Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
dzieje czarodziejstwa
Adam Węgłowski

Ostatnia czarownica?

ilustracja: Katarzyna Korzeniecka
Ostatnia czarownica?
Ostatnia czarownica?

O Barbarze Zdunk, skazanej w Reszlu w 1811 r., często mówi się, że to ostatnia kobieta stracona w Europie za czary. A że sprawa dotyczy Warmii, rzuca cień na Polskę. Tyle że to wszystko spore nadużycie. Po pierwsze – Reszel podlegał wówczas władzom pruskim. Po drugie – Zdunk wprawdzie trafiła na stos, jednak skazano ją za podpalenie miasta, nie za czary.

Nawet jeśli ta nieszczęśliwa biedaczka rzeczywiście postawiła w ogniu kilka domów w 1807 r., to nie dlatego, że była zła do szpiku kości. Kierowały nią gniew i rozpacz z powodu zawiedzionej miłości. Dla pruskiego sądu złamane serce nie było jednak żadnym usprawiedliwieniem. Proces ciągnął się kilka lat, zamieniając życie Barbary w gehennę. Kiedy zapadł wyrok, sąd wykazał się jednak „litością”, nakazując katu zadusić skazaną, nim podpalono stos. A zatem odbyła się publiczna egzekucja jako żywo przypominająca dawne polowania na czarownice, tyle że z czasem przekłamano jej sens.

Z igły widły

Jeśli zatem nie Barbara Zdunk, to kto był ostatnią czarownicą skazaną za czary? Tropy prowadzą do okolic Poznania w roku 1793. Pod zarzutem rzucenia uroku na bydło skazano wtedy dwie kobiety, które wzbudziły podejrzenia sąsiadów ze względu na swoje... czerwone, demonicznie wyglądające oczy. Zapewne obie były po prostu chore, czego nie wzięto jednak pod uwagę.

Czyli jednak panował w Rzeczypospolitej okropny „ciemnogród”? Sęk w tym, że polskie prawo nie dopuszczało już wtedy procesów o czary, Wielkopolskę zaś przejmowały właśnie wojska pruskie po drugim rozbiorze kraju. Badacze uważają zresztą, że nie ma jednoznacznych dowodów, że do takiej sprawy sądowej w ogóle doszło.

W tej sytuacji ostatnią „czarownicą” skazaną na śmierć była prawdopodobnie Anna Göldi, służąca ze szwajcarskiej miejscowości Glarus. W 1782 r. oskarżono ją, że za pomocą magicznych praktyk wprowadzała igły do jedzenia córki swoich gospodarzy. Na torturach Göldi przyznała się do podpisania paktu z diabłem. Wprawdzie potem chciała swoje zeznania wycofać, lecz kościelny sąd wiedział swoje i skazał kobietę na ścięcie. Wyrok wykonano. Dziś uważa się ten proces za przykład zbrodni sądowej.

Chałupy w mroku

Lecz przecież wyroki na „czarownice” wydawały nie tylko sądy – czasem podejrzane po prostu linczowano. I tu znowu dochodzimy do dzisiejszych ziem polskich, wcześniej leżących w granicach pruskich. A konkretnie do Chałup, znanego obecnie nadbałtyckiego kurortu i ostoi nudystów. W roku 1836 tamtejsi mieszkańcy, podburzeni przez znachora i hochsztaplera Kamińskiego, oskarżyli wdowę imieniem Katarzyna o rzucenie uroku na pewnego rybaka. Kobieta wydawała się tym bardziej podejrzana, że była kłótliwa, nie chodziła do kościoła, a na kominie jej domu siadały wrony!

Tłum poddał Katarzynę „próbie wody” w Bałtyku. Kiedy nie szła na dno wystarczająco szybko, sąsiedzi zatłukli „wiedźmę” wiosłami. Prusacy osądzili potem winnych, m.in. znachora Kamińskiego skazano na 25 lat więzienia. Wprawdzie wyrok był marną pociechą dla rodziny ofiary, wskazywał jednak, że żadne cywilizowane państwo nie może już dłużej tolerować polowań na czarownice.

Tak przynajmniej wydawało się aż do drugiej wojny światowej.

Wywiad kontra duchy

W latach 40., gdy Brytyjczycy toczyli śmiertelną walkę z Trzecią Rzeszą, pewna kobieta reklamowała się, że umie nawiązać kontakt ze zmarłymi. Nazywała się Helen Duncan i była podrzędną spirytystką. Kiedy rzekomo skontaktowała się z poległym marynarzem z zatopionego okrętu, o którego tragicznym losie władze w Londynie nie poinformowały jeszcze opinii publicznej, kobietą zainteresował się brytyjski kontrwywiad. Jedni podejrzewali, że Duncan może być niemieckim szpiegiem. Inni bali się, że jakimś cudem spirytystka ujawni tajne informacje związane z planowanym lądowaniem aliantów w Normandii. Dlatego na wszelki wypadek w 1944 r. kobietę aresztowano i – z braku innej podstawy prawnej – skazano na podstawie… ustawy do walki z czarownicami z roku 1735! Duncan trafiła na dziewięć miesięcy do więzienia. W tym samym roku na podobnej podstawie skazano jeszcze jedno medium: Jane Rebeccę Yorke. Tyle że w jej przypadku władze zadowoliły się karą w zawieszeniu i grzywną.

Płynie z tego wszystkiego niezbyt krzepiący wniosek: nawet zakurzone ustawy o czarownicach mogą czasami znów przydać się władzom.

Data publikacji: