pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca - 13 kwietnia udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie. Zapraszamy do czytania i słuchania audio z bieżącego numeru! Przeczytaj wiosenny numer

W związku z zamknięciem wielu punktów sprzedaży prasy, zapraszamy do kupienia papierowej wersji numeru wiosennego w cenie okładkowej, bez dodatkowych kosztów przesyłki. Kup wiosenny numer

Przekrój
Z muzeum skradziono miotełkę do płaszcza Zygmunta Augusta. Czy uda się Wam znaleźć sprawcę? Autorem ...
2019-12-06 10:00:00
zagadka kryminalna

Zimno jak w muzeum

Zimno jak w muzeum

Posterunkowy Lenz przy­szedł do muzeum po raz pierwszy i wcale mu się nie podobało. W ten grudniowy dzień w korytarzach surowego gmachu panowało nie mniejsze zimno niż na zewnątrz. Puste gabloty przypominały sklep jubilera po skoku nieuchwytnego gangu Motyki.

Czyta Alicja Czerniewicz

– No więc skradziono pewnie hurtem obrączki złote nieznakowane, bo najlepiej idą, bardzo mi przykro. – Policjant wyjął notes. – Do tego zabrali, co tam było luzem, żeby dwa razy nie chodzić. Na przetop, ale proszę się nie martwić, chyba że nieubezpieczone… Pan dyrektor na pewno ma wykaz.

– Zaginął tylko jeden artefakt – odparł okularnik z bujną siwą fryzurą. – Bezcenny!

A zatem Lenz wykręcił numer do komisarza Maciejewskiego.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Kierownik wydziału śledczego przybył z czerwonym nosem. Z trudem oderwał od dolnej wargi przymarzniętego papierosa, taki był ziąb. Mimo to na tyłach muzeum kłębiły się jak robactwo pierwszaki z sąsiedniej szkoły powszechnej szarytek. Przeszkadzając sobie nawzajem, lepiły wielkiego bałwana, a zakonnica odcinająca się od śniegu czarnym habitem bezustannie liczyła podopiecznych i chyba jej się z grubsza zgadzało.

Dyrektorowi niestety nie.

– Miotełka do płaszcza Zygmunta Augusta! – wykrzykiwał roztrzęsiony. – Leżała na biurku! Czy pan wie, że właśnie tą miotełką odkurzano królewski płaszcz przed uroczystym podpisaniem unii lubelskiej?! Cudownie odnalazła się w naszym zamku w śmieciach z drugiej połowy XVI w. i właśnie ją katalogowałem.

Lenz zawsze myślał, że w muzeach trzyma się skarby narodowe, a nie stare rupiecie, które król sam wyrzucił na śmietnik. Nic jednak nie powiedział, by nie przeszkadzać komisarzowi w rozpytaniu świadków.

Jak zwykle w takich sytua­cjach nikt nie widział żadnego złodzieja. Muzeum było jeszcze w trakcie organizacji i nieotwarte dla publiczności, więc nie przesadzano z ostrożnością. Oprócz dyrektora, kustosza i dwóch asystentek nikt nie kręcił się po korytarzach. Właściwie prawie nikt, bo tylnym wejściem wpuszczono na chwilę zakonnicę z dwójką urwisów. Cali umazali się węglem i siostra prosiła o dostęp do łazienki. Zakonnica i asystentki nabiegały się za nimi po wszystkich pokojach, zanim umyły ich przemocą.

– Zakonnica! W powieściach złodziejki zawsze przebierają się za zakonnice – stwierdził dyrektor tonem eksperta. A może tylko był antyklerykałem. – Ile to się zmieści pod takim habitem!

Na prośbę Maciejewskiego panowie zrewidowali się nawzajem, podobnie panie asystentki. Przeszukały też szarytkę.

– Trzeba postawić posterunki na rogatkach! I posłać agentów policyjnych na dworzec! Zrewidować wszystkich wyjeżdżających z miasta! – głoś­no komenderował dyrektor, a Maciejewski otworzył okno i zapalił papierosa.

Korzystając z chwilowej nieobecności zakonnicy, pierwszaki porzuciły lepienie bałwana. Chłopcy ciągali za warkocze dziewczynki, te zaś nacierały im gęby śniegiem. Uznał, że być może coś będzie z tej dzieciarni, bo bawiła się podobnie jak on przed laty, a przecież wyszedł na ludzi.

– Mam telefonować do wojewody czy zrobi coś pan wreszcie? – warknął na niego muzealnik.

Komisarz spokojnie cisnął niedopałek w śnieżną zaspę i zamknął okno, żeby go nie przewiało.

– Nic nie zrobię, chyba że chce pan zostać pośmiewiskiem całego miasta. Bo jeśli chodzi o królewską miotełkę, to ma ją…

 

Zobacz odpowiedź

ODPOWIEDŹ:

…bałwan. Bałwan musi mieć oczy z węgli, nos z marchewki i miotłę dla powagi, poza przeszukanymi zaś jedynie chłopcy mieli sposobność świsnąć ją z biurka dyrektora. Wychowawco, pamiętaj! Niechęć do higieny i pociąg do psot stanowi niezmienną właściwość uczniów klas niższych.

Data publikacji:

Marcin Wroński

Ur. 1972 r., pisarz. W 2017 r. obchodzi 25-lecie twórczości, mimo że przez pierwsze 15 był wzorcowym przykładem nieudacznika. W związku z tym planował napisać sagę powieściową pt. „Historia nieudaczności”, ale nawet to mu nie wyszło. Popularność i życie z pióra przyniósł Wrońskiemu cykl kryminałów retro o komisarzu Maciejewskim, rozpoczęty w 2007 r. „Morderstwem pod cenzurą”. Za „Pogrom w przyszły wtorek” w 2014 r. zdobył wszystkie możliwe laury dla polskiego autora kryminałów, w tym Nagrodę Wielkiego Kalibru. Jednakże do historii tego zaszczytnego wyróżnienia i tak przejdzie jako najdłużej i najczęściej nominowany. Ostatnio w cyklu ukazał się „Czas Herkulesów” (2017), a na przyszły rok pisarz planuje zbiór opowiadań kryminalnych ze swoim bohaterem, wieńczący jego śledztwa. Podobno dziesięcioletnie pasmo sukcesów zrujnowało autorowi system nerwowy.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!