Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
PRZEPOLACY
Adam Węgłowski

Człowiek, który ostrzelał UFO

Człowiek, który ostrzelał UFO

Polski pilot musiał najpierw zaatakować niemieckie miasto, a potem… zmierzyć się z Obcymi.

Słynny komiksowy Kapitan Ameryka walczył z hitlerowcami. Porucznik Sobiński – postać zupełnie autentyczna – był lepszy: niestraszni mu byli ani Niemcy, ani nawet… Obcy. Tym bardziej, że podczas drugiej wojny światowej trudno było odróżnić jednych od drugich!

"Czarownica" – jeden z samolotów, którym latali Polacy z Dywizjonu 301
"Czarownica" – jeden z samolotów, którym latali Polacy z Dywizjonu 301

Tak stało się po alianckim nalocie na Niemcy 25 marca 1942 r. Znad zbombardowanego Essen w Zagłębiu Ruhry wracały wtedy m.in. maszyny polskiego 301. Dywizjonu Bombowego Ziemi Pomorskiej „Obrońców Warszawy”, działającego w ramach brytyjskiego RAF-u. Za sterami jednego z bombowców B-24 Liberator siedział 26-letni pilot Roman Sobiński. Kiedy przelatywał nad jeziorem IJsselmeer (zatoka Zuiderzee) w Holandii, zdarzyło się coś dziwnego. „Strzelec pokładowy zakomunikował mu, że leci za nimi świetlisty dysk w kolorze pomarańczowym. Po wielu manewrach, których celem było zgubienie dysku, Sobiński rozkazał strzelcowi otworzyć ogień: wydawało się, że wiele pocisków trafiło w dysk, ale bez skutku, mimo że obiekt ten stanowił dobry cel, gdyż znajdował się w odległości tylko 150 m” – pisał Jerzy Prokopiuk, przypominając to wydarzenie we wstępie do książki Carla Gustava Junga Nowoczesny mit, poświęconej fenomenowi UFO.

Kanonada Polaków nie przyniosła najmniejszego rezultatu. A po kilku minutach, jak gdyby nigdy nic, świetlisty obiekt przyspieszył do niewiarygodnej prędkości i zniknął z pola widzenia…

Na pierwszej linii

Alianci nazywali te dziwne świecące kule, niezidentyfikowane obiekty latające – foo fighters. Nie wiedzieli, z czym mają do czynienia. Podejrzewali, że może to być tajna broń Niemców lub nawet Japończyków. Oto miesiąc przed incydentem z udziałem Sobińskiego doszło bowiem do tzw. bitwy o Los Angeles – Amerykanie wypatrzyli nad kalifornijską metropolią gigantyczny świecący obiekt. Artyleria przeciwlotnicza zasypała go lawiną pocisków, ale przybysz niespecjalnie się tym przejmował. Polatał, polatał i zniknął gdzieś nad oceanem.

Halifax W7773 – jeden z samolotów, którym latali Polacy z Dywizjonu 301
Halifax W7773 – jeden z samolotów, którym latali Polacy z Dywizjonu 301

I nie był to pierwszy znany raport o dziwnych świetlnych kulach lub dyskach podczas drugiej wojny światowej. Pierwszej takiej obserwacji dokonał... Polak. Marynarz nazwiskiem Doroba, pełniący wachtę na pokładzie statku transportowego SS „Pułaski” we wrześniu 1941 r. Nocą, na trasie z Dakaru do Suezu, zauważył kulę towarzyszącą okrętowi. Brytyjczycy powiadomili o incydencie swój wywiad, ale zagadki świetlistego obiektu nie rozwiązali.

Wygląda na to, że Polacy, chcąc nie chcąc, znaleźli się na pierwszej linii walki z foo fighters. Pozostaje mieć nadzieję, że Obcy wykazali zrozumienie dla Sobińskiego i jego załogi, gdy zasypała latający talerz ołowiem. Strach pomyśleć, co w odwecie mogliby zrobić Obcy, którzy stworzyli pojazd zdolny poruszać się z prędkością 100 000 km/h – bo tak podobno oszacował szybkość ucieczki UFO polski pilot.

Skromny bohater

Człowiek, który nie wystraszył się foo fighters, dożył końca wojny. Za wojenne zasługi dostał Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari. Powrót do opanowanego przez komunistów kraju najwyraźniej Sobińskiemu nie odpowiadał, bo wyjechał do Ameryki Północnej. Tam m.in. wygłaszał pogadanki o roli polskich sił zbrojnych w drugiej wojnie światowej.

Porucznik Roman Sobiński
Porucznik Roman Sobiński

Niewiele wiadomo o jego późniejszym życiu. Nic nie wskazuje jednak, aby specjalnie interesowały się nim amerykańskie tajne służby. Ale może nie wiemy wszystkiego? Ciekawe, że o Sobińskim mało pisano, choć żył do 1995 r. Trudno też o relacje jego załogi z incydentu nad Holandią. Na dodatek w pojawiających się nielicznych artykułach nazwisko polskiego pilota było często przekręcane na Sabiński. Pewnie to tylko przypadek, ale... W ten sposób można było pomylić lotnika z polskim sportsmenem Romanem Sabińskim – członkiem hokejowej reprezentacji na igrzyskach w Lake Placid w 1932 r. – po którym ślad zaginął po drugiej wojnie światowej. „Z tym Sobińskim i Sabińskim to typowa dezinformacja tajnych służb!” – powie dlatego niejeden z fanów Z Archiwum X, uczulonych na „ludzi w czerni”. W końcu superbohaterów trzeba chronić. Nic im tak nie szkodzi, jak brak dyskrecji.

Data publikacji: