pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Zmumifikowane okazy fauny trafiały w mnóstwo miejsc starożytnego Egiptu. „Psie katakumby” poświęcono ...
2019-11-06 23:59:00
Mumiomania

Prawdziwy smętarz dla zwierzaków

ilustracja: Igor Kubik
Prawdziwy smętarz dla zwierzaków
Prawdziwy smętarz dla zwierzaków

W samych tylko „psich katakumbach” w egipskiej Sakkarze starożytni złożyli około 8 mln zmumifikowanych zwierząt. Przede wszystkim psów i szakali, ale także kotów i mangust, pojawiły się nawet skarabeusze i kobry! A przecież zmumifikowane okazy fauny trafiały w mnóstwo miejsc starożytnego państwa.

Czyta się 4 minuty

„Psie katakumby” poświęcono psiogłowemu bogu podziemi Anubisowi, stąd ich wąska specjalizacja. Podobnie istniały „kocie cmentarze” z miauczącymi ulubieńcami bogini Bastet, np. w Bubastis. W innych podziemiach znajdowano także myszy, krowy i byki, ptaki, pawiany, ryby, a nawet krokodyle. Wydaje się, że za trefne uznano jedynie poczciwe świnki – nie tylko wśród Egipcjan mające opinię straszliwych brudasów i koprofagów.

Balsamowanie przemysłowe

Dlaczego Egipcjanie tak przechowywali zwierzęta? Niektóre z nich były po prostu ulubieńcami swoich zmarłych panów, dlatego postanowiono, że będą im towarzyszyć nawet w wędrówce w zaświaty. Na przykład wielką kapłankę Makare pochowano 3 tys. lat temu z ulubioną małpką. Archeolodzy zresztą początkowo wzięli mumię za córeczkę dostojniczki, dopiero prześwietlenie ujawniło zaskakującą prawdę. Z kolei przy siostrze Makare, imieniem Esemkhet, znaleziono zmumifikowaną gazelę.

Był również inny powód mumifikacji. Zdarzało się, że zabalsamowane zwierzęta miały służyć za pokarm po „drugiej stronie”. A także dodawać człowiekowi przypisywanych im cech: byk np. był symbolem siły. Wiele zwierząt miało jednak bezpośredni związek nie z pochowanymi, a z egipskimi bogami. Złożono je w grobach jako wota od śmiertelników oraz w charakterze swoistych pośredników w kontaktach z bóstwami. Tak było w przypadku psów i szakali tradycyjnie poświęconych Anubisowi, kotów – Bastet, ibisów – Thotowi itp. Odpowiednio zakonserwowane, miały utrzymać swoją magiczną moc i pomagać człowiekowi przez wieki.

Można byłoby pomyśleć, że w związku z tym Egipcjanie bardzo delikatnie obchodzili się z preparowanymi zwierzętami. Nic podobnego. Badania wykazały, że zabijano je i mumifikowano masowo, niemal taśmowo, pośpiesznie zastępując wyprute wnętrzności piaskiem. To był dobry interes dla cmentarnych biznesmenów, więc zadbali, by nie zabrakło zwierząt. Niektóre sami rozmnażali i dostarczali chętnym. Bywało, że balsamowali już młode sztuki, w zaledwie parę tygodni po ich przyjściu na świat. Zdaniem naukowców biznes ten szczególnie rozwinął się w okresie największej potęgi Egiptu, kilkanaście wieków przed naszą erą, a następnie kwitł aż do czasów rzymskich. Cios zadało mu dopiero pojawienie się chrześcijaństwa, które wyparło dawne bóstwa.

To, co wcześniej zmumifikowano, długo opierało się upływowi czasu. Część zwierzęcych mumii padła łupem archeologów i trafiła do zachodnich muzeów. Jednakże całe mnóstwo wyeksportowano... na nawóz! Na przykład w roku 1890 około 180 tys. sprowadzonych z Egiptu zmumifikowanych kotów, ważących w sumie prawie 20 ton, użyźniło ziemię w Wielkiej Brytanii. A dokładnie: gdzieś pod Liverpoolem. Cóż z tego, że stanowiły zabytek sprzed tysięcy lat...

