Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Łukasz Kaniewski

Sonda niezłomna

Ben Cooper/ NASA
Sonda niezłomna
Sonda niezłomna

Czasem bywa tak, że rodzice kształcą dziecko na światowej klasy wirtuoza, a wyrasta ono na skromnego pianistę grającego lekkie szlagiery na potańcówkach dla seniorów. Podobny los przypadł sondzie kosmicznej New Horizons. Pochylmy się nad jej historią i weźmy przykład z tej pełnej pokory, szlachetnej maszyny.

Misja New Horizons od początku miała być spektakularna. Już sama nazwa sondy (Nowe horyzonty) wskazywała, że NASA przeznaczyła jej wiekopomność. Duża, błyszcząca, w pięknym złotym kolorze (prócz białego wnętrza czaszy anteny) sonda budziła jednoznaczne skojarzenia: sukces, laury, sława. Postawiono przed nią wyjątkowe zadanie – miała zbadać najdalszą planetę Układu Słonecznego, czyli, wówczas jeszcze, Plutona.

Jednak kilka miesięcy po starcie sondy nastąpiło wydarzenie, któremu konstruktorzy złocistej maszyny nie byli w stanie zapobiec. Pluton oficjalnie przestał być planetą. 24 sierpnia 2006 r. Międzynarodowa Unia Astronomiczna zdegradowała go do rangi planety karłowatej. Przyczyną takiego potraktowania Plutona było odkrycie odleglejszego i nieco większego globu – Eris (jest to, notabene, imię greckiej bogini niezgody). Trzeba więc było przyznać, że albo Eris jest planetą, albo Pluton nią nie jest. Ta pierwsza możliwość oznaczała, że mogłyby jeszcze zostać odkryte kolejne niewielkie globy, które nazwano by planetami, i uczniowie musieliby rysować je w kajetach i na tablicach szkolnych oraz uwzględniać przy lepieniu modeli Układu Słonecznego z papier mâché na ocenę celującą. Aby zapobiec związanemu z tym chaosowi, zmieniono oficjalną definicję pojęcia planety. Pluton i Eris wypadły z prestiżowej listy.

Tu zaznaczmy, że Pluton był jedyną planetą odkrytą przez Amerykanina (Clyde’a Tombaugha), decyzja podjęta na zjeździe astronomów w Pradze została zaś przegłosowana ostatniego dnia obrad, kiedy wielu delegatów już wyjechało. W amerykańskim środowisku badaczy i miłośników kosmosu zawrzało, odbyły się nawet niewielkie demons- tracje uliczne, których uczestnicy, niektórzy przebrani za Psa Pluto, wznosili transparenty o treści „Rozmiar nie ma znaczenia” lub „Uran będzie następny”.

Kierujący misją New Horizons Alan Stern stwierdził, że nowa definicja „cuchnie”, ale był bezsilny. Jego złota sonda za 720 mln dolarów z najnowocześniejszymi urządzeniami badawczymi oraz prochami Clyde’a Tombaugha na pokładzie szybowała już w stronę Plutona. Technicznie spisywała się bez zarzutu. Wspaniała, błyszcząca, bezawaryjna maszyna. Dotarła do celu w 2015 r. i dokonała świetnych obserwacji, które pozwoliły na opracowanie mapy całego globu. Cóż z tego, kiedy była to mapa nie planety, lecz planety karłowatej.

Teraz New Horizons zmierza ku nowemu celowi, niewielkiemu obiektowi, który nie ma nawet zaczerpniętej z mitologii nazwy. Jest to 40-kilometrowa skała w Pasie Kuipera, znana wąskiemu gronu specjalistów jako 2014 MU69. Początkowo kierownictwo misji rozważało jeszcze dwie inne, większe, a więc potencjalnie ciekawsze planetoidy, ale sondzie mogło zabraknąć energii, by do nich dolecieć. Wybrano więc cel najmniej okazały, a piękny kosmiczny paladyn w złocistej zbroi przyjął to zadanie z prostotą i ochotą, jakby w swoim mechanicznym sercu nosił słowa Zbigniewa Herberta: „Bądź wierny Idź”.

Data publikacji: