pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści
Przekrój
Olbrzymie pacyficzne walenie po raz pierwszy od tysięcy lat przedostają się przez Arktykę do północnego ...
2020-12-11 09:00:00
Pływacze tułacze
Pływacze tułacze

Olbrzymie pacyficzne walenie po raz pierwszy od tysięcy lat przedostają się przez Arktykę do północnego Atlantyku. Ale mogą je tam czekać kłopoty.

Czyta się 6 minut

Kiedy w 2010 r. biolog morski Aviad Scheinin opublikował w sieci zdjęcie pływacza szarego u wybrzeży Izraela, jego koledzy po fachu nie mog­li uwierzyć w to, co widzą. „Niezły fotomontaż” – skomentował jeden z nich. „To prima aprilis?” – spytał inny.

Ich sceptycyzm jest zro­zumiały. Pływaczy nie widziano poza Ocea­nem Spokojnym od XVIII w., gdy – jak się sądzi – wielorybniczy harpun dosięg­nął ostatniego osobnika, który żył w Atlantyku. Ale w 2013 r. w atlantyckich wodach zaobserwowano kolejnego pływacza. Dotarł jeszcze dalej – spędził miesiąc u wybrzeży południowoafrykańskiej Namibii, a potem odpłynął.

Do niedawna takie międzyocea­niczne wycieczki uniemożliwiał lód skuwający Arktykę. Wieloryby, które muszą się co kilka minut wynurzać, by zaczerpnąć tchu, nie mogą pokonywać zamarzniętych mórz. Ale dziś, wskutek tego, że latem temperatury są coraz wyższe, lód w Cieśninie Beringa i Przejściu Północno-Zachodnim topnieje i między Atlantykiem a Pacyfikiem otwiera się wodna autostrada.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Jeśli pływacze szare rzeczywiście się przeprowadzają, odkryją, że od czasów, gdy po Oceanie Atlantyckim kursowali ich przodkowie, wiele się zmieniło – w szczególności zwiększyło się natężenie ruchu morskiego i wzrosła temperatura. Jednocześ­nie – mówi biolożka Elizabeth Alter z City University of New York – te żerujące przy dnie 40-tonowe buldożery mogą wywrzeć na swój nowy dom ogromny wpływ: i dobry, i zły.

„Zarówno ocean, jak i wypełniające go życie zmieniają się dużo prędzej, niż przewidywały stworzone przez nas dla Arktyki modele” – wyjaśnia naukowczyni i dodaje, że na biegunie północnym temperatura rośnie dwa razy szybciej niż gdziekolwiek indziej na Ziemi.

Przeprowadzka na sąsiednie wody byłaby dla pływaczy szarych ewolucyjnym powrotem do domu – walenie te żyły już niegdyś w Atlantyku przez tysiące lat. Alter jest przekonana, że historia gatunku dostarczy wskazówek co do jego przyszłości. Gdy ustali się, jak przodkowie dzisiejszych pływaczy reagowali na zachodzące w otoczeniu zmiany, być może uda się przewidzieć, co czeka ten wrażliwy „gatunek wskaźnikowy” – a także cały ekosystem.

Wieloryby w drodze

Pływacze szare co roku przez dwa do trzech miesięcy podróżują z lagun oblewających Kalifornię Dolną, gdzie rozmnażają się i opiekują młodymi, ku żerowiskom u wybrzeży Alaski. To jedna z najdłuższych tras pokonywanych przez wędrowne ssaki, ponad 19 000 km w obie strony. Wypłynąwszy na wody północy, pływacze orzą muł na dnie i filtrują go przez swoje elastyczne fiszbiny, by pożywić się maleńkimi skorupiakami i wieloszczetami – w ten sposób każdego lata gromadzą zapasy tłuszczu przed powrotem na południe.

Wraz ze wzrostem temperatury te odwieczne zwyczaje gwałtownie się zmieniają. Przesunął się moment rozpoczęcia migracji: pływacze wcześniej opuszczają miejsca cielenia i później na nie wracają. Ich żerowiska zaś sięgają coraz dalej na północ; niektóre obserwacje wskazują, że część osobników nawet zostaje w tych rejonach na zimę. Ponadto pływacze zaczynają żerować na różnych głębokościach, nie tylko przy dnie, co może mieć związek ze zmianą liczebności populacji organizmów, którymi się żywią.

Biolodzy są świadomi tych zmian, a jednak obserwacje z 2010 i 2013 r. ich zaskoczyły. Zdaniem Alter te dwa osobniki przedostały się na północny Atlantyk przez lodowy labirynt Przejścia Północno-Zachodniego tylko dlatego, że im się poszczęściło. Ale teraz, gdy pokrywa lodowa każdego lata coraz bardziej się kurczy, niewykluczone, że „strużka zbłąkanych wielorybów zmieni się w nieprzerwany strumień” – dodaje naukowczyni – choć proces ten może potrwać całe dekady lub nawet stulecia.

Jak wielorybi kolonizatorzy poradzą sobie w Atlantyku po tak długiej przerwie? Najlepszej podpowiedzi dostarcza analiza historii ich przodków. Alter ze swoimi koleżankami i kolegami od lat drobiazgowo rekonstruuje dzieje gatunku, badając szczątki subfosylne, czyli prawie skamieniałe: pochodzące sprzed tysięcy lat kości, które – w odróżnieniu od skamieniałości właściwych – nie uległy jeszcze całkowitej mineralizacji i wciąż zawierają śladowe ilości DNA.

