pułapu z końca lat 80. XX w. – czyli 350 części na milion. Sprzedawano nawet T-shirty z liczbą 350. Dziś można je zaliczyć do reliktów minionej epoki. Co będzie dalej? Niektórzy mówią, że należy się starać, byśmy nie przekroczyli progu 450 lub 550 ppm, co i tak będzie wymagało wysiłku.


Warzywa na pustyni

Trzech rzeczy Australijczycy mają pod dostatkiem: miejsca, słońca i morskiej wody. Z ich połączenia powstaną pomidory.

Farma pomidorowa w pobliżu Port Augusta nad Zatoką Spencera w Australii Południowej to 5 haszklarni, w których panują ściśle kontrolowane warunki. To także 23 tys. luster odbijających promienie słoneczne i kierujących je w stronę liczącej 127 m wieży. W budowli wytwarza się ciepło wykorzystywane do odsalania wody morskiej: miliona litrów dziennie.

Firma Sundrop Farms, która zaprojektowała i wybudowała to futurystyczne gospodarstwo, zapowiada, że wyprodukuje ono 15 000 t pomidorów rocznie. Grządki będą ręcznie pielone, a dojrzałe, wyhodowane bez stosowania nawozów sztucznych oraz środków owadobójczych i chwastobójczych warzywa – ręcznie zbierane.

To pierwsze na świecie wielkie gospodarstwo rolne, które będzie się opierało wyłącznie na odsalanej wodzie. Sama idea jest niewątpliwie szczytna: produkcja rolna wymaga wielkich ilości wody, szczególnie jeśli w rejonach suchych i gorących chce się hodować rośliny wywodzące się z klimatu umiarkowanego (np. każdy kilogram pomidorów wymaga ponad 200 l wody).

Inna sprawa, czy odsalanie wody może się sprawdzić w produkcji rolnej – ale tylko w krajach bogatych. Technologia ta w ostatnich latach bardzo staniała, ale wciąż jest za droga, by mogła z niej korzystać np. biedna Afryka. Wybudowanie australijskiej farmy kosztowało 200 mln dolarów australijskich. W przypadku produkcji 15 000 t pomidorów rocznie i rozłożeniu kosztów inwestycji na 10 lat cena za kilogram wyniesie 1,3 AUD (około 4 zł). I jest to cena producenta (nieuwzględniająca zresztą kosztów utrzymania gospodarstwa i pensji dla 175 pracowników). W sklepie hodowane w ten sposób pomidory musiałyby być znacznie droższe. Mieszkańców bogatych krajów wysoka cena za ekologiczne pomidory by nie zadziwiła, ale z najgorszymi problemami związanymi z dostępnością słodkiej wody borykają się biedne państwa, a ich na tego rodzaju rozwiązanie nie byłoby stać.


Kaszmir mniej kosztowny

Najpierw kozy kaszmirskie trzeba wyczesać. Robi się to ręcznie. Następnie oddziela się zewnętrzne, grubsze włosy, od wewnętrznych, delikatniejszych. Tylko tych drugich, czyli puchu, używa się do produkcji kaszmiru. Dzięki temu wełna jest wyjątkowo miękka.

Największym na świecie hodowcą wywodzących się z Indii kóz kaszmirskich są Chińczycy. Teraz postanowili zwiększyć opłacalność produkcji przez genetyczne zmodyfikowanie zwierząt polegające na wydłużeniu ich sierści. Dokonali tego, blokując gen FGF5 odpowiedzialny za hamowanie wzrostu włosów. Eksperyment zakończył się sukcesem – wyhodowane kozy są bajecznie kudłate. Trzykrotnemu wydłużeniu uległy nie tylko ich zewnętrzne włosy, lecz także delikatne wewnętrzne. Chińczykom udało się również rozmnożyć zmodyfikowane zwierzęta. Jeżeli więc marzycie o płaszczu z kaszmiru, wstrzymajcie się z zakupem, bo cena tej wełny może spaść. Ale jeśli marzycie o płaszczu z kaszmiru niemodyfikowanego genetycznie, to lepiej kupcie go teraz.


Tur żubrowi praszczurem

Czy genetyk może dokonać odkrycia z dziedziny dziejów sztuki? Owszem. Australijski naukowiec Julien Soubrier wyjaśnił, dlaczego na pradawnych europejskich malowidłach naskalnych istnieją dwa różne sposoby przedstawiania bizonów. Niektóre rysunki ukazują zwierzę o długich rogach i wydatnym garbie, inne zaś – stworzenie o krótkich rogach i mniejszym garbie. Oba rodzaje wizerunków dzieli około 5 tys. lat, toteż dotychczas naukowcy przypuszczali, że różnice między nimi są skutkiem zmian maniery malarskiej – ot, zwykła moda, tyle że jaskiniowa. Okazuje się, że prawda jest zupełnie inna: wizerunki przedstawiają różne gatunki zwierząt.

Jeśli ktoś nie jest w stanie docenić przełomowego charakteru tego odkrycia, niech sobie wyobrazi coś takiego: nagle wychodzi na jaw, że starożytni Egipcjanie chodzili tylko w bok, tułów przekręcając pod kątem 90o, oczy mieli wielkości dużych sardynek, a wyraz twarzy niezmiennie wyzuty z emocji. Więc coś w tym rodzaju odkrył właśnie Australijczyk Soubrier, tyle że dotyczy to bizonów.

Naukowiec zbadał DNA kości oraz zęby 64 pradawnych europejskich bizonów i wywnioskował, że należą one do dwóch gatunków. Pierwszy to żubr pierwotny (Bison priscus), drugi zaś – ten z mniejszym garbem – to jego krzyżówka z turem. Co więcej, analizy dowiodły, że współczesne żubry wywodzą się właśnie od tej krzyżówki.

W celu uzupełnienia tego obrazu należy dodać, że przodkami bydła hodowlanego są udomowione tury. Żubr i krowa mają więc wspólnego protoplastę – tura właśnie. Mają też wspólnego potomka. Polak Leopold Walicki w 1847 r. skrzyżował żubra z krową, chcąc uzyskać bydło odporne na trudne warunki, a konkretnie – brak obory. Otrzymane z tej krzyżówki zwierzęta były rzeczywiście bardzo wytrzymałe, jednak po żubrach odziedziczyły dzikość, która bardzo utrudniała ich hodowlę. Mimo to wysiłków nie zaprzestano. W 1969 r. „Przekrój” ogłosił nawet konkurs na nazwę dla tych okazów. Spośród kilkuset nadesłanych propozycji wybrano wdzięczne słowo „żubroń”. Niestety, swojska nazwa zwierzęcia nie oswoiła – pozostało niechętne ludzkiemu kierownictwu. Zapał naukowców krzyżujących krowy z żubrami w końcu osłabł i dziś w Polsce żyje zaledwie kilka żubroni.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!