Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
zagajnik
Łukasz Łuczaj

Barwinki i choinki

Barwinki i choinki
Barwinki i choinki

Zima to czas głodu zieloności. Stąd w Polsce taki kult roślin zimozielonych. W moim lesie różne wspaniałe okazy drzew zrzucających liście rosną nietknięte, tymczasem nie daj Boże posadzić różanecznik, ostrokrzew czy tuję – większość z nich znika, aby pojawić się w ogrodach okolicznych mieszkańców.

Dzięki ociepleniu klimatu coraz łatwiej hodować u nas rośliny zimozielone. Jedną z nich jest angielski symbol Bożego Narodzenia – ostrokrzew pospolity (Ilex aquifolium). Na Wyspach dekoruje się nim domy i bożonarodzeniowe ciasta. Żeńskie okazy tego uzbrojonego w kłujące liście drzewa mają szczególny urok, bo są obsypane czerwonymi jagodami. Co ciekawe, naturalne stanowiska ostrokrzewu dochodzą prawie do granic Polski, do okolic Szczecina. Roślina ta źle znosi dłuższe okresy mrozów – na skutek tego wysycha w słoneczne dni – i dlatego w Polsce dobrze rośnie tylko w miejscach osłoniętych od słońca i wiatru, najlepiej w półcieniu drzew iglastych. Na szczęście otrzymano jej mieszańce z odporniejszymi na mróz gatunkami. Najpopularniejszy z nich to ostrokrzew Meservy Ilex meserveae (krzyżówka ostrokrzewu pospolitego z sachalińskim Ilex rugosa), który świetnie sprawuje się nawet na mroźnym Podkarpaciu. To piękna roślina!

Inną zimozieloną rośliną, tym razem już krajową, jest barwinek pospolity (Vinca minor). Występuje u nas tu i ówdzie w lasach – w stanie dzikim jest pod ochroną. Od dawna uprawia się go w ogrodach. Barwinkiem przyozdabia się koszyki wielkanocne, dawniej upiększano nim także dekoracje weselne i pogrzebowe. Polscy chłopi używali go do leczniczych okadzeń, a nalewką z barwinka na winie smarowano kołtun, aby się go pozbyć. Do dziś roślinę tę szczególnym kultem otaczają Łemkowie. 

Jednak najważniejszym drzewem w zimowej porze jest choinka. Pierwsze drzewa choinkowe ozdobione świecidełkami i łakociami odnotowano na początku XVII w. w Strasburgu. W Polsce pojawiły się w czasach zaborów, spopularyzowane przez Niemców.

Za choinkę najczęściej służy świerk, ale u mnie na Podkarpaciu ulubionym drzewem jest jodła, która ma mniej kłujące gałązki i według ludności wolniej zasycha. Może to jednak wynikać z tego, że w tym regionie jodła dominuje nad świerkiem. W młodości rośnie ona wolniej, więc promuje się świerk, a za wycinanie jodeł leśnicy dają srogie mandaty. Obecnie można też kupić bardzo piękne choinki z wyhodowanych w szkółkach świerków „srebrzystych” (inaczej świerków kłujących) Picea pungens czy z bardzo zgrabnej i zwartej jodły koreańskiej Abies koreana. Widywałem też choinki z daglezji. Ale są regiony Polski, gdzie używa się zwykłej sosny.

Kto kocha las, powinien przyozdobić choinkę innymi jego płodami. Najlepiej nadadzą się do tego, wciąż wiszące na drzewach i krzewach, owoce jarzębiny i róży. Można zrobić z nich kolorowy sznur, który świetnie zastąpi sklepowe świecidełka. Takie improwizowane łańcuchy wykonuje się też z suszonych śliwek, grzybów, moreli, talarków jabłek.

Jak jeszcze można wykorzystać stojącą w domu żywą choinkę? Otóż z gałązek jodły i świerka przyrządza się pyszną herbatę. Ma ona co prawda właściwości moczopędne, ale też piękny odświeżający zapach. Podróżnicy wędrujący zimą przez tajgę gotowali właśnie taki napój. Nazywano go w Rosji tajożnym czajem.
O tym, co należy uczynić z wyschniętą już choinką świąteczną, dowiedziałem się przypadkiem, kiedy próbowałem pozbawiony igieł kikut wyrzucić na kompost. Mój sąsiad oburzył się bardzo! Otóż z kikuta choinki w mojej wsi na Podkarpaciu robi się mątewkę. Jest to nieskomplikowane, ale użyteczne narzędzie, za pomocą którego można mieszać pranie, ziemniaki dla świń albo ciasto na chleb. Łatwo je wykonać: kikut choinki przycinamy tak, żeby zostawić jedynie około 10–20 cm gałązek wystających z pnia. 

A co, jeśli nie pieczemy chleba i nie hodujemy świń, a pranie robi za nas pralka automatyczna, więc posiadanie mątewki nie należy do naszych najpilniejszych potrzeb? Przechowajmy ją do kolejnych świąt – w sam raz nada się na prezent dla sąsiada.

 

Data publikacji:

Łukasz Łuczaj

Etnobotanik, propagator dzikich ogrodów, eksplorator smaków dzikiej kuchni. Profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego, doktor habilitowany biologii. Prowadzi badania etnobotaniczne w Chinach, na Bałkanach i Kaukazie. Mieszka i tworzy w małej wiosce na Pogórzu Dynowskim.