pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

 

Kup sobie letni spokój. Bez wychodzenia z domu i bez kosztów przesyłki na terenie całej Polski.

Kup numer letni

Numer letni (3/2020) dostępny jest także w pakiecie z numerem wiosennym (2/2020) za dodatkową złotówkę, bez dodatkowych kosztów wysyłki na terenie Polski.

Kup numer letni i wiosenny
Przekrój
W Starym Teatrze w Krakowie wystawili właśnie Antona Czechowa. To znaczy nie wystawili, tylko przeczytali, ...
2020-06-29 00:00:00
Destroix

Żałoba po własnym życiu

Żałoba po własnym życiu
Żałoba po własnym życiu
Czyta się 8 minut

Motto: „– Czemu pani zawsze w czerni? – To żałoba po moim życiu. Jestem nieszczęśliwa” (Anton Czechow, Mewa)

Tą recenzją chcę pożegnać sezon teatru przez szybę. Płakał nikt nie będzie. Co było do obejrzenia, jest już dawno obejrzane, teatr przez Internet szczęśliwie się kończy, bo za przeproszeniem – co to jest za teatr? Odkąd znowu mogę, odważnie przychodzę, ryzykując życiem, na trójwymiarowe sceny z prawdziwą widownią. Klimat jak na wojnie, Jagielski nadaje z frontu (był o nim spektakl 53 wojny w Teatrze Ludowym).

W Starym Teatrze w Krakowie wystawili właśnie Antona Czechowa. To znaczy nie wystawili, tylko przeczytali, i nie w teatrze, tylko w Internecie, ale poza tym się zgadza. Jest Antoni Czechow i jego „dramata”: Wujaszek Wania, zwany w skrócie WW, i Mewa, w skrócie MW. Będzie tego więcej, bo jeszcze Iwanow, rzadko wystawiany, i szlagier szlagierów: Trzy świnki. Wszystko w jednej reżyserii by Agnieszka Glińska. Takie wydarzenia to mogę oglądać nawet na mikrofalówce.

Nie czytają scenicznie Wiśniowego sadu, wystawią go bowiem zupełnie normalnie, co już by zrobili, gdyby nie koronawirus. Wkurza mnie ta epidemia.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

WW

Wujaszek Wania, przy całym szacunku, to dramat przegrywa (kiedyś mówiono: człowieka niespełnionego). Czterdziestosiedmioletni Iwan Wojnicki wciąż mieszka u mamy, a nawet gorzej: u byłego szwagra, i tylko narzeka. Coś mu po drodze nie wyszło, coś się nie udało… Nawet nie da matce broszury poczytać, zaraz musi jej dogadać! Kocha nową żonę swojego byłego szwagra, którą nie mniej kocha lekarz Michał Astrow, przyjaciel rodziny. Wszyscy faceci kochają Helenę. Tak to już bywa z Helenami.

Dramat opiewa na wątki ekologiczne, które naonczas nie tak nazywano. Ustami doktora (czyli niejako ustami samego pisarza, absolwenta medycyny) wypowiada się przeciwko wyrębowi lasu. Czechow szerzył w swych sztukach świadomość środowiskową, więc świadomość współistnienia, szacunek dla Ziemi i ogólnie dla nieludzi. Nic, co nieludzkie, nie było mu obce. Na plakacie reklamującym czytania Czechowa w Starym Wujaszka Wanię symbolizują korony drzew, Mewę – dziób mewy, Trzy siostry – trzy panie, a wschodzące albo zachodzące słońce jest symbolem nie wiem czego.

Wstęp edukacyjny wygłasza tłumaczka Agnieszka Lubomira Piotrowska, ambasadorka autora dramatu, jego „współsprawczyni”. Bardzo mi się to podoba, że pierwszą twarzą spektaklu jest buzia tłumaczki. Od niej wszystko się zaczyna. Teatr, gdy wystawia kanon, spełnia swą misję misyjną i szerzy wartości. Królową wieczoru jest literatura.

Pierwsze wrażenie odniosłem dodatnie. Kolega straszył, że czytanie słabe, więc mu odpisałem: „Co Ty chcesz? Supertetryckie czytando, Boguś, Julek i Dymna dajo radę <3”. Legenda do esemesa: „Julek” oznacza Chrząstowski, „Boguś” znaczy Brzyski, a „Dymna” to Dymna. Bardzo lubię tych aktorów i należę do ich nieformalnego dwuosobowego fanklubu. Wszyscy mają świetną aurę, ciepłą i miłą w odbiorze. Skupiam się zatem na postaci tytułowej i dwóch postaciach pobocznych – i nic pomiędzy, jakby „bohaterów środka” w ogóle nie było. Należą do nich Helena-Jelena, Sonia, Astrow, Sieriebriakow i Maria Wojnicka. Tamtych wolę od tych i przepraszam, że to mówię. Widzowie teatru są jak przedszkolaki, szczerzy i niesprawiedliwi.

Brak scenografii i brak stylizacji. Siedzą w tak zwanych bejzikach, to znaczy po domowemu. Oglądamy słuchowisko, a nie widowisko. Kadr prawie jak z Lupy: wszyscy przy długaśnym stole. I w sumie zagrali jakby spektakl Lupy, coś między WycinkąWyspą uciekinierów. Ktoś tam w tle pierdzi balonem, chyba reżyserka. Lupa bił w bębenek (Miasto snu) lub rzęził do mikroportu (Proces).

Grają tak trochę samopas. Za dobrze ich znam, by nie widzieć numerasów, ich zwyczajnych sposobików. Złe to może nie jest, ale dla etatowego widza sceny narodowej nie ma też zaskoczeń: widzę aktorów w zwyczajnej im pozie, za którą nie ma postaci. Ewa Kolasińska jest tym altem Kolasińskiej. Spektakl zrobiony, niedoreżyserowany.

Wania jest najważniejszy i fabularnie, i obsadowo: i jako postać, i jako aktor. Juliusz Chrząstowski bardzo chce coś grać i, jak zawsze, daje radę, bo to wspaniały artysta. Rzeźbi tym tekstem. Niech zagra Wanię naprawdę, cokolwiek to znaczy! To byłby cudowny spektakl, widzę go oczami duszy, reżyseria Grzegorz Wiśniewski, ach, marzenia. Chrząstowski jest akurat w wieku do zagrania Wani. Wania to przegryw i praszczur inceli, a Chrząstowski jest działaczem, ojcem dzieciom i idolem fanom. Trzy miesiące czekał, żeby coś porządnie zagrać, i gdy zaczął, nie wziął jeńców. Kiedyś zobaczyłem podobny przypadek: Andrzej Plata wrócił wyposzczony po pół roku w gipsie i wybuchł na scenie.

Wojnickiego czyta dziekan nowej krakowskiej szkoły teatralnej (Wydział Aktorski na Fryczu), a Astrowa – dziekan starej (Wydział Aktorski na PWST). Pojedynek dziekanów, nowe kontra old school.

Młode aktorki (Kondrak, Paruszyńska) były skrępowane, do czego też mają prawo, bo się docierają. Jakby grały w maskach, jakby zza przyłbicy. Zrobiłbym podmiankę: Dymna zamiast Kondrak. Serio! Anna Dymna jest na razie młodsza. Kiedyś w Czechowie Starego występowali Anna Dymna, Małgorzata Hajewska, Bartosz Bielenia i Jaśmina Polak… „Piękne kiedyś były czasy” (Płatonow). A u Seweryna starego zagrał Seweryn.

Czytanie sceniczne polega na tym, że kiedy jest pauza w tekście, czytasz na głos „Pauza” zamiast ją po prostu zrobić. W ten sposób uwalono łódzkiego Godota: tam też wypowiadali na głos uwagi o wystawieniu, ale w spektaklu scenicznym, a z Beckettem tak nie wolno; dla reżysera Michała Borczucha zrobić spektakl „po literach”, z zachowaniem integralności utworu, musiałoby być jak czytanie.

Czechow w teatrze jest jak Ewangelia w kościele: aż się chce go słuchać na stojąco jak Alleluja z oratorium Mesjasz Haendla. Bardzo łatwo w nim zabrzmieć niczym cymbał brzmiący.

Wujaszek Wania jest historią o miłości w typie melodramat – o miłości niemożliwej. „Gdy pan mówi o swojej miłości – tępieję” (Jelena). A ile to trzeba, żeby się zaczęli strzelać. Już wiem, po co knajpy w Moskwie mają po dwie szatnie, jedna na płaszcze, druga na giwery.

Obserwacja warsztatowa. W teatrze zawsze marzyłem o swobodzie notowania – żeby sobie siedzieć i notować bez „krępacji”. Ale jeśli ceną za taką swobodę ma być macanie przez szybę, to ja tak nie chcę.

MW

Czytanie sceniczne Mewy przesłuchałem w dwóch podejściach, bo już o 21 YouTube zdjął z „anteny”. Rozumiem, że taki timing ma zasugerować – lub przynajmniej dać wrażenie – że rzecz dzieje się na żywo. Kłamczuszki! Aktorzy! Teatr! Pierwszy raz w życiu czekałem na drugi odcinek, który się okazał tym samym odcinkiem.

Ten czytany spektakl nie jest zoomowiskiem, iwentem na Zoomie: przynajmniej występujący siedzą na tak zwanej kupie, to znaczy w jednej przestrzeni. To już jest namiastka czegoś, jakiegoś teatru. Występuje „czwarta ściana”, zza której patrzą widzowie, czyli zza ekranu, lecz na szczęście tylko tyle, już bez piątej, szóstej ściany, dzielącej aktorów jeszcze w kwietniu, maju.

Tutaj rozstaw inny niż w Wujaszku Wani, właśnie – rozstawiony, aktorzy są posadzeni, lecz nie przy stoliku, każdy na swoim krzesełku frontem do kamery. No, kogo ja widzę! Grzegorz Mielczarek! Czyta Miedwiedienkę, czyli wypowiada pierwsze słowa sztuki, te o „pani zawsze w czerni”. Mielczarek powrócił do miasta Krakowa. Po odejściu ze Słowaka zabawił w stolicy, w Teatrze Polskim u Andrzeja Seweryna (por. Borys Godunow), ale coś go znów przywiało, witamy z powrotem, proszę czuć się jak u siebie.

