Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
„Nie jesteśmy zespołem Alibabki, tylko projektem punkowym. Nie chcemy być śliczne, słodkie i ...
2018-09-14 00:00:00

Stado bab