Pozyskiwanie materiału genetycznego z takich szczątków to koronkowa robota. Alter zatrzymuje się przy stalowym regale w olbrzymich podziemiach Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku, gdzie pracuje. Na półkach leżą niemal dwumetrowe szczęki i żebra wielkie jak kłody drewna – współczesne kości podobne do tych badanych przez biolożkę. Alter wskazuje na czarną smugę przecinającą powierzchnię otoczonego kościaną kryzą wielorybiego kręgu. „Ta ciemna substancja zawiera materiał genetyczny bakterii – wyjaśnia. – Zeskrobujemy ją, a potem pobieramy małą próbkę gąbczastej macierzy kostnej i mielimy ją na drobny proszek, z którego w laboratorium wyodrębniamy DNA”.

Nie było łatwo zdobyć to DNA. Kiedy na początku XXI w. Alter wpadła­ na pomysł, żeby odtworzyć historię pływaczy szarych, badając prawie skamieniałe szczątki, szybko natknęła się na poważny problem: kości tych waleni bardzo trudno znaleźć. Zwykle leżą rozrzucone na dużym obszarze po dnie oceanu. Ponieważ materiału do badań było mało, projekt przez rok właściwie nie posuwał się naprzód.

rysunek: Cyryl Lechowicz
rysunek: Cyryl Lechowicz

Potem, w 2005 r., Alter poznała biologa ewolucyjnego Michaela ­Hofreitera, który pracował wówczas w Instytucie Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka. Dowiedziała się od niego, że przeczesujące dno Morza Północnego holenderskie trawlery wyłowiły sporą ilość prawie skamieniałych szczątków pływaczy szarych – największą, jaką do tej pory odkryto. Była to niezwykła wiadomość. „O mało nie spadłam z krzesła” – wspomina badaczka. Razem z Hofreiterem postanowiła wydobyć z tego znaleziska jego historię.

„Po raz pierwszy miałam wystarczająco dużo materiału, by przeprowadzić naprawdę dokładne badania” – dodaje.

Analizując wyłowiony przez Holendrów atlantycki materiał i porównując go z DNA wyodrębnionym z pacyficznych szczątków z tego samego okresu, Alter i Hofreiter odkryli, że migracje pływaczy z jednego oceanu do drugiego miały miejsce co najmniej trzy razy, w późnym plejstocenie i holocenie, gdy temperatura była wyższa, a lód na morzach cieńszy. (Ostatnia taka fala zakończyła się około 5 tys. lat temu). W 2007 r. na podstawie różnic genetycznych między próbkami zespół Alter oszacował, że dawna populacja pływaczy była od trzech do pięciu razy liczniejsza niż współczesna.

Nicholas Pyenson, kurator kopalnych ssaków morskich w Smithsonian Institution, doszedł do podobnych wniosków na podstawie analizy skamieniałości z plejstocenu. Pływacze szare nie są w Atlantyku nowe, wręcz przeciwnie – wygląda na to, że kiedy było cieplej, świetnie sobie w nim radziły.

Niepewna przyszłość

Te ustalenia pozwalają naukowcom patrzeć w przyszłość gatunku z ostrożną nadzieją. Pływacze są przyzwyczajone do dalekich podróży i odkrywania nowych wód. Zawsze były tzw. generalistami – nie przywiązywały się do jednego źródła pokarmu ani do jednego sposobu żerowania. Choć są wrażliwe na zmiany, to – jak się okazuje – umieją także całkiem sprawnie na nie reagować. „To gatunek, który prawdopodobnie przystosuje się do zmian klimatycznych lepiej niż inne, słabiej adaptujące się wieloryby” – mówi Pyenson.

Dzisiejszy Atlantyk różni się jednak od oceanu, w którym pływacze niegdyś żyły. Te, które wrócą na wody swoich przodków, będą musiały zmierzyć się z większym niż na Pacyfiku ryzykiem śmiertelnych kolizji ze statkami. Być może wkrótce zostaną też zmuszone do omijania nie tylko ogłuszających sonarów, lecz także platform wydobywczych w Arktyce i na północy Oceanu Atlantyckiego. A organizmów, którymi się żywią – od fitoplanktonu po maleńkie skorupiaki – może w miarę postępowania zmian klimatu ubywać.

Niewykluczone również, że pływacze wywrą istotny wpływ na swój nowy dom, jeśli wystarczająco licznie się w nim pojawią. Podobnie jak bobry są bowiem inżynierami środowiska – poprzez swoją aktywność przekształcają miejsca, w których żyją, chociażby przez to, iż żerując przy dnie, wzbijają potężne chmury mułu. Nie wiadomo jednak, w jaki dokładnie sposób mogą zmienić Atlantyk. Badania DNA dawnych pływaczy pogłębiły naszą wiedzę o tym, jak ekosystemy zmieniają się wraz z upływem czasu, i dobitnie pokazały, że zmiany we współczesnym, naznaczonym ludzką działalnością świecie zachodzą w bezprecedensowym tempie – twierdzi Alter.

„Wywołane przez nas zmiany klimatyczne to wielki, niezaplanowany eksperyment – dodaje. – Wciąż nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jakie będą jego skutki. Jest jednak jasne, że na pływaczach i zamieszkiwanych przez nie oceanach będą się one odciskały jeszcze długo po śmierci naszej i naszych dzieci”.


Tłumaczyła Karolina Iwaszkiewicz

Pierwotnie tekst ukazał się na łamach „Discover Magazine”. Tytuł został dodany przez redakcję „Przekroju”.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!