Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Czy na niezliczonych planetach, które krążą wokół innych słońc, również jest życie? Natura ...
2017-09-19 00:00:00

Jeden z głosów w kosmicznej fudze

ilustracja: Igor Piwowarczyk
Jeden z głosów w kosmicznej fudze
Jeden z głosów w kosmicznej fudze

Całe życie zastanawiałem się nad możliwościami istnienia życia gdzie indziej. Jakie by ono było? Na czym mogłoby być oparte? Wszystkie organizmy na naszej planecie zbudowane są z cząsteczek związków organicznych – złożonych mikroskopijnych struktur, w których zasadniczą rolę odgrywają atomy węgla. Kiedyś, nim powstało życie, Ziemia była jałowa i całkowicie bezludna. Teraz nasz świat wprost tryska życiem. Jak do tego doszło? Jak, pod nieobecność życia, powstały bazujące na węglu cząsteczki związków organicznych? Jak powstały pierwsze organiczne formy życia? W jaki sposób rozwinęły się tak wyrafinowane i złożone istoty jak my zdolne do zgłębiania tajemnic swego własnego pochodzenia? Czy na niezliczonych planetach, które krążą wokół innych słońc, również jest życie? Czy pozaziemskie formy życia, jeśli istnieją, bazują na cząsteczkach tych samych związków organicznych co życie na Ziemi? Czy też są one zdumiewająco odmienne, inaczej przystosowane do innego środowiska? Co jeszcze jest możliwe? Natura życia na Ziemi i poszukiwanie życia gdzie indziej to dwa aspekty tego samego problemu, jakim jest chęć znalezienia odpowiedzi na pytanie, kim jesteśmy.

 

Na olbrzymich planetach gazowych mogłyby żyć organizmy przypominające wielokilometrowe balony. Poruszałyby się jak odrzutowce i przemieszczały stadami. Skórę miałyby w ciapki dla zmylenia drapieżników dybiących na ich życie, by zdobyć cenny wodór.

Nasi przodkowie żyli w lasach; nic więc dziwnego, że „ciągnie nas do lasu”. Jakże piękne jest drzewo pnące się ku niebu. Jego liście pochłaniają światło słoneczne niezbędne do fotosyntezy, więc drzewa współzawodniczą w zacienianiu swoich sąsiadów. Gdyby przyjrzeć się uważniej, można by zobaczyć, jak dwa drzewa przepychają się i wysuwają jedno przed drugie. Drzewa to ogromne i piękne maszynerie zasilane światłem słonecznym, czerpiące wodę z gruntu, a dwutlenek węgla z powietrza, i przetwarzające te surowce na swoje i nasze potrzeby. Rośliny wykorzystują wytwarzane przez siebie węglowodany jako źródło energii dla swojego rozwoju, a my – zwierzęta, które w ostatecznym rozrachunku pasożytują na roślinach – podkradamy te węglowodany, które są niezbędne dla naszego rozwoju. Zjadając rośliny, doprowadzamy do połączenia węglowodanów z tlenem rozpuszczonym we krwi, z powodu naszej skłonności do oddychania powietrzem, i w ten sposób czerpiemy energię, która pozwala nam funkcjonować. W następnym etapie tego procesu wydychamy dwutlenek węgla, który rośliny potem przetwarzają, produkując więcej węglowodanów. Cóż za wspaniała współpraca roślin i zwierząt – jedne wdychają to, co wydychają drugie – proces, któremu energii dostarcza gwiazda odległa o 150 milionów kilometrów.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Znamy dziesiątki miliardów rodzajów cząsteczek organicznych. Jednakże tylko około pięćdziesięciu z nich bierze udział w podstawowych funkcjach życiowych organizmów. Wciąż na nowo powielane są te same wzorce dla różnych funkcji. A gdy dotrzemy do samej istoty życia na Ziemi – do białek, które kontrolują procesy chemiczne w komórkach, i kwasu nukleinowego, który zawiera dziedziczne instrukcje – stwierdzimy, że u wszystkich roślin i zwierząt te molekuły są zasadniczo identyczne. Dąb i my zbudowani jesteśmy z tego samego materiału. Jeśli cofniemy się dostatecznie daleko w przeszłość, to możemy powiedzieć, że mamy wspólnych przodków.

Żywa komórka jest królestwem równie złożonym i pięknym jak królestwo galaktyk i gwiazd. Skomplikowana maszyneria komórki była starannie dopracowywana przez ponad 4 miliardy lat. Tworzą ją, przemieniane w magiczny sposób, cząstki pożywienia. Dzisiejsza biała krwinka jest wczorajszym szpinakiem. Jak komórka to robi? Jej wnętrze ma zawiłą i subtelną architekturę. Komórka, zachowując swą własną strukturę, przetwarza cząsteczki, magazynuje energię i przygotowuje się do samopowielenia. Większość molekularnych drobin to cząsteczki białka, z których jedne zawzięcie pracują, a inne czekają spokojnie na swoją kolej. Najważniejszymi białkami są enzymy, molekuły, które kontrolują reakcje chemiczne zachodzące w komórkach. Enzymy są niczym robotnicy przy taśmie montażowej, każdy wyspecjalizowany w określonym molekularnym zajęciu: na stanowisku czwartym – w konstruowaniu określonego nukleotydu, na stanowisku jedenastym – w rozkładzie cząsteczki cukru dla uwolnienia energii potrzebnej do wykonania innych komórkowych zadań. Ale to nie enzymy są reżyserami tego przedstawienia. One otrzymują instrukcje – i w istocie same się konstruują – wysyłane przez dowodzących tym procesem. Molekułami kierującymi całym przedsięwzięciem są kwasy nukleinowe. Żyją w odosobnieniu w zakazanym mieście, w jądrze komórki. Jeśli przeciśniemy się do jądra komórki, to znajdziemy coś, co przypomina fabrykę makaronu po wybuchu bomby – bezładne kłębowisko spiral i splotów odpowiadających dwóm kwasom nukleinowym: DNA, który wie, co robić, i RNA, który przenosi instrukcje wydane przez DNA do pozostałych części komórki. Te najlepsze produkty trwającej 4 miliardy lat ewolucji zawierają pełny zestaw informacji o tym, jak stworzyć komórkę, drzewo lub człowieka. Ilość informacji w ludzkim DNA, jeśli zapisać ją w normalnym języku, zajęłaby setki grubych tomów. Co więcej, cząsteczki DNA wiedzą, jak wyprodukować, z kilkoma rzadkimi wyjątkami, dokładne kopie samych siebie. Wiedzą nadzwyczaj dużo.

DNA jest podwójną spiralą, dwiema skręconymi wstęgami przypominającymi „kręcone” schody. Sekwencje nukleotydów w każdej wstędze są właśnie językiem życia. Podczas reprodukcji, przy udziale specjalnych białek, wstęgi spirali rozdzielają się, tworząc swoje dokładne kopie z nukleotydów pływających w kleistym płynie wypełniającym jądro komórki. Z chwilą rozpoczęcia rozwijania spirali zdumiewające enzymy, biorące udział w procesie polimeryzacji DNA, dbają o to, aby proces duplikacji przebiegał niemal doskonale. W razie pomyłki specjalne enzymy „wycinają” błędną część i zastępują nieodpowiedni nukleotyd prawidłowym. Enzymy to molekularne maszynerie o zdumiewającej mocy.

Poza sporządzaniem swych dokładnych kopii – na czym przecież polega dziedziczenie – DNA zawarte w jądrze komórkowym kieruje działalnością komórki, jej metabolizmem, przez syntezowanie innego kwasu nukleinowego zwanego informacyjnym RNA.

Każda cząsteczka tego kwasu przeprawia się do pozajądrowych prowincji, gdzie dozoruje budowy, we właściwym czasie i właściwym miejscu, jednego enzymu. Zwieńczeniem całego procesu jest wyprodukowanie pojedynczej cząsteczki enzymu, która później kieruje określonymi typami reakcji chemicznej w komórce.

Ludzkie DNA jest drabiną o miliardzie nukleotydowych szczebli. Większość możliwych kombinacji nukleotydów jest nonsensowna: powodowałyby syntezę białek, które nie spełniają żadnej użytecznej funkcji. Jedynie ściśle ograniczona liczba cząsteczek kwasu nukleinowego jest potrzebna do życia tak złożonym formom jak my. Pomimo to liczba możliwych sposobów tworzenia cząsteczek kwasów nukleinowych jest oszałamiająco duża – prawdopodobnie o wiele większa niż całkowita liczba elektronów i protonów we wszechświecie. Co za tym idzie, liczba możliwych istnień ludzkich jest dużo większa od liczby kiedykolwiek żyjących: niewykorzystany potencjał gatunku ludzkiego jest bezgraniczny. Musi być jakiś sposób na takie połączenie kwasów nukleinowych, aby powstała istota funkcjonowała o wiele lepiej – pod każdym wybranym przez nas względem – niż kiedykolwiek żyjąca. Szczęśliwie nie wiemy jeszcze, jak połączyć alternatywne sekwencje nukleotydów, aby stworzyć alternatywny rodzaj istot ludzkich. Być może w przyszłości potrafimy zestawiać nukleotydy w dowolnie pożądane sekwencje, aby doprowadzić do powstania cech, które uznamy za pożądane; to całkiem realna i zarazem niepokojąca perspektywa.

Ewolucja działa poprzez mutacje i dobór. Mutacje mogą pojawić się w czasie replikacji, jeśli enzym polimeraza DNA popełni błąd. Ale on rzadko się myli. Mutacje zachodzą również pod wpływem promieniowania radioaktywnego, ultrafioletowego promieniowania Słońca, promieniowania kosmicznego lub chemikaliów obecnych w środowisku. Każde z tych zjawisk może spowodować zmianę w nukleotydach lub splątanie kwasów nukleinowych.

Jeśli wskaźnik mutacji jest zbyt wysoki, następuje utrata dziedzictwa 4 miliardów lat pracowitej ewolucji. Jeśli jest zbyt niski, nowe gatunki nie potrafią przystosować się do późniejszych zmian w środowisku. Ewolucja życia wymaga precyzyjnej równowagi pomiędzy mutacją i doborem. Jeśli równowaga zostaje osiągnięta, pojawiają się zdumiewające formy przystosowania.

Zamiana pojedynczego nukleotydu DNA powoduje zamianę jednego aminokwasu białka, za którego kod odpowiedzialna jest ta sekwencja DNA. Czerwone krwinki Europejczyków mają kształt, z grubsza biorąc, kulisty. Czerwone krwinki niektórych Afrykanów przypominają wyglądem sierp lub półksiężyc. Sierpowate komórki przenoszą mniej tlenu i w konsekwencji powodują pewien rodzaj anemii. Te same komórki zapewniają również odporność na malarię. Nie ulega wątpliwości, że lepiej mieć anemię, niż być martwym. Ten zasadniczy wpływ na funkcje krwi – tym bardziej uderzający, że z łatwością ujawniający się na zdjęciach czerwonych krwinek – jest rezultatem zmiany jednego spośród dziesięciu miliardów nukleotydów obecnych w DNA typowej ludzkiej komórki. Nadal nic nie wiemy o konsekwencjach zmian w większości innych nukleotydów.

My, ludzie, różnimy się wyglądem od drzew. Bez wątpienia postrzegamy świat inaczej niż drzewo. Ale głęboko we wnętrzu, w molekularnym sercu życia, drzewa i my jesteśmy zasadniczo identyczni. Tak samo korzystamy z kwasu nukleinowego dla przekazywania cech dziedzicznych; tak samo wykorzystujemy białka jako enzymy kontrolujące przebieg reakcji chemicznych w naszych komórkach; a co najbardziej znaczące, posługujemy się tą samą książką kodów do przekładu informacji zawartych w kwasie nukleinowym na informacje zawarte w białkach, podobnie jak czynią to wszystkie inne stworzenia na naszej planecie*.

Zwykłym wyjaśnieniem tej zgodności na poziomie molekularnym jest to, że my wszyscy – drzewa, ludzie, ryby i pantofelki – wywodzimy się od jednego wspólnego zdarzenia, które zapoczątkowało życie we wczesnej historii naszej planety. W jaki sposób zatem doszło do powstania owych kluczowych dla istnienia życia cząsteczek?

W moim laboratorium w Cornell University pracowaliśmy między innymi nad przedbiologicznymi procesami, poznając przy tym kolejne takty muzyki życia. W tym celu przez mieszankę gazów występujących pierwotnie na Ziemi – wodór, woda, amoniak, metan – przepuszczaliśmy iskry elektryczne (tak się składa, że wszystkie te gazy występują obecnie na Jowiszu i w całym kosmosie). Iskry odpowiadały wyładowaniom atmosferycznym, które występowały na Ziemi w zamierzchłej przeszłości i występują na współczesnym Jowiszu. Naczynie doświadczalne początkowo było przejrzyste: gazy były całkowicie niewidoczne. Ale po dziesięciu minutach wyładowań elektrycznych zauważyliśmy dziwny, brązowawy nalot pokrywający powoli ściany naczynia. Wnętrze naczynia doświadczalnego stopniowo robiło się nieprzejrzyste. Gdybyśmy użyli ultrafioletu – symulując wczesne Słońce – rezultaty byłyby mniej więcej takie same. Smolisty nalot to wyjątkowo bogaty zbiór złożonych molekuł organicznych, również składników białek i kwasów nukleinowych. Okazuje się, że bardzo łatwo można wytworzyć budulec życia.

ilustracja: Igor Piwowarczyk
ilustracja: Igor Piwowarczyk

Po raz pierwszy podobne doświadczenia zostały przeprowadzone we wczesnych latach pięćdziesiątych przez Stanleya Millera, wówczas doktoranta u chemika Harolda Ureya. Urey dowodził uparcie, że początkowa atmosfera Ziemi była bogata w wodór, podobnie jak większość kosmosu; że od tamtego czasu wodór uchodził powoli w przestrzeń okołoziemską, czego nie można powiedzieć o masywnym Jowiszu; i że pierwsze ślady życia pojawiły się, nim z atmosfery Ziemi zniknął cały wodór. Gdy Urey zasugerował, aby przez te gazy przepuszczać iskry elektryczne, ktoś zapytał go, co zamierza otrzymać w wyniku takiego doświadczenia. Urey odparł: „Beilstein”. Beilstein to wielkie (28 tomów) niemieckie kompendium zawierające spis wszystkich znanych chemikom molekuł organicznych.

Wykorzystując tylko gazy, które występowały najobficiej w pierwotnej atmosferze Ziemi, i niemal dowolne źródło energii, wystarczającej do zerwania wiązań chemicznych, możemy wyprodukować podstawowe cegiełki życia. Ale będą to dopiero poszczególne nutki muzyki życia – nie sama muzyka. Molekularne cegiełki trzeba połączyć w poprawne sekwencje. Życie z całą pewnością jest czymś więcej niż tylko aminokwasami, z których składają się białka, i nukleotydami, z których składają się kwasy nukleinowe. Dokonano już znacznego postępu w laboratoryjnym układaniu tych cegiełek w molekuły o długich łańcuchach. Aminokwasy, w warunkach pierwotnie panujących na Ziemi, zostały złożone w cząsteczki przypominające białka. Niektóre z nich do pewnego stopnia kontrolowały przebieg pożytecznych reakcji chemicznych, podobnie jak czynią to enzymy. Nukleotydy zostały połączone we wstęgi kwasów nukleinowych zawierające kilkadziesiąt elementów.

Przy odpowiednich warunkach w naczyniu doświadczalnym krótkie kwasy nukleinowe mogą ulegać samoistnej replikacji. Jak dotąd nikomu jeszcze nic nie wypełzło z probówki po zmieszaniu wody i gazów występujących pierwotnie na Ziemi. Na najmniejsze znane żywe stworzenie, wiroida, składa się nie więcej niż 10 000 atomów. Jest ono odpowiedzialne za kilka schorzeń roślin uprawnych i prawdopodobnie całkiem niedawno rozwinęło się z bardziej złożonych organizmów, a nie, jak można by się spodziewać, z prostszych. Trudno wyobrazić sobie jeszcze prostszy żywy organizm. Wiroidy, w przeciwieństwie do wirusów, które mają również białkową osłonkę, zbudowane są głównie z kwasu nukleinowego. Są niczym więcej jak tylko pojedynczą wstęgą RNA o liniowej bądź przypominającej hantle strukturze. Wiroidy są tak małe, a mimo to dobrze rozwinięte, ponieważ są bezkompromisowymi, niestrudzonymi pasożytami. Podobnie jak wirusy, przejmują po prostu molekularną maszynerię o wiele większej, dobrze funkcjonującej komórki i zmieniają ją z fabryki produkującej więcej komórek w fabrykę produkującą więcej wiroidów.

Najmniejszymi swobodnie żyjącymi organizmami są proste bakterie podobne do tych, które wywołują zapalenie płuc i opłucnej. Składają się one z około 50 milionów atomów. Takie organizmy, będące w większym stopniu niezależne, są również bardziej złożone niż wiroidy i wirusy. Jednak dzisiejsze środowisko Ziemi nie jest szczególnie przyjazne dla prostych form życia. Trzeba się nieźle natrudzić, aby utrzymać się przy życiu. Trzeba uważać na drapieżniki. W początkowym okresie historii naszej planety, gdy światło słoneczne produkowało w bogatej w wodór atmosferze ogromną liczbę organicznych molekuł, bardzo proste, niedrapieżne organizmy miały szansę przeżycia. Pierwsze żywe stworzenia mogły przypominać żyjące swobodnie wiroidy o długości tylko kilkuset nukleotydów. Doświadczenia nad stworzeniem takich organizmów rozpoczną się być może pod koniec tego stulecia. Pochodzenie życia nadal kryje wiele zagadek, w tym zagadkę kodu genetycznego. Dopiero od około czterdziestu lat przeprowadzamy tego typu doświadczenia. Natura wyprzedziła nas o 4 miliardy lat. Biorąc to wszystko pod uwagę, poradziliśmy sobie wcale nieźle.

W takich doświadczeniach nie ma niczego wyjątkowego, niczego, co mogłoby zajść tylko na Ziemi. Gazy pierwotnej atmosfery i źródła energii występują powszechnie w całym kosmosie. Reakcje chemiczne, podobne do tych w naszym naczyniu laboratoryjnym, są być może odpowiedzialne za powstanie materii organicznej w przestrzeni międzygwiazdowej i aminokwasów w meteorytach. Podobne reakcje chemiczne musiały zajść na miliardach innych planet Drogi Mlecznej. Molekuły życia wypełniają kosmos.

Jeśli nawet życie na innej planecie powstało dzięki podobnym reakcjom chemii molekularnej, co życie na Ziemi, to nie ma powodu spodziewać się, że będzie przypominało znajome organizmy. Wystarczy spojrzeć na ogromną różnorodność organizmów występujących na Ziemi, choć zamieszkują tę samą planetę i funkcjonują na zasadzie identycznych procesów biologicznych. Tamte inne zwierzęta i rośliny prawdopodobnie radykalnie różnią się od znanych nam organizmów. Możliwe, że ewolucja tam i tu jest zbieżna w pewnych punktach, ponieważ, być może, istnieje tylko jedno najlepsze rozwiązanie określonych problemów środowiskowych – na przykład coś w rodzaju dwojga oczu umożliwiających widzenie w zakresie częstotliwości optycznych. Jednak, ogólnie rzecz biorąc, przypadkowy charakter procesów ewolucji powinien doprowadzić do powstania pozaziemskich istot bardzo różnych od wszystkiego, co znamy.

Nie potrafię powiedzieć, jak wyglądałaby istota pozaziemska. Jestem straszliwie ograniczony faktem, że znam tylko jeden rodzaj życia, życie na Ziemi. Niektórzy ludzie – na przykład pisarze science fiction i malarze – snują domysły na temat wyglądu takich istot. Ja osobiście sceptycznie odnoszę się do tych wszystkich pozaziemskich wizji. Wydaje mi się, że wszystkie za bardzo opierają się na znanych nam już formach życia. Dany organizm jest taki, jaki jest dzięki długiej serii odmiennych procesów. Nie sądzę, aby gdziekolwiek żywe organizmy przypominały gady, owady czy ludzi – nawet z tak zasadniczymi poprawkami kosmetycznymi jak zielona skóra, spiczaste uszy i antenki. Gdybyście jednak nalegali, mogę spróbować wyobrazić sobie coś zgoła innego. Na gigantycznej gazowej planecie, podobnej do Jowisza, z atmosferą bogatą w wodór, hel, metan, wodę i amoniak, nie ma twardej powierzchni, jest raczej gęsta, pełna chmur atmosfera, w której molekuły organiczne, takie jak produkty naszych laboratoryjnych doświadczeń, mogą spadać z nieba niczym manna. Na takiej planecie występuje pewna charakterystyczna przeszkoda dla powstania życia: atmosfera jest turbulentna, a w górnych warstwach bardzo gorąca. Żywy organizm musi uważać, aby nie porwało go tam, gdzie zostałby upieczony.

Aby pokazać, że życie na tak odmiennej planecie nie jest całkowicie wykluczone, ja i mój kolega z Cornell University, E.E. Salpeter, przeprowadziliśmy pewne obliczenia. Oczywiście nie możemy wiedzieć dokładnie, jak będzie wyglądało życie w takim miejscu, ale chcieliśmy zobaczyć, czy przy zachowaniu praw fizyki i chemii tego rodzaju świat mógłby być zamieszkany.

Jednym ze sposobów na podtrzymanie życia w takich warunkach jest rozmnożenie się, nim zostanie się usmażonym, i nadzieja, że konwekcja wyniesie część potomstwa do wyższych i chłodniejszych warstw atmosfery. Takie organizmy mogłyby być bardzo małe. Nazwaliśmy je topielcami. Mogłyby również istnieć istoty zwane pływakami – ogromne wodorowe balony wypompowujące ze swego wnętrza hel i cięższe gazy, a zostawiające tylko najlżejszy, wodór, lub balony gorącego powietrza, które pływają dzięki podgrzewaniu swego wnętrza energią czerpaną ze zjadanego pożywienia. Podobnie jak w przypadku ziemskich balonów, im głębiej pływak zostanie ściągnięty w dół, tym większa będzie siła unoszenia wynosząca go ponownie do wyższych, chłodniejszych i bezpieczniejszych warstw atmosfery. Pływak mógłby zjadać wstępnie uformowane cząsteczki organiczne lub wytwarzać własne ze światła słonecznego i powietrza, tak jak czynią to rośliny na Ziemi.

Ale wracając do rzeczy, im pływak jest większy, tym bardziej jest skuteczny. Wyobrażaliśmy sobie z Salpeterem pływaków o średnicy kilometrów, stworzenia wielkości miast, nieporównywalnie większe od największych kiedykolwiek żyjących wielorybów.

Pływacy mogliby się poruszać w atmosferze planety dzięki wyrzutowi gazów, podobnie jak odrzutowiec czy rakieta. Wyobrażaliśmy je sobie skupione w wielkie, leniwe stada, ciągnące się jak okiem sięgnąć. Skórę miałyby we wzory; byłby to adaptacyjny kamuflaż wskazujący, że i one nie były pozbawione problemów. W takim środowisku bowiem byłoby miejsce przynajmniej na jeszcze jedną niszę ekologiczną: polowanie. Łowcy są sprawni i szybcy. Zjadają pływaków dla ich organicznych cząsteczek i dla ich zapasów czystego wodoru. Topielcy mogą drogą ewolucji przeobrażać się w pierwszych pływaków, a pływacy z własnym napędem w pierwszych myśliwych. Myśliwych nie może być zbyt wielu, ponieważ jeśli zjedliby wszystkich pływaków, to sami by wyginęli.

Fizyka i chemia pozwalają na powstanie takich form życia. Sztuka przydała im pewnego uroku. Natura nie jest zobowiązana postępować wedle naszych przemyśleń, ale jeśli w Drodze Mlecznej istnieją miliardy zamieszkanych planet, to być może znajdzie się kilka zamieszkanych przez topielców, pływaków i myśliwych, których stworzyliśmy w naszej wyobraźni utrzymywanej w ryzach przez prawa fizyki i chemii.

Biologia bardziej przypomina historię niż fizykę: trzeba znać przeszłość, aby zrozumieć teraźniejszość, i trzeba znać ją wyjątkowo szczegółowo. Jak na razie biologia, podobnie jak historia, nie dysponuje jeszcze teorią mającą moc przewidywania. Powody są takie same: obie dziedziny są dla nas ciągle jeszcze zbyt złożone. Moglibyśmy lepiej poznać samych siebie, gdybyśmy zrozumieli inne przypadki życia. Badania nad pojedynczym przykładem pozaziemskiego życia, nieważne jak skromne, pozwoliłyby biologii wyzbyć się zaściankowości.

Po raz pierwszy biolodzy dowiedzieliby się, jakie inne formy życia są możliwe. Mówiąc, że poszukiwanie życia gdzie indziej jest ważne, nie twierdziliśmy, że będzie łatwe.

Jak na razie głos życia słyszymy tylko na jednym małym świecie, naszym, ale wreszcie zaczęliśmy nasłuchiwać innych głosów w kosmicznej fudze.

 

* Okazuje się, że kod genetyczny nie jest identyczny we wszystkich częściach organizmów żyjących na Ziemi. Znanych jest przynajmniej kilka przypadków, w których skopiowanie informacji zawartych w DNA do białka mitochondrium wymaga innej księgi kodów niż ta, którą posługują się geny w jądrze tej samej komórki. To wskazuje na długą ewolucyjną separację kodów genetycznych mitochondrium i jądra i potwierdza pogląd, że mitochondria były kiedyś swobodnie żyjącymi organizmami, włączonymi do komórki na zasadzie symbiotycznego związku przed miliardami lat. Odkrycie i ujawnienie wyrafinowania tej symbiozy jest, przypadkowo, jedną z odpowiedzi na pytanie o to, czym zajmowała się ewolucja pomiędzy powstaniem komórki a gwałtownym rozkwitem wielokomórkowych organizmów w kambryjskiej eksplozji.

 

Tekst pochodzi z książki Kosmos (Wydawnictwo Zysk i S-ka). Tłumaczenie: Maria Duch, Bronisław Rudak.

Data publikacji:

Carl Sagan

Urodził się w 1934 r. na nowojorskim Brooklynie jako syn emigranta z Kamieńca Podolskiego na Ukrainie. Wybitny astrofizyk, astronom i astrobiolog. Twórca głośnej serii dokumentalnej „Cosmos: A Personal Voyage”. Nagrodzony Pulitzerem autor książek popularnonaukowych o kosmosie (m.in. „Kosmos”; „Błękitna kropka. Człowiek i jego przyszłość w kosmosie”) i o ewolucji ludzkiej inteligencji („Rajskie smoki”). Jego jedyna powieść „Kontakt” doczekała się ekranizacji w reżyserii Roberta Zemeckisa. Sagan był pomysłodawcą nagrania dla obcych cywilizacji płyty z informacjami o życiu i kulturze na Ziemi – umieszczonej w 1977 r. w sondzie Voyager 1. Wieloletni współpracownik NASA w ramach misji kosmicznej Mariner na Wenus oraz uczestnik badań nad Marsem i Jowiszem. Naukowo był związany z Cornell University. Prywatnie zapalony orędownik legalizacji marihuany. Zmarł w 1996 r. w Seattle. Jego imieniem nazwano jeden z kraterów na Czerwonej Planecie.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!