pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

 

Halo, tu "Przekrój", Twoja lektura na jesienne dni, a w niej wszystko: od literatury po rozrywkę. Przesyłki na terenie Polski są (nadal!) darmowe, więc nie zwlekaj dłużej!

Kup numer jesienny

Jesienią działaj z głową. Jesienny numer kwartalnika możesz zamówić z dostawą do domu i w zestawie z zeszytem krzyżówek. Przesyłki na terenie Polski są (nadal!) darmowe.

Kup numer jesienny z krzyżówkami
Przekrój
Lubimy bywać wśród roślin i myśleć, że w ten sposób nawiązujemy kontakt z przyrodą. Ale rośliny ...
2020-03-20 10:00:00
Dlaczego potrzebujemy ogrodów

Lubimy bywać wśród roślin i myśleć, że w ten sposób nawiązujemy kontakt z przyrodą. Ale rośliny też potrafią nawiązać kontakt z czymś, co kryje się głęboko w nas – przekonuje neurolog i pisarz Oliver Sacks.

Czyta się 5 minut

Jako autor uważam, że ogrody stanowią zupełnie zasadniczy element pracy twórczej, jako lekarz zaś przy każdej sposobności staram się zapewniać moim pacjentom możliwość wyjścia do ogrodu. Każdy, kto kiedykolwiek przechadzał się pośród bujnej roślinności albo wędrował przez pustynię wyrwaną z czasu, kto szedł brzegiem rzeki lub oceanu albo wspinał się w górach, zna towarzyszące temu uczucie spokoju, a zarazem ożywienia i pobudzenia umysłowego. Ciało i duch zaznają odnowy. Z punktu widzenia zdrowia jednostki i w ogóle zdrowia publicznego tego rodzaju stany psychologiczne są niezwyk­le ważne. Praktykuję medycynę od 40 lat i mogę stwierdzić, że oprócz leków istnieją tylko dwie niezawodne rzeczy o kolosalnym znaczeniu dla pacjentów z przewlekłymi chorobami neurologicznymi: muzyka i ogrody.

O niezwykłości ogrodów przekonałem się bardzo wcześnie, jeszcze przed wojną, kiedy moja matka (a może była to ciotka Len?) zabrała mnie do wspaniałego ogrodu botanicznego w Kew. W naszym przydomowym ogródku rosły paprocie, ale były zupełnie zwyczajne i nie mog­ły się równać z takimi gatunkami, jak Cyathea dealbata, z paprociami wodnymi, z Hymenophyllum ani z olbrzymkowcami. Wszystko to pierwszy raz zobaczyłem właśnie w Kew. Tam też ujrzałem olbrzymie pływające liście wiktorii amazońskiej i – jak wiele dzieci z mojego pokolenia – zostałem nawet posadzony na jednym z nich.

Kiedy studiowałem w Oksfordzie, zachwycił mnie tamtejszy ogród botaniczny, jeden z pierwszych otoczonych murem ogrodów w Europie. Lubiłem wyobrażać sobie, że Boyle, Hooke, Willis [trzech XVII-wiecznych naukowców: Robert Boyle, chemik i fizyk; Robert Hooke, przyrodnik; Thomas Willis, lekarz anatom – przyp. red.] oraz inni wybitni uczeni przechadzali się po nim w XVII w., pogrążeni w myślach.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Ilekroć jestem w podróży, staram się odwiedzać miejscowe ogrody botaniczne. Uważam, że odzwierciedlają one swoje epoki i swoje kultury. Są żywymi muzeami, bibliotekami roś­lin. Takie uczucie towarzyszyło mi choćby w pięknym XVII-wiecznym Hortus Botanicus w Amsterdamie, rówieśniku swej sąsiadki – Synagogi Portugalskiej. Spinoza zapewne znajdował szczególną przyjemność w tym ogrodzie, gdy wykluczono go z gminy żydowskiej. Kto wie, może jego koncepcja Deus sive Natura była po części inspirowana odwiedzinami w Hortus Botanicus?

Ogród botaniczny w Padwie jest jeszcze starszy: jego historia sięga lat 40. XVI w., a projekt wywodzi się ze średniowiecza. Właśnie tutaj Europejczycy ujrzeli pierwsze rośliny przywiezione z Ameryk i z Orientu – dziwniejsze, niż mogliby sobie wyobrazić w najbardziej szalonych marzeniach. Goethe, obserwując rosnącą w padewskim ogrodzie palmę, stworzył swoją teorię metamorfozy roślin.

Gdy jeżdżę nurkować na Kajmany, Curaçao albo na Kubę, również odwiedzam ogrody botaniczne będące odpowiednikami cudownych podwodnych ogrodów, które podziwiam dzięki akwalungowi.

Od 50 lat mieszkam w Nowym Jorku i są momenty, kiedy tylko ogrody czynią to miasto znośnym. To samo mogliby powiedzieć moi pacjenci. Pracując w szpitalu Beth Abraham, opodal Nowojorskiego Ogrodu Botanicznego, odkryłem, że chorzy, którzy spędzili całe lata zamknięci na oddziale, uwielbiali wizyty w ogrodzie bardziej niż cokolwiek innego. Szpital i ogród jawiły im się jako dwa różne światy.