Przybysze z epoki lodowcowej

Zabalsamowane koty nawet sprzed 3 tys. lat nie mogą się jednak równać wiekiem z niezwykłą zwierzęcą mumią, zakonserwowaną w sposób naturalny w epoce lodowcowej. Mowa o wilczym szczenięciu sprzed 50 tys. lat, odkrytym trzy lata temu przez górników w kopalni złota w Kanadzie, na mroźnych terenach prowincji Jukon. Nie ma starszej zwierzęcej mumii. Na tej zachowały się nawet skóra i sierść. Obok znaleziono szczątki karibu z tego samego okresu. Kto wie, może wilczek polował właśnie na tego renifera? Naukowcy zabrali się za drobiazgowe analizowanie obu zwierząt, w tym ich DNA. Potem niezwykłe okazy trafiły na wystawę.

Nawet jeśli są to najstarsze odkryte zwierzęce mumie, nie znaczy, że najbardziej znane. Najsławniejsza znajduje się zupełnie gdzie indziej. Nazywa się Liuba i zazwyczaj mieszka w muzeum w rosyjskim Salechardzie. Jednak w 2017 r. na chwilę odwiedziła Australię. Na chwilę, bo cóż znaczy kilkumiesięczna wystawa w porównaniu z faktem, że Liuba żyła 42 tys. lat temu. To samiczka mamuta, której zamarznięte, świetnie zachowane zwłoki znalazł w 2007 r. pewien myśliwy na północy Rosji. W chwili śmierci Liuba liczyła zaledwie kilka tygodni, a już ważyła 50 kg i miała ponad 80 cm wysokości. Jej tkanki zachowały się w tak świetnym stanie, że zaczęto dywagować, czy nie posłuży naukowcom do sklonowania mamuta!

Uwaga na syreny!

Nawet gdyby było to technicznie wykonalne, podobne naukowe eksperymenty nie wchodzą w grę w przypadku zmumifikowanych tkanek... dalekowschodnich syren. Kilka takich dziwów przyrody można podziwiać jako makabryczne eksponaty w muzeach w Wielkiej Brytanii. Najsławniejsza tego typu syrena znajduje się jednak w świątyni w Tenshou-Kyousha na ojczystych Wyspach Japońskich. Ojczystych, ponieważ to tam pojawiła się jako pierwsza. Najsławniejsza natomiast, bo najstarsza i do dziś pieczołowicie przechowywana w gablocie. Wedle legendy jakieś 1400 lat temu w syrenę został tam zaklęty japoński rybak, łowiący na zakazanych wodach. Potem miejscowy książę zachował zwłoki tajemniczej nieszczęsnej istoty.

Zwłoki, dodajmy, paskudne. Japońskie syreny nie mają nic wspólnego z urokliwą kopenhaską syrenką. To paskudy z rybim ciałem i humanoidalną głową, uzbrojone w ostre zęby, szpony, nawet rogi. Potwory, które mogą przyśnić się w nocy. W legendach nazywano je ningyo. Okaz z Tenshou-Kyousha nie był jedyny. Kiedy w XIX w. z ningyo zetknęli się przybysze z Zachodu, uznali, że można na nich nieźle zarobić. W tym celu kreaturę taką, zwaną syreną z Fidżi, nabył w 1842 r. słynny amerykański showman i przedsiębiorca cyrkowy Phineas Taylor Barnum.

Syreny te z jednej strony wyglądały jak stwory z baśni, z drugiej – jak jakieś zaginione ogniwa ewolucji. Skrzyżowanie człowieka z rybą. Są jednak oczywiście fałszywkami. Japończycy zaczęli je fabrykować dla naiwniaków z Zachodu. Prześwietlenia mumii wykazały, że to ryby z dosztukowanymi główkami małp. Czasem dodawano im jeszcze ludzkie włosy. Bzdura, ale jak dobrze się sprzedawała!

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!