pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści
Przekrój
Karol Jaroszyński, urodzony ryzykant, w kluczowym momencie kariery postawił swoje miliony przeciw ...
2019-01-30 23:57:00
Polonia dla bogaczy

Karol Jaroszyński: sponsor cara

ilustracja: Cyryl Lechowicz
Karol Jaroszyński: sponsor cara
Karol Jaroszyński: sponsor cara

Czyta się 4 minuty

W carskiej Rosji można było zbić ogromny majątek. Wiedział to pochodzący z Kresów Alfons Koziełł-Poklewski (1809–1890), który dorobił się na produkcji alkoholu i handlu nim, zyskując miano „wódczanego króla Uralu”. Zdawał sobie z tego sprawę także Karol Jaroszyński (1878–1929), jednakże wybrał mniej pewny biznes. Otóż ten przedsiębiorca i bankier z Podola, urodzony ryzykant, w kluczowym momencie kariery postawił swoje miliony przeciw bolszewikom i chciał uratować cara Mikołaja II.

Milion z ruletki

Przed trzydziestką nie zapowiadał się ani na „rosyjskiego Vanderbilta” – jak nazywano go później, porównując ze sławnym amerykańskim biznesmenem – ani nawet na nowego Wokulskiego! Karolek zajmował się głównie roztrwanianiem majątku, który odziedziczył po przedwcześnie zmarłym ojcu. Zaciągał pożyczki, grał w kasynie, tracił pieniądze, wyprzedawał się, żeby spłacić długi, a potem rzucał się od nowa w wir hazardu. To była gotowa (i sprawdzona!) recepta na życiową katastrofę. Tu jednak nastąpiła niespodzianka. Otóż w 1909 r. Jaroszyński… rozbił bank w Monte Carlo! Wygrał w ruletkę prawie milion rubli! Dla porównania słynny łódzki fabrykant Izrael Poznański przez kilkadziesiąt lat dorobił się 11 mln. A Jaroszyński, ot tak, w jedną noc zgarnął milion. Co więcej, szczęśliwy ryzykant zabłysnął w towarzystwie ludzi bogatych i zdobył znajomości, które mógł potem wykorzystać w karierze biznesowej.

Dzięki tak znienacka zdobytym pieniądzom i kontaktom 31-latek spłacił długi, a potem… wziął nowe kredyty. Lecz tym razem nie na gry hazardowe, a pod rozwój firmy. Zainwestował w cukrownie (z czasem miał ich ponad 50). To zaś, co zarobił na cukrze, lokował w fabryki, kopalnie, towarzystwa żeglugowe, a przede wszystkim w banki. Został współudziałowcem takich instytucji, jak Kijowski Prywatny Bank Handlowy, Bank Rusko-Azjatycki, Międzynarodowy Bank Handlowy w Petersburgu i szeregu innych.

Kiedy wybuchła pierwsza wojna światowa, Jaroszyński postanowił to wykorzystać, zarabiając kolejne miliony na dostawach dla carskiego wojska. Nic dziwnego, że rzutki przedsiębiorca dorobił się pałaców w Rosji i willi za granicą, m.in. w Londynie i tak dla niego szczęśliwym Monte Carlo. Tuż przed rewolucją osobisty majątek Jaroszyńskiego szacowano na 26 mln rubli, co czyniło go nie tylko najbogatszym Polakiem, lecz także jednym z najbardziej majętnych Rosjan z początku XX w. Miał niemal nieograniczone możliwości kredytowe. A także wpływy, których inni biznesmeni mogli mu tylko pozazdrościć.

Gra w białych i czerwonych

Jaroszyński dobrze znał carską rodzinę. Był doradcą finansowym księżnych z dynastii Romanowów, łożył na inicjatywy charytatywne wspierane prywatnie przez Mikołaja II, a przede wszystkim wkupił się w krąg towarzyski otaczający charyzmatycznego mnicha Rasputina – ówczesną szarą eminencję carskiego dworu. Tymczasem Rosja chwiała się niczym kolos na glinianych nogach. Przybity klęskami wojennymi i niepokojami społecznymi kraj stał się areną gier obcych wywiadów. Niemcy sponsorowali bolszewików, chcąc doprowadzić do krwawej zawieruchy w Rosji. Alianci zachodni postanowili więc wspierać siły antybolszewickie. Jaroszyński stał się rzecznikiem interesów Zachodu.

Jak pisze Beata Kinga Nykiel w biogramie Jaroszyńskiego na stronie PolskiPetersburg.pl, prawdopodobnie wiedział on o zbliżającej się rewolucji październikowej. Dosłownie kilkadziesiąt godzin przed przewrotem przekazał znajomemu: „Na czele nowego rządu stanie Lenin, Trocki i jakiś Gruzin, którego nazwiska nie znam”.

Po rewolucji Polak zaczął finansować antybolszewickie oddziały „białych” Rosjan. Wyłożył grube miliony na Armię Ochotniczą tworzoną na południu Rosji, a dowodzoną przez generałów Antona Denikina i Piotra Wrangla. Ponadto starał się wspierać carską rodzinę, uwięzioną i wywiezioną przez bolszewickie władze. Plotkowano nawet, że kochał się w jednej z córek Mikołaja II. Na nic to wszystko się zdało. „Biali” przegrali. Romanowowie zostali wymordowani w 1918 r. Jaroszyński stracił wszelkie wpływy i musiał uciekać najpierw na południe, na Krym, a potem stamtąd na Zachód.

Zgrane karty potentata

W 1920 r. Jaroszyński przyjechał do Polski. W Rosji zdobył i utopił swoje miliony, próbując ratować stare porządki. Lecz czuł się polskim patriotą i miał w kraju taką opinię. Od lat znany był ze wspierania polskich inicjatyw na wschodzie, Polonii w Petersburgu, zatrudniał również i promował w swoich przedsiębiorstwach licznych rodaków. Ponadto jeszcze w 1918 r. dofinansował powstanie katolickiego uniwersytetu w Lublinie i prowadził w jego sprawie korespondencję z episkopatem (docenił te starania papież, nagradzając biznesmena Wielką Wstęgą Orderu św. Grzegorza). Potem Jaroszyński przez lata pomagał uczelni, nawet gdy jego możliwości finansowe drastycznie już skarlały. Bo wprawdzie w odrodzonej Polsce został doradcą marszałka Józefa Piłsudskiego, jednak jego działalność bankowa nad Wisłą była tylko bladym cieniem dawnej potęgi. Nie udało mu się już odzyskać pozycji, a na odszkodowanie od sowieckiej Rosji za majątek utracony na wschodzie nie miał oczywiście co liczyć.

Pod koniec lat 20. Jaroszyński podupadł na zdrowiu. Pojawiły się plotki, że ktoś – jakiś wróg z przeszłości – zranił go zatrutą igłą w paryskiej operze. Nie śmiertelnie jednak, ale na tyle, że Jaroszyński nigdy nie wrócił już do dobrej kondycji.

Dawny potentat stał się przeciętniakiem, wręcz biedakiem. Wylądował w małym mieszkanku przy ul. Smoczej w Warszawie, gdzie z trudem wiązał koniec z końcem. Zmarł praktycznie osamotniony, bez rodziny, w 1929 r. w warszawskim Szpitalu św. Ducha. Pochowano go na Powązkach. Może pamięta się o nim dzisiaj na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, jednakże nie zainspirował ani żadnych finansistów, ani powieściopisarzy, ani filmowców. Życiorys, jakich mało, zapomniany został jak mało który.

 

Nie lubisz się śpieszyć? My też! Wierzymy, że dziennikarstwo nie musi być pracą na kolanie i w niedoczasie. Wspierając Fundację PRZEKRÓJ, wspierasz rzetelną i staranną pracę dziennikarzy, redaktorów i korektorów.

* Pola wymagane

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!