Arkadinę przeczytała oczywiście Segda. „Oczywiście” dlatego, że jest niekoronowaną królową tego zespołu aktorów. (Za Klaty nie była). Arkadina to aktorka, a do tego znana, czyli naturalne, że gra ją znana aktorka. Rola Arkadiny wymaga nie tylko sławy, ale też odwagi. Irina Arkadina, rola popisowa, wielka, jest również parodystyczna, co już można wyczuć w rymie imienia z nazwiskiem. Ukazuje pewną pustkę tej artystki sceny i w ogóle jest satyrą na zawód aktorki, której się wydaje, że w dowolnym wieku może zagrać podfruwajkę. I były takie przypadki, że prawdziwe Arkadiny rzucały rolami, nie chciały odgrywać swej fikcyjnej siebie. W poprzedniej Mewie Starego Teatru (reżyseria Miśkiewicza) rolę Arkadiny dostała Iwona Bielska, żona dyrektora, wspaniała artystka z darem do komedii, znacie ją ze Smarzowskiego.

Magda Grąziowska jest jakby stworzona do roli Zariecznej, chuda, krucha i urocza, chociaż grafomanię swego fatyganta, Konstantina Trieplewa, przeczytała na poważnie, za mało ironii. Katarzyna Krzanowska boska w roli Maszy, tej panny wiecznie na czarno, w żałobie po samej sobie. Zrobiłbym podmiankę Szymon Czacki – Michał Majnicz, żeby pierwszy grał drugiego (Trigorin Szamrajewa), ale Michał Majnicz już nie uczy „w szkole”, więc dostaje tyły. Mało dostał do mówienia, lecz jak to powiedział! Widać po nim radość, że znów jest coś do zagrania. Wystąpił również w przedstawieniu debiutantki: Freshwater według Virginii Woolf, reżyseria Olga Grzelak.

Narratorką opowieści, czytającą didaskalia, jest Agnieszka Glińska, reżyserka wydarzenia. Przypomniało mi się, gdy czytała poza kadrem, że podobnie wymyśliła w innym krakowskim teatrze. W przedstawieniu Z biegiem lat, z biegiem dni [gdzie jest Pepi] (Teatr im. Słowackiego) uświetnia imprezę swoim czytaniem scenicznym, swoistym postscriptum do całej historii: tutaj Młoda Polska, tańczą i śpiewają, a ona o Holokauście.

W tym czytaniu Mewy nie ma nadekspresji, nie ma „zagrywańska”. Jest najwyżej „grańsko”, ale też nie jakieś bardzo. Mewa jest niejako dokumentem przyrodniczym z backstage’u teatru. O ambicjach, o zazdrościach („spróbuj pochwalić przy niej Duse!”), o „dramatach”, o tym, jak zrobić karierę, o tym, co kariera robi tym, którzy ją robią (przypadek Zariecznej). Mewa to dramat bólu debiutanctwa i nudy rutyny: starym się nie chce, a młodym nie dają. Didaskalia powinna czytać Krystyna Czubówna.

Padło jedno zdanie brzmiące groźnie, profetycznie: „Zgniłe powietrze szkodzi”. Z drugiej strony za to: „Bez teatru się nie da”.

Dopiero przy tym czytaniu rzuciło mi się w uszy, że Trigorin lubi łowić. Jak Paweł Demirski! A obaj są pisarzami. Wędkarstwo to hobby sprzyjające pracy, bo i się wyciszysz, i dasz mózgowi odpocząć, i mózgowi popracować. Najlepsze pomysły przychodzą w kontakcie z wodą, choćby pod prysznicem.

Stary Teatr jakby cierpiał na dwubiegunówkę – z jednej strony dyrekcja, z drugiej rada artystyczna, każdy sobie rzepkę skrobie. Tego teatru jest dwa jak na festiwalu „Dwa Teatry” w Sopocie. Dyrekcja urządza słabe czytanie słabego dramatu w słabej reżyserii (Reduty), a reszta zespołu, niczym królowa angielska, łaskawie tego nie widzi, spuszcza na tę sprawę kurtynę milczenia.

Chciałbym napisać, że nasz teatr narodowy, jeden z dwóch w tym kraju, jest w niedobrym stanie. Chciałbym tak napisać, bo to byłoby cokolwiek, jakiś stan przynajmniej. Ale on jest w żadnym stanie – w braku stanu, że tak powiem. Dryfuje jak plastik na dnie oceanu.

Żeby nie kończyć na smutno, przypomnę tylko, że Monika Strzępka robi właśnie spektakl w Starym, premiera jesienią.


 „Mewa” i „Wujaszek Wania”, czytania sceniczne
tekst: Antoni Czechow, tłumaczenie: Agnieszka Lubomira Piotrowska, reżyseria: Agnieszka Glińska;
Narodowy Stary Teatr w Krakowie

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!