Nie potrafię stwierdzić dokładnie, w jaki sposób przyroda wywiera swój łagodzący, porządkujący wpływ na nasze mózgi. Wiele razy widziałem jednak na przykładzie moich pacjentów lecznicze, regeneracyjne działanie ogrodów, przy czym dotyczy to również osób z poważnymi niepełnosprawnościami neurologicznymi. Bywa, że pobyt na łonie natury przynosi o wiele lepsze efekty niż jakikolwiek środek farmaceutyczny.

Mój przyjaciel Lowell ma umiarkowanie poważny zespół Tourette’a. W mieście, pośród typowego zgiełku i ruchu, codziennie występują u niego setki tików. Lowell mruczy, podskakuje, kompulsywnie dotyka rzeczy. Jakież było zatem moje zdziwienie, kiedy pewnego dnia wędrowaliśmy przez pustynię i uświadomiłem sobie, że wszystkie objawy przyjaciela zupełnie zniknęły. Odludność, „beztłoczność” scenerii w połączeniu z nieuchwytnie kojącym oddziaływaniem przyrody sprawiły, że tiki ustały i Lowell stał się „normalny”, przynajmniej na pewien czas.

Stara kobieta cierpiąca na parkinsona, którą poznałem na wyspie Guam, często w ogóle nie mogła zrobić zamierzonego ruchu. To typowy objaw. Ale kiedy zabraliśmy ją do ogrodu, gdzie rośliny i skały zapewniały różnorodny pejzaż, tak bardzo ją to pobudziło, że zdołała sama, bez żadnej pomocy, wspinać się po kamieniach, i to w nader żywym tempie.

Mam wielu pacjentów z zaawansowaną demencją lub z chorobą Alzheimera, którzy w niewielkim stopniu orientują się w swoim otoczeniu. Zapomnieli, jak się wiąże buty i jak obchodzić się ze sztućcami (albo nie mają dostępu do pamięci, która umożliwiłaby im wykonywanie tych czynności). Jeżeli jednak zaprowadzić ich do rabatki kwietnej i dać im sadzonki, od razu wiedzą, co robić. Nigdy nie widziałem na przykład, żeby pacjent próbował zasadzić roślinkę do góry nogami.

Moi pacjenci z reguły mieszkają w domach opieki albo w ośrodkach zajmujących się osobami przewlekle chorymi. Fizyczne środowisko tego rodzaju placówek ma absolutnie fundamentalne znaczenie. W niektórych ośrodkach dba się o odpowiednie projektowanie przestrzeni. Weźmy choćby szpital Beth Abraham w Bronksie, gdzie pierwszy raz zetknąłem się z pacjentami mającymi objawy parkinsonizmu na skutek śpiączkowego zapalenia mózgu (opowiadałem o nich w książce Przebudzenia). W latach 60. był to pawilon otoczony wielkim ogrodem, szpital jednak rozrastał się i ogród, praktycznie rzecz biorąc, zniknął. Na szczęście zachowano centralne patio z roślinami doniczkowymi. Dla pacjentów odgrywa ono pierwszorzędną rolę. Są tam również specjalne, umieszczone wysoko grządki, dzięki czemu osoby niewidome lub na wózkach inwalidzkich mogą bez trudu wąchać i dotykać rośliny. (…)

Bez wątpienia przyroda potrafi nawiązać kontakt z czymś, co kryje się głęboko w nas. Biofilia, czyli miłość do natury i żywych istot, oraz hortofilia – pragnienie pielęgnowania roślin – to zasadnicze elementy kondycji ludzkiej. Obcowanie z przyrodą ma ogromne znaczenie dla zdrowia i dla procesów leczenia. Powinno się o tym pamiętać, skoro tylu ludzi pracuje godzinami w biurach bez okien, tyle osób mieszka w dzielnicach pozbawionych terenów zielonych, tyle dzieci uczy się w miejskich szkołach i tylu pacjentów przebywa w domach opieki. Przyroda oddziałuje nie tylko na nasze emocje i naszego ducha, lecz także na ciało i układ nerwowy. Jes­tem przekonany, że przyczynia się do głębokich zmian w fizjologii móz­gu, a może nawet do zachodzących w nim zmian strukturalnych.

Daniel Mróz – rysunek z archiwum, nr 521–522/1955 r.
Daniel Mróz – rysunek z archiwum, nr 521–522/1955 r.

Tłumaczył Jan Dzierzgowski

Tekst pochodzi z tomu Everything in Its Place: First Loves and Last Tales (2019).

 

Piątka dla PRZEKROJU? A może dziesiątka? Wspierając Fundację PRZEKRÓJ, wspierasz rzetelność, humor i czar.

* Pola wymagane

Data publikacji:

Oliver Sacks

Neurolog, historyk nauki, wykładowca na Columbia University. Zasłynął jako autor kilkunastu książek, w których opisywał niezwykłe przypadki swoich pacjentów (m.in. „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem”, „Halucynacje”), a także własne doświadczenia i schorzenia. Zmarł w wieku 82 lat, pięć lat temu. Stale ukazują się jego całkiem nowe książki.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!