Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Katarzyna Tyszkiewicz-Borawska

Konopie – roślina zbyt użyteczna

fot. Aleksander Borawski
Konopie – roślina zbyt użyteczna
Konopie – roślina zbyt użyteczna

Usłyszeliśmy z przyjaciółmi, że konopie wracają na polskie ziemie i też zapragnęliśmy zostać hodowcami. Nie wiedzieliśmy, że przyniesie nam to moc utrapień – ale i dużo radości.

Spółkę założyliśmy we troje: ja, mój mąż Aleksander i nasz przyjaciel Przemek. Jak tercet przyjaciół z Ziemi obiecanej, tyle że nie fabrykę zakładaliśmy, ale uprawę konopi. Nasiona dostaliśmy w poznańskim Instytucie Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich. Mieliśmy wyprodukować dla nich ziarno na rekultywację. Reszta plonu – kwiatostany i słoma – miała być do naszej dyspozycji i z góry postanowiliśmy przeznaczyć ją na olejek oraz beton konopny. Byliśmy pełni zapału i dobrych przeczuć.

Wczesną wiosną Przemek, który jest rolnikiem, przygotował ziemię – zaorał i nawiózł obornikiem. 

Sialiśmy w maju. Wyobrażaliśmy sobie, że wyjdziemy na pole, sięgniemy do przytroczonej u pasa sakiewki i w późnowiosennym słońcu rozrzucać będziemy ziarna, ocierając pot z czoła w poczuciu uczciwie wykonanej pracy. Tymczasem Przemek wsiadł na traktor, podczepił siewnik i w pół godziny było już po wszystkim, bo do obsiania mieliśmy niespełna 2 ha. 

W drugiej połowie lipca konopie mierzyły już sporo ponad 2 m. Biegaliśmy po tych dwóch hektarach jak dzieciaki: zieleń, zapach, słońce i tętniące wokół życie – ptaki i owady – oszałamiały. Po godzinie takiej przebieżki pocięte liśćmi kostki i piszczele piekły, jakby to nie konopie były, tylko pokrzywy. Drapałam się jeszcze przez dwa tygodnie, ale pierwsze wrażenie było nieporównywalne z niczym, co przeżyłam do tej pory. Taki niewielki skrawek ziemi obrodził tak szybko, tak spektakularnie, bez dodatkowego nawadniania czy pestycydów.

A potem przyszły zbiory i przestało być tak różowo. Aleksander i Przemek z pomocą Daniela Bajasa (Włókniści.PL) walczyli z 4-metrowymi, twardymi łodygami i z nieprzystosowanymi do zbioru maszynami, które wciąż się zacinały. Udało się zebrać sporo, ale potem musieliśmy rozgrabiać wszystko ręcznie, by dobrze wyschło. W trakcie suszenia dużo nasion zgniło, podobnie jak pozostawiona zbyt długo na polu słoma.

Na stokach Tien-szanu

Konopie należy siać późną wiosną, w zależności od pogody: od początku kwietnia nawet do pierwszych dni czerwca. Rośliny te nie potrzebują wiele opieki. Będą rosnąć w imponującym tempie, do 30 cm tygodniowo, i mogą osiągnąć 4 m wysokości. 

Pora żniw również zależy od pogody, najlepiej przeprowadzać je we wrześniu. Zbiera się kwiatostany, a słomę można pociąć na drobniejsze kawałki i pozostawić na polu nawet miesiąc, aby zmiękczyła ją rosa. Ziarna natomiast, by nie były narażone na pleśń, należy wysuszyć, najlepiej w profesjonalnej suszarni.

Cannabis sativa to gatunek blisko spokrewniony z chmielem. Po raz pierwszy pojawił się na stokach łańcucha Tien-szan ciągnącego się od Chin przez Kazachstan aż po Pakistan. Miejsce rozpoczęcia kariery wybrał idealne – wyrósł przy ważnym szlaku handlowym na rozległych obszarach pasterskich, dzięki czemu rozprzestrzenił się błyskawicznie, przede wszystkim w Indiach i Chinach, następnie w Europie.

To jedna z najdłużej uprawianych przez człowieka roślin. Obok lnu konopie były podstawowym źródłem włókien wykorzystywanych do produkcji tkanin, przede wszystkim technicznych, takich jak płótna żaglowe, i lin. Towarzyszyły cywilizacjom europejskim od starożytności. Jak piszą William Stanwix i Alex Sparrow, ich ważną kiedyś rolę widać w języku (np. angielskie słowo canvas, czyli płótno, wywodzi się od cannabis i oznacza „zrobiony z konopi”) oraz na mapach (np. Hemp Street w Belfaście lub Cwm Cywarch w Snowdonii, czyli „dolina urwistej góry, na której uprawiano konopie”). 

W rolnictwie można wykorzystać właściwości chwastobójcze i użyźniające konopi, które dzięki dobrze rozwiniętemu systemowi korzeniowemu korzystnie wpływają na strukturę gleby. Skoszone i zaorane przed zimą użyźniają wyjałowioną glebę.

Z konopi robiono także papier. Na takim właśnie nośniku spisano pierwszy egzemplarz Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Ale to właśnie Stany Zjednoczone, półtora wieku później, zapoczątkowały odwrót od konopi. Uprawa, sprzedaż i posiadanie rośliny zostały w 1937 r. zakazane na mocy Marihuana Tax Act, wystosowanego przez Biuro Federalne USA. Ponieważ dwa lata przed tą datą inżynierowie firmy DuPont wynaleźli pozyskiwany z ropy naftowej nylon, niektórzy uważają, że konopi zakazano właściwie wyłącznie z powodów ekonomicznych. Szef spółki DuPont miał podobno zapłacić ówczesnemu szefowi biura narkotykowego, Harry’emu J. Anslingerowi, za obłożenie rośliny anatemą. Wsparcie medialne i przekonanie opinii publicznej wziął na siebie magnat prasowy William Randolph Hearst, który na łamach swoich brukowców przeprowadził nagonkę na marihuanę, obwiniając ją o rosnącą w kraju przestępczość. Hearstowi opłacało się to, ponieważ czerpał zysk z produkcji papieru z celulozy drzewnej. Było to na rękę także producentom alkoholu, którzy po latach prohibicji szybko zapełniali rynek używek.

Powrót po latach

W Polsce tradycja uprawy konopi siewnych sięga początków państwowości. W latach 50. i 60. XX w. obsiany konopiami areał zajmował 30 000 ha, potem powierzchnia ta sukcesywnie malała. Całkowity niemal zanik uprawy nastąpił w latach 80. – była to konsekwencja wprowadzenia prawodawstwa przeciwko narkomanii. W praktyce tylko poznański Instytut Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich prowadził plantacje rośliny.

Dziś uprawa konopi w Polsce jest dozwolona pod warunkiem, że zawartość THC (składnika psychoaktywnego) nie przewyższa 0,2%. Takie odmiany jak finola czy białobrzeska są całkowicie legalne, choć aby je hodować, trzeba zdobyć odpowiednie dokumenty. 

„Kiedy zaczęliśmy uprawę konopi siewnych w 2012 r., poziom niewiedzy był i zabawny, i przerażający – opowiada Daniel Bajas. – W ciągu kilkudziesięciu lat zdołaliśmy zapomnieć o tym, czym są konopie, i zaczęliśmy utożsamiać je wyłącznie z narkotykiem, nawet tam, gdzie były hodowane powszechnie. Musieliśmy objaśniać urzędnikom przepisy dotyczące upraw na cele przemysłowe, mieliśmy problemy z lokalną społecznością i z policją”.

Mój mąż wytropił kilka luk w przepisach dotyczących pozyskiwania ekstraktu z suszu konopnego. Zasiane legalnie rośliny, poddane procesowi ekstrakcji (niezbędnemu do wydzielania różnych cennych składników, choćby do kosmetyków) mogą zawierać już niedozwoloną ilość THC. Te różnice są na tyle małe, że narkotyzowanie się taką substancją jest niemożliwe, ale prawnie obracanie nią na rynku detalicznym jest już zakazane. 

„Powiedzmy to wyraźnie, THC obecne jest także w produktach spożywczych – mówi Daniel Bajas z grupy Włókniści.PL. – Zupełne wyeliminowanie go jest w naszych warunkach i niemożliwe, i niepotrzebne”.

Herbatka i beton

Gdy nasiona i słoma schły, my sprawdzaliśmy, co moglibyśmy zrobić z naszymi plonami. Nasiona wykorzystuje się w przemyśle spożywczym. Stanowią one źródło łatwo przyswajalnego białka, co czyni je świetnym zamiennikiem dla mięsa lub chemicznie preparowanych odżywek białkowych. 

Jak zdradził mi dr Baraniecki, rozpowszechnienie białka konopnego na dużą skalę jest wielkim marzeniem zespołu Instytutu Włókien Naturalnych. To białko dużo pożywniejsze i znacznie lepiej przyswajalne niż sojowe, a uprawa konopi nie czyni takich spustoszeń jak wielkoskalowa uprawa soi.

Jednak w przypadku naszej trójki produkcja żywności nie wchodziła w grę. Musielibyśmy, jak wszyscy producenci, uzyskać wiele pozwoleń. Na etapie próbnym to nam się nie opłacało. 

Z kolei tzw. susz konopny pozyskiwany z kwiatostanów jest głównym źródłem kannabinoidu CBD, substancji o działaniu zdrowotnym. Można go przeznaczyć na ziołową herbatę, która – sprawdziłam, polecam – łagodzi bóle migrenowe i pomaga w zasypianiu. Susz można też poddać ekstrakcji, by otrzymać skondensowany wyciąg z rośliny. Zawiera on nie tylko cenny CBD, ale też inne kannabinoidy, a także wosk i terpeny. Każdy z tych elementów da się z ekstraktu oddzielić i po oczyszczeniu wykorzystać – już zwykle w laboratoriach. Ekstrakcja w Polsce jest właściwie na wyciągnięcie ręki. Ta zabawa kosztuje co prawda średnio 10 tys. zł za tonę materiału, ale produkt można sprzedać z niezłym zyskiem albo przetwarzać dalej. 

„Terpenoidy będące składnikiem olejków eterycznych z konopi są cenne, ponieważ mają wspaniałe właściwości grzybobójcze, bardzo dobrze sprawdzają się zatem w szamponach przeciwłupieżowych lub innych kosmetykach dla osób z chorobami skóry” – mówi Aleksander Wawrzyniak. 

Z kolei słomę trzeba zutylizować – najłatwiej ją spalić, ale to również cenny materiał. W procesie wykorzystania słomy konopnej bardzo istotnym narzędziem jest dekortykator, który oddziela włókno od paździerza. Włókno znajduje zastosowanie np. we wnętrzach samochodów zamiast plastiku (jest lekkie i elastyczne, a zarazem wytrzymałe) albo jak niegdyś – do produkcji tkanin. 
Paździerzy używa się w przemyśle budowlanym – można z nich zrobić ekologiczny beton konopny. Właściwości tego budulca dokładnie opisali William Stanwix i Alex Sparrow w Podręczniku budowania z konopi (Cohabitat, 2017). Mówiąc w skrócie, jest to materiał, który świetnie izoluje, ale też „oddycha”. Domy z betonu konopnego latem utrzymują chłód, a zimą – ciepło. Pozwalają ograniczyć wykorzystanie sztucznych, wysoko przetwarzanych materiałów, których produkcja zanieczyszcza środowisko. 

Zabrakło suszarni

Ostateczny bilans naszej hodowli wyglądał następująco: z niespełna 2 ha uzyskaliśmy tonę ziarna, około 850 kg suszu i ponad 10 t słomy. Niestety, większość słomy zgniła, a ziarno w dużej części spleśniało. Zabrakło doświadczenia, ale też infrastruktury (profesjonalnej suszarni, maszyn, które przyspieszyłyby zbiór, powierzchni magazynowej) oraz czasu i rąk do pracy. 

Po fascynacji przyszło jeszcze otrzeźwienie. Pierwsza była refleksja mieszczuchów: rolnictwo nie jest łatwym kawałkiem chleba, nawet jeśli mamy do czynienia z „chwastem”. 

Ale później zorientowałam się, że wokół konopi – z różnych powodów – narosło wiele mitów. Mnogość jej zastosowań też budzi obawy. Roślina tak wszechstronna, szybko rosnąca, wydaje się świetnym zamiennikiem dla innych. Przy dynamicznym rozwoju technologii wkrótce będzie można wydzielać z niej kolejne substancje. Czy to nie doprowadzi do zastąpienia kilku monokultur kolejną, tym razem konopną? Czy hodowla konopi, dziś przyjazna środowisku, nie zacznie wymagać intensywnego nawożenia?

Mimo wszystko pozostaję entuzjastką konopi. W tym roku obsiejemy 6 ha.

*

Konsultacja merytoryczna: dr Przemysław Baraniecki (IWNiRZ). Specjalne podziękowania dla Daniela Bajasa, Aleksandra Borawskiego, Natachy Leban, Rafała Modlińskiego i Aleksandra Wawrzyniaka. 

Data publikacji: