Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Historia zna wiele przypadków, gdy za pomocą prowokacji i tajnych operacji – określanych dziś ...
2019-04-17 23:59:00
Prawdziwa historia fake newsów

Dobry pretekst do wojny

Dobry pretekst do wojny
Dobry pretekst do wojny

Czyta się 4 minuty

W 1788 r. wojska rosyjskie, wysłane przez carycę Katarzynę II, zaatakowały Szwedów. A dokładnie szwedzki posterunek graniczny koło miejscowości Puumala (dziś leżącej w granicach Finlandii). Wieść o carskiej agresji lotem błyskawicy dotarła do Sztokholmu.

Tamtejszy parlament nie szczędził królowi Gustawowi III ani zachęt, ani pieniędzy, by bronił kraju przed rosyjskimi zakusami. Po latach okazało się, że rosyjskie mundury żołnierzy, którzy zaatakowali Szwedów pod Puumala, wyszły spod igieł… krawców z Królewskiej Opery Szwedzkiej. Czyli to nie Katarzyna II była agresorem! To sam szwedzki król postanowił zainscenizować pograniczny incydent, by zmusić parlamentarzystów do wojny, jakiej oni nie chcieli, a której on tak pragnął! Fake news zrobił swoje. Szwedzi murem stanęli za swoim królem w obronie ojczyzny…

Historia zna więcej takich przypadków, gdy za pomocą prowokacji i tajnych operacji – określanych dziś jako akcje przeprowadzane „pod fałszywą flagą” – powstają i rozprzestrzeniają się wiadomości wielce użyteczne dla propagandy kraju, który właśnie prze do wojny.

Bismarck i Himmler

13 lipca 1870 r. król Prus Wilhelm I wysłał z Bad Ems niepozorną depeszę do kanclerza Ottona von Bismarcka. Informował w niej, że odbył poranną rozmowę z ambasadorem francuskim w sprawie konfliktu prusko-francuskiego wokół kandydatury do tronu hiszpańskiego. Natrętny dyplomata nieco go poirytował swoimi żądaniami, ale obie strony rozstały się bez gniewu. Tymczasem Bismarck opublikował w prasie depeszę od króla, jednakże w okrojonej i prowokacyjnej formie. Dla przeciętnego Niemca wynikało z niej, że ambasador obraził Wilhelma I. Francuzi odnieśli zaś wrażenie, że to Prusak niesłusznie zrugał ich dyplomatę. Efekt? Obruszona Francja wypowiedziała wojnę Prusom. I o to właśnie chodziło Bismarckowi. Dobrze wiedział, co robi. Chciał „depeszą emską” podgrzać atmosferę, a jednocześnie nie wyjść na tego, kto rozpoczyna wojnę.

Z bardziej skomplikowanych i brutalnych scenariuszy niż ten Bismarcka korzystali prawie 60 lat później hitlerowcy. W 1939 r. przygotowali oni serię akcji dywersyjnych pod kryptonimem operacja „Himmler”. Jedną z nich była tzw. prowokacja gliwicka. 31 sierpnia grupa esesmanów udających polskich powstańców śląskich wdarła się do niemieckiej radiostacji w przygranicznych Gliwicach. Tam napastnicy nadali krótki komunikat: „Uwaga! Tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach”. W innych miejscach w ramach operacji „Himmler” Niemcy zainscenizowali rzekome ataki żołnierzy II RP. W rzeczywistości byli to więźniowie obozów koncentracyjnych przebrani w polskie mundury, a następnie zastrzeleni przez hitlerowców. Resztę dopowiedziała hitlerowska propaganda, która miała uzasadnić nadchodzący atak Hitlera na Polskę. A także pokazać światu, że to Polacy są agresorami, którym cywilizowane kraje – jak Francja czy Wielka Brytania – nie powinny wcale pomagać, mimo sojuszniczych zobowiązań.

Amerykański sen o potędze

Także Amerykanie, pozujący na obrońców demokracji i praworządności, wielokrotnie korzystali z fake newsów przy budowie swojej światowej potęgi. 18 lat po „depeszy emskiej” dużo bardziej prostacko od Bismarcka jankesi rozpoczęli wojnę z Hiszpanią. Oto 15 lutego 1898 r. w porcie w Hawanie poszedł na dno amerykański okręt USS „Maine”. Razem z nim morskie odmęty pochłonęły 266 marynarzy. Kuba była wówczas rozdartą niepokojami społecznymi hiszpańską kolonią, o której prawa Waszyngton zresztą lubił się upominać. Dlatego po zatonięciu USS „Maine” amerykańska prasa podniosła krzyk, że okręt został zatopiony przez hiszpańską minę lub torpedę. Dwa miesiące później USA wypowiedziały Hiszpanii wojnę. Propaganda wojenna podkreślała, że trzeba pomścić śmierć nieszczęsnych marynarzy. Dopiero w 1976 r. komisja amerykańskiej floty wojennej przyznała, że przyczyną katastrofy okrętu był wybuch po samozapłonie węgla w pomieszczeniach z paliwem. Co odważniejsi publicyści podejrzewają nawet, że był to nie tyle samozapłon, ile celowy sabotaż amerykańskich agentów mający przekonać opinię publiczną w USA, że wojna z Hiszpanią jest niezbędna.

Podobne podejrzenia żywiono zresztą także w roku 1941 po japońskim nalocie na Pearl Harbor. Istnieją przesłanki, że prezydent USA Franklin Delano Roosevelt mógł się spodziewać tego ataku, bazując na informacjach wywiadu. Bardzo jednak chciał przekonać izolacjonistycznie nastawionych Amerykanów, że należy przystąpić do wojny przeciw państwom Osi. Dlatego dopuścił do japońskiego ataku, a potem skorzystał z oczywistego wzrostu prowojennych nastrojów w USA. Już wcześniej straszył rodaków, że jest w posiadaniu tajnej hitlerowskiej mapy pokazującej, jak Trzecia Rzesza zamierza podzielić w przyszłości Amerykę Południową. Ta mapa była fałszywką, dostarczoną przez Brytyjczyków już toczących wojnę z Hitlerem. Roosevelt najwyraźniej w to nie wnikał – uznając pewnie, że cel uświęca środki. A kiedy nie wypalił fake news z mapą, z „pomocą” przyszli Japończycy. Wystarczyło pozwolić im zaatakować.

Wiele wskazuje, że także wojna w Wietnamie została eskalowana przez fake news. Chodzi o incydenty w Zatoce Tonkińskiej na początku sierpnia 1964 r. „Podczas rutynowego patrolu na wodach międzynarodowych amerykański niszczyciel USS Maddox został bez uzasadnienia zaatakowany” – stwierdził sekretarz obrony USA Robert McNamara. „To była otwarta agresja na pełnym morzu” – grzmiał prezydent Lyndon Johnson. Tak naprawdę raporty zostały sfałszowane, a strzelanina stała się pretekstem do zwiększenia zaangażowania USA w walkę z komunistycznym Wietnamem Północnym. Nutą optymizmu napawa jedynie fakt, że te machlojki udało się po latach ujawnić. Ale o ilu prowokacjach i operacjach „pod fałszywą flagą” w ogóle nie wiemy? Zwłaszcza w czasach, gdy amerykańskie tajne służby potrafią zajrzeć nam w komputer, komórkę, a czasem nawet do łóżka? A specjaliści z innych krajów – zwłaszcza z posowieckiej Rosji – także nie próżnują, tocząc rozmaite wojny hybrydowe, w których fake newsy stanowią potężny oręż?
 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!