Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Ta strona używa cookie i innych technologii. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szanowni Czytelnicy!

Serdecznie polecamy zapisanie się do naszego newslettera. W środku, nie zawsze regularnie, jeszcze więcej „Przekroju” i unikatowe treści, których nie znajdziecie nigdzie indziej!

Z poważaniem,
Redakcja
kosmiczne różności
Łukasz Kaniewski

Pupile znad planety

źródło: NASA
Pupile znad planety
Pupile znad planety

Ktoś, kto poleciał w kosmos, nigdy już nie będzie tą samą osobą, którą był przed wyprawą. Nietrudno to zauważyć. Skromny pilot Jurij Gagarin po powrocie z orbity stał się bohaterem narodowym i światowym celebrytą, odbywał liczne podróże, podczas których prezentował swoją odzianą w uniform osobę rozentuzjazmowanym tłumom –  niczym papież albo Beatlesi. Czcią cieszyli się i cieszą inni kosmo- i astronauci.

Reguła ta dotyczy nie tylko ludzi. Jeśli o jakiejś technologii powiemy, że to technologia kosmiczna, od razu wiadomo, że nie tylko działa, lecz także działa w sposób nieziemski, jest jak papieskie błogosławieństwo, autograf beatlesa albo prometejski dar ognia, dzięki któremu wygrzebujemy się z przyrodzonej ludzkiej nędzy.

Weźmy taki teflon. Jakoś utarło się twierdzić, że materiał ten został opracowany przez NASA na potrzeby programu Apollo. Prawda jest taka, że to przypadkowy wynalazek inżynierów z firmy DuPont z roku 1941, czyli z czasów, kiedy słowem Apollo nazywano wiele rzeczy (m.in. jedno z warszawskich kin), ale nie program zdobycia Księżyca. Co tam jednak prawda! Ważny jest kosmiczny mit, dzięki któremu, używając powleczonej teflonem patelni, mamy wrażenie, że smażenina unosi się nad nią niczym w stanie nieważkości. A że równie dobrze smaży się na porządnej patelni żeliwnej, nie ma znaczenia, bo gdzie ciężkie żeliwo, a gdzie kosmiczne przestworza.

Utaplani w przyziemności pragniemy wszystkiego, co kosmiczne i ten, kto twardo stąpa po ziemi, może ten głód kosmikaliów zmonetyzować, jeśli nadarzy się okazja. Kanadyjska firma lutnicza Larrivée od kilku już lat nie produkowała swojej malutkiej gitary, modelu P-01, kiedy na takim właśnie instrumencie astronauta Chris Hadfield odegrał na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej utwór Space Oddity Davida Bowie. Oczywiście w takiej sytuacji firma wznowiła produkcję, windując przy tym cenę gitarki do prawie 1600 dolarów. A skoro już wspomnieliśmy Davida Bowie, to trzeba zaznaczyć, że i on dużo kosmosowi zawdzięcza, bo sławę zyskał, udając kosmitę i śpiewając o rozmaitych pozaziemskich sprawkach.

Najnowszą próbą zrobienia dobrego interesu na tęsknocie za kosmosem jest sprzedaż słonaczków (skorupiaków z rodzaju Artemia) po uprzednim wysłaniu ich w przestrzeń za pomocą balonu. To pomysł hiszpańskiej firmy Aqua Dragons. 17 kwietnia pudełko z 13 mln jajeczek tych stworzeń podczepiono pod balon helowy, który zabrał je na wysokość 35 km. Zazwyczaj za granicę przestrzeni kosmicznej uznaje się pułap 100 km, ale firma nie robi z tego wielkiego problemu i nazywa swoje skorupiaki pierwszymi w historii kosmicznymi pupilami. Zestaw jajeczek kosztuje 15 dolarów (pierwsi klienci zgłosili się jeszcze przed lotem, finansując przedsięwzięcie).

Co będzie dalej? Ostatnio naukowcy japońscy wynieśli na orbitę nasienie myszy, a następnie, już na Ziemi, zapłodnili nim mysie jajeczka. Wyhodowali w ten sposób zupełnie zdrowe zwierzątka. Może więc mysz będzie następnym kosmicznym pupilem? A może, skoro udało się z nasieniem gryzonia, udałoby się też z ludzkim? To bez sensu – ktoś powie. Ale: klient nasz pan – powie ktoś inny.

Data publikacji: