Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Mikołaj Golachowski

Rozgadana przyroda

MET Museum
Rozgadana przyroda
Rozgadana przyroda

Prawie wszystkie lądowe kręgowce wydają jakieś dźwięki. Kot miauczy, kiedy chce zwrócić na siebie uwagę, mimowolnie poszczekuje, obserwując ptaszki na balkonie, i mruczy, jeśli chce, żeby dalej go głaskać. Krowy ryczą, owce beczą, kury gdaczą, a węże syczą.

Nawet Zygmunt, mieszkający w moim domu od niemal 30 lat żółw stepowy, choć na co dzień raczej zamknięty w sobie, namiętnie postękuje, kochając się na wiosnę ze swoją ulubioną doniczką. Jednak znaczenie tych dźwięków może być bardzo różne. Przy całej sympatii dla Zygmunta nie sądzę, by w pełni kontrolował wydawane przez siebie w takiej sytuacji odgłosy (kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem), ale już dzieląca z nami mieszkanie kotka zdecydowanie próbuje mi coś przekazać.

Niektóre zwierzęce odgłosy nie mają jakiegokolwiek społecznego znaczenia. W przypadku silnego i niespodziewanego bólu zwierzęta skamlą czy piszczą nawet w samotności – podobnie jak my, gdy uderzymy się młotkiem w palec, używamy jednego z najczęściej występujących w polszczyźnie słów, choć w pobliżu nikogo nie ma. A nawet pewnie tym chętniej i głośniej, jeśli jesteśmy sami. Oczywiście kiedy sami nie jesteśmy, odgłosy naszego cierpienia przyciągną kogoś na pomoc, więc nawet mimowolne dźwięki są u stadnych zwierząt, takich jak wilki albo ludzie, formą komunikacji i to dlatego ewolucja je u nas utrwaliła. Odzywki mogą też działać poza granicami gatunku. Wąż, krokodyl czy jaszczurka będą ostrzegawczo syczeć na każdego potencjalnego wroga, podobnie jak pies zawarczy zarówno na innego psa, jak i na człowieka czy groźnie wyglądający kalafior.

Jednak o ile naukowcom wciąż nie udało się znaleźć, poza nami, żadnego gatunku, którego system komunikacji można by było z czystym sumieniem nazwać językiem, niektóre ze zwierzęcych sposobów porozumiewania się mogą zdumiewać swoją złożonością i szczegółowością przekazywanych informacji. Przykłady tego znajdujemy czasem u bardzo niespodziewanych kandydatów.

Porady przez skorupkę

Arcyciekawa książka Are Dolphins Really Smart? (Czy delfiny są naprawdę mądre?) Justina Gregga zaczyna się od wyliczenia niezwykłych zdolności kognitywnych, komunikacyjnych i społecznych opisywanych zwierząt. Listę otwiera umiejętność rozpoznawania poszczególnych członków liczącego nawet ponad 100 osobników stada wraz z zapamiętaniem ich pozycji w skomplikowanej strukturze społecznej. Później znajdziemy informacje o wzajemnym uczeniu się i zwierzęcej kulturze, odczuwaniu i okazywaniu empatii, wzywaniu współplemieńców na posiłek – przy czym dla odmiennych rodzajów znalezionego pokarmu, podobnie jak dla różnych zagrożeń, zarezerwowane są odrębne dźwięki – a także o tym, że pozostali członkowie stada zależnie od tych dźwięków rozmaicie reagują.

Dowiadujemy się nawet, że bohaterzy książki potrafią wykazać się samokontrolą i przewidywać przyszłość, rezygnując z natychmiastowej nagrody, gdy za chwilę spodziewają się większej. A na samym końcu ze zdumieniem czytamy, że ta imponująca lista wcale nie dotyczy delfinów, tylko poczciwych kur domowych. Skądinąd wiadomo zresztą, że kury wcale nie zawsze gdaczą odruchowo. Te przebiegłe intrygantki potrafią na przykład powstrzymać się przed wydawaniem ostrzeżeń, kiedy nad kurnikiem lata jastrząb, a na otwartej przestrzeni stoją niczego nieświadomi, a nielubiani rywal czy rywalka.

