Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Nie podnoście nigdy z wycieraczki porannej gazety! (Tak, wiemy, że to tekst z 1971 r., ale można ...
2017-12-08 00:00:00
Opowiadanie
Wycieńczenie

Nie podnoście nigdy z wycieraczki porannej gazety! (Tak, wiemy, że to tekst z 1971 r., ale można słowo „gazeta” zastąpić smartfonem, a „wycieraczkę” – nocnym stolikiem).

ZAPOWIADA SIĘ NAPRAWDĘ PIĘKNY DZIEŃ. Przez firanki wdziera się światło, zapewne światło słońca. Jestem adwokatem, jestem malarzem, jestem księgowym lub czymś w tym rodzaju, w sumie jestem sobą.

Jestem mężczyzną cieszącym się dobrym zdrowiem i właśnie rozpoczynam dzień.
Budząc się ze snu, wyciągnąłem dostojnie prawe ramię nie przejmując się duchowymi troskami, które rano osaczają nas gwałtownie i pośpiesznie w pracy na naszych przeklętych posadach.

Nie zdążyłem nawet wyciągnąć zupełnie ramienia, gdy usłyszałem dzwonek.

Dzwonek do drzwi.

Najpierw normalny sygnał. Potem drugi dzwonek, mocniejszy i niecierpliwy. Może to list polecony, telegram albo inkasent z elektrowni (i wtedy pomyślałem o melancholii telegrafistek, listonoszy i gońców, którzy przebiegają świat niosąc nasze sprawy, a my nie znamy nawet ich imion). 

Właściwie, któż by to mógł być? – zapytujemy siebie, ponieważ to pytanie jest instynktowne, kiedy słyszy się nieoczekiwanie dzwonek do drzwi. Ale tym razem, prawdę mówiąc, nie widziałem konieczności tak porannej wizyty.

Była zaledwie ósma, czułem szorstkość w przełyku, jak gdybym poprzedniego dnia wypalił cały wulkan. Otworzywszy drzwi ujrzałem typa z przewieszoną przez ramię wielką czarną torbą ze skóry. Niecny dzwonek wzywał po włosku, drin, drin, zrozumiałem więc doskonale.

Od razu moja wspaniała ufność we mnie zniknęła. Świat, który mnie otaczał i który walił się rozszalały jak wodospad Niagara, pochwycił mnie w swoje drapieżne szpony.

Przy tym porwał mnie przeciąg. A dookoła, to z tej, to z tamtej strony, rzeczy przybywające ze świata ocierały się o mnie z niezwykłą szybkością.
W istocie, ile pięknych rzeczy wydarza się każdego dnia; wystrzelenie satelity z przylądka Kennedy’ego, jakiś desperat grozi skokiem z dachu, okazyjna sprzedaż pianina, odrzutowce na niskich wysokościach.

To było w porządku: o ósmej godzinie inkasent z elektrowni, od gazu i od tych wszystkich domowych trików.

Na wycieraczce u drzwi – poranna gazeta, którą dozorczyni położyła uprzejmie jeszcze o świcie.

Ubranie inkasenta było zniszczone, ale czyste i dobrze wyszczotkowane.
Wszedł szybko, zaledwie mnie muskając; radziecki projekt w sprawie Wietnamu, jakiś chłopczyk zabija swoją kuzynkę bawiąc się strzelbą dziadka, auto-zasadzka wybucha zabijając dwóch ludzi, którzy nim jechali, dwieście tysięcy podróżnych zablokowanych przez strajk.

Życzyłem sobie dobrego i wesołego dnia z widokiem na dalekie białe góry, oglądane z okna kuchni, pokrytego śniegiem i słońcem.
Inkasent wszedł, odsunął zasłonę licznika, spojrzał, zanotował, ukłonił się... młoda kobieta napastowana przez włóczęgę w Bogliasco, w Genewie policjant zaatakowany ciosami siekiery, stręczyciel skazany za organizowanie call-girls. Do widzenia panu i wszystkiego dobrego, panie inkasencie od liczników gazu i elektryczności.

Ponad domami rósł ryk syreny, przebijał uszy, opadał. Straż pożarna, pogotowie czy policja? Ogień, krew czy zbrodnia? Potem natychmiast druga syrena.

ŻYLETKA MASZYNKI DO GOLENIA JUŻ NIE BRAŁA, zapomniałem zakupić nowe, na suficie łazienki zauważyłem wilgotną plamę, przypomniało mi się, że powinienem zapłacić rachunek malarzowi. Sąsiad z góry puścił radio na cały regulator, śpiewa Milva. Ojciec z trojgiem dzieci pogrzebani pod gruzami. Kiedy ubierałem koszulę, urwał się guzik przy kołnierzyku (jak zwykle, nitka nadwątlona była super-ekstra środkiem do prania), garnizon południowowietnamski zniesiony przez powstańców.

Na wielkim skrzyżowaniu Placu Republiki znalazłem się w ulicznym korku, z prawa i z lewa nieruchomi ludzie za kierownicą, wszyscy z ogłupiałą miną, zwróceni twarzami w jedną stronę. Jakiś maniak rani żonę, syna i odbiera sobie życie, przewidywany dodatkowy podatek od cukru. A potem wszyscy włączyli klaksony i trąbią bez powodu, w zapamiętałym gniewie...

Daniel Mróz – ilustracja z archiwum, nr 1380 1971 r.
Daniel Mróz – ilustracja z archiwum, nr 1380 1971 r.


Z okna mego biura, dokąd nie dochodzi słońce, widziałem biura oszklonego gmachu z przeciwka, dokąd też nie dochodzi słońce. Na pierwszym, drugim, trzecim piętrze, na wszystkich piętrach siedzący mężczyźni i kobiety brali kartki papieru, zapisywali coś, podnosili do ucha słuchawki telefonów otwierając i zamykając usta, a następnie odkładali słuchawki, by potem znów je podnieść i przyłożyć do ucha otwierając i zamykając usta, a im częściej powtarzali ten manewr, tym bardziej ich nosy były zwieszone, a zmarszczki na ich czołach i wokół ust pogłębiały się w oczach. Uświadomiłem sobie, że ja też siedzę, biorę kartki papieru, podnoszę słuchawkę telefonu i tak dalej, i że wbrew mnie mój nos, czoło, wargi i cała reszta stają się coraz bardziej przejęte.

Lecz kiedy się podniosłem, mogłem zobaczyć również ludzi chodzących ulicą; wydawało się, że wszyscy gorączkowo czegoś szukają. Czego? Być może szukali buchaltera, urzędnika banku, dzielnicowego, dyrektora biura, szefa centrali automatyzacji? Może szukają magazyniera, zecera, eksperta elektrotechnika, doświadczonego przemysłowca, biegłego chemika, przykładnego tkacza. Poszukuje się pierwszorzędnej księgowej, sekretarki, stenotypistki, tłumaczki w wieku dwudziestu, dwudziestu siedmiu czy ośmiu lat?

Usiadłem przed ważną personą, która mnie wezwała. Powiedziałem jej: „Panie dyrektorze, pr...”! Zadzwonił telefon, on odebrał. Kiedy skończył, zdążyłem powiedzieć: „Panie dyrektorze, jest niezbędnym, aby…”. Chciałem powiedzieć „ja”, ale druga połowa pozostała w drodze. Zadzwonił telefon, on odebrał. Kiedy skończył, zdążyłem powiedzieć: „Panie dyrektorze, muszę panu wyjaśnić. Przed dwoma laty...”! Telefon zadzwonił wściekle, on odebrał. Walka powietrzna z chińskimi Migami, żołnierz US Army ze sztyletem w plecach, pięćdziesiąt tysięcy lirów za występ Callas, donosimy z żalem o zgonie doktora Sokratesa de Garibaldis, w dzielnicy Corvetto do wynajęcia bardzo jasne sutereny. Teraz ja chciałem zadzwonić, ale było zajęte. Napad w stanie Minnesota – dziesięć milionów. Błyskawiczna rozmowa z Mediolanu, zazdrosny robotnik dusi swoją żonę podczas jej snu. Próbowałem telefonować, ale było zajęte, zajęte, zajęte...

Kiedy wyszedłem, by wrócić do domu, mój mały samochód, który oczekiwał mnie na końcu ulicy, był tak upstrzony mandatami, że przypominał sprzedawcę horoskopów. Johnson podtrzymuje decyzję kontynuowania, Saragat potwierdza zobowiązania państwa wobec... Jakiś włamywacz rozbija łomem wystawę jubilera. Sprzedaż automatów sprzedających gumę do żucia, słodycze, lody, sprzedaż automatów nowych i używanych. Licytacja samochodu, z którego papież korzystał w Bombaju. Niepokój wśród socjalistów. A wzdłuż całej powrotnej drogi gigantyczna ciężarówka tarasująca ustawicznie szosę.

W domu, Maria poprosiła: „Czy nie zechciałbyś podać mi coca-colę?” Skierowałem się zatem do kuchni, ale przed lodówką ustawiła się już długa kolejka. Musiałem stanąć w ogonku, chociaż byłem gospodarzem. Kilka kobiet śmiało się szyderczo. Za każdym razem, kiedy odpowiedzialny za dystrybucję inspektor generalny otwierał drzwi lodówki, po sumiennym sprawdzeniu dowodów osobistych, zerkałem łakomie czy wystarczy butelek. W kolejce stał pewien korpulentny jegomość, któremu nagle zrobiło się słabo; aby go ocucić, zanieśliśmy go z jednym panem w pobliże okna, gdzie mógł odetchnąć świeżym powietrzem i straciliśmy nasze miejsca w ogonku. Tymczasem rozpadało się na dobre, a ja zapomniałem wziąć z szafy deszczowiec i parasol. Było mi zimno. Biżuteria Lollobrigidy zajęta przez urząd podatkowy, sześcioletnie dziecko porwane i zamordowane przez kidnaperów, porzucony przez tę, którą kochał, zabija ją i potem popełnia samobójstwo. Na ulicy policyjna syrena, za chwilę straży pożarnej...

Było późno, zadzwonił telefon. To był Sergio, mój stary przyjaciel, który właśnie tego wieczoru miał chandrę i bardzo chciał się wygadać. Kiedy skończył, byłem zmęczony i udałem się natychmiast do sypialni.

Nie mogłem jednak przejść: samochody, parkujące w miejscach dozwolonych i niedozwolonych, tworzyły w trzech rzędach wysokie mury w przedpokoju i dochodziły stamtąd metaliczne wibracje. Samochody też drżały ze strachu i obawy przed karą, wezwaniem do sądu, porwaniem, zniszczeniem. Wykryto spisek przeciwko Fidelowi Castro, grecka wieśniaczka, która otruła czterech członków swojej rodziny, została rozstrzelana, komuś piła mechaniczna obcięła głowę, przemysłowiec w wieku czterdziestu lat poślubi młodą piękną dziewczynę, dwadzieścia pięć – dwadzieścia osiem lat, gorseciarkę dysponującą kapitałem, alarm w mieście z powodu podejrzanych wstrząsów podziemnych.

Przełożył: Marek Baterowicz
 

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Data publikacji:

Dino Buzzati

Uważał się za malarza, który dla przyjemności, niestety wciąż się niekończącej, jest także pisarzem i dziennikarzem. A było odwrotnie. Na chleb zarabiał w dzienniku „Corriere della Sera”, sławę przyniosły mu opowiadania i powieści, przede wszystkim „Pustynia Tatarów”. Żył w latach 1906–1972.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!