Oczywiście nie znaczy to, że podobnych zachowań nie stwierdzono u delfinów i przynajmniej część listy mogłaby dotyczyć również ich. Jednak im więcej wiemy o pozornie od dawna znajomych zwierzętach, tym bardziej mogą nam one zaimponować.

Tak było w przypadku wspomnianych już zeberek. Te popularne wśród hodowców i naukowców, mniejsze od wróbli ptaszydełka żyją w Australii. Znane są z kolorowych piórek zdobiących samce i wokalnych umiejętności obu płci, łączących się na ogół w pary na całe życie. Śpiew zeberek badano od bardzo dawna. Jak to zwykle wśród ptaków bywa (choć nie tylko u nich), samiec jest barwny, rozgadany i odrobinę większy od partnerki. Samiczki nie mają za bardzo czasu się popisywać, bo na ich głowie są ważniejsze rzeczy – to głównie one wysiadują jaja. Mimo przeprowadzenia już licznych badań tych ptaków w ubiegłym roku Mylene Mariette z australijskiego Deakin University odkryła nowy element ich wokalnego repertuaru: dźwięk, który wydawały zeberki wysiadujące jaja, ale tylko wtedy, gdy temperatura otoczenia przekraczała 25°C. Okazało się, że ich pisklęta wykluwały się mniejsze od innych i wolniej rosły, co dawało im większe szanse na przeżycie upałów, bo ułatwiało termoregulację. W serii ostrożnych doświadczeń Mariette wraz ze swoją promotorką Kate Buchanan udowodniły, że to właśnie ten nowy dźwięk wpływał na rozwój ptasich zarodków, a nie na przykład sama temperatura (jaja przenoszone były do inkubatorów o stałej temperaturze, niektórym odtwarzano nowe dźwięki, innym nie). Nie wiadomo dokładnie, jaki mechanizm tu działa, ale wydaje się jasne, że odczuwający wyższą temperaturę rodzice potrafią poinstruować potomstwo, żeby rozwijało się w sposób lepiej dostosowany do warunków środowiska. W dodatku pisklęta, które przez skorupkę słyszały prognozę skwaru, po prawie roku, gdy same zakładały gniazda, szukały miejsc cieplejszych i jeśli upały trwały dalej, pouczały potomstwo, jak ma się rozwijać. Na starość zdecydowanie trąciły tym, czym ich skorupki nasiąkły za młodu. Badaczki podsumowują, że to niezwykłe zjawisko może w przyszłości pomóc zeberkom dostosować się do zmian klimatycznych.

Rozpoznać dziecko po głosie

Wciąż bardzo mało wiemy o zwierzętach. Choć od dawna wiadomo, że zagniazdowniki (czyli ptaki, takie jak kuraki, gęsi czy kaczki, których pisklęta od momentu wyklucia potrafią o siebie zadbać) słyszą przez skorupkę głosy rodziców i uczą się je rozpoznawać, to jednak odkrycie „zarodkowego nauczania” u gniazdowników, wymagających rodzicielskiej troski przez dłuższy czas, to kwestia ostatnich lat i zupełnie nowy obszar przyszłych badań. Poza zeberkami stwierdzono je tylko u chwostek szafirowych, które przez skorupkę uczą swoje dzieci specjalnych dźwięków działających w przyszłości jak tajne hasła pozwalające rodzicom odróżnić własne potomstwo od kukułczego podrzutka.
Rozpoznawanie głosów własnego potomstwa jest w przyrodzie powszechne, zwłaszcza wśród zwierząt żyjących w wielkich koloniach. Dla niektórych, np. pingwinów, głosy rodziców i dzieci są jedyną wskazówką pozwalającą rodzinie się odnaleźć i zidentyfikować. To, że pingwiny potrafią, wracając z morza, odszukać swoje potomstwo wśród setek tysięcy identycznie wyglądających pingwiniątek, a pisklęta poznają głos mamy i taty w ogromnym tłumie dorosłych, robi wrażenie.

Myślę jednak, że ptaki te byłyby co najmniej równie zadziwione naszą umiejętnością rozpoznawania ludzkich twarzy. To tylko nam się wydaje, że wszystkie pingwiny brzmią identycznie. Wystarczy jednak pomyśleć o trudnościach, jakie nam samym często sprawia identyfikowanie ludzi pochodzących z odległych części świata. Moja przyjaciółka z Hongkongu powiedziała mi kiedyś, że w jej okolicach ludzie właściwie nie zauważają koloru włosów Europejczyków. Dla nas samych kolor włosów jest tak oczywistym znakiem rozpoznawczym, że trudno nam w to uwierzyć, ale tam, gdzie ona żyje, wszyscy mają czarne włosy, więc instynktownie zwracają uwagę na inne cechy i dopiero muszą się nauczyć dostrzegania tego, czy ktoś jest rudym, blondynem, a może brunetem. Czyli wszystko zależy od umiejętności uczenia się sygnałów identyfikacyjnych. A te u niektórych zwierząt są naprawdę zadziwiające.

Słysząc słowo „foczka”, wielu czytelników wyobraża sobie zapewne pociesznie postękujące stworzenie z piłką na nosie, żwawo podskakujące po cyrkowej arenie. Swoją drogą mam nadzieję, że ten obraz coraz bardziej się zaciera w zbiorowej świadomości, bo cyrk nie jest odpowiednim miejscem dla zwierząt. Tak czy siak, ci bystrzy akrobaci to nie foki, ale przedstawiciele uchatkowatych, drugiej z dużych rodzin płetwonogich. Należą do niej lwy morskie, uchatki, kotiki i otarie, a wszystkie one – w odróżnieniu od prawdziwych fok, które na lądzie tylko pełzają niczym wielkie gąsienice – potrafią biegać, mają wystające uszy i są pokryte bardzo gęstym futrem. Uchatkowate na ogół żyją w ogromnych koloniach, a opieką nad młodymi zajmują się zwykle tylko samice, więc to na nich spoczywa obowiązek odnalezienia szczeniaków po każdej wycieczce do morza. Mechanizm tego zjawiska najlepiej zbadano u kotików. W ciągu wielu miesięcy karmienia młodych matki na zmianę przebywają z nimi i ruszają na dwu-, trzytygodniowe wyprawy łowieckie. Ponieważ każda matka karmi tylko własne szczenię, rozpoznanie go w tłumie po okresie rozłąki jest kwestią jego życia lub śmierci.

Okazuje się, że matki uczą się głosu swojego dziecka zaledwie kilka godzin po jego narodzinach, szczeniaki zaś już po kilku dniach odróżniają głos matki od tysięcy innych samic. Z niedawno przeprowadzonych badań wynika, że szczeniaki poznają niektóre parametry głosu rodzicielki już z odległości 60 m, choć na tej przestrzeni znajduje się kilkaset bardzo gadatliwych osobników. (Wyobraźmy sobie, że potrafimy się usłyszeć i zidentyfikować przez całą szerokość gwarnego jarmarku). Kiedy dystans się zmniejsza, precyzyjne rozpoznanie umożliwiają inne cechy wydawanych głosów, niesłyszalne na większą odległość. Gdy wreszcie dochodzi do spotkania, matka i jej szczenię upewniają się co do swojej tożsamości po zapachu.

Jednak w ciągu kilkutygodniowej nieobecności matki jej szczenię rośnie, więc zmienia się też jego głos. Niektóre tony zanikają, inne się pojawiają. Okazuje się, że kotikowe mamy potrafią elastycznie dostosować się do zaistniałych zmian. Co więcej, pamiętają głos własnego dziecka na wszystkich etapach jego rozwoju i nawet po roku reagują na nagrania swojego noworodka, ignorując głosy wszystkich innych koticiątek.

[...]

Drodzy Czytelnicy! To jest fragment artykułu, opublikowanego w nr 3557/2017. Jeśli pragniecie przeczytać go w całości, sięgnijcie do wydania papierowego. 

Dziękujemy, przepraszamy!

Redakcja 

Data publikacji:

Mikołaj Golachowski

Doktor nauk przyrodniczych i polarnik – cztery miesiące w roku spędza w okolicach podbiegunowych. Pisze o przyrodzie zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Jego najnowsze książki to Czochrałem antarktycznego słonia (Marginesy, 2016) oraz Gęby, dzioby i nochale (Babaryba, 2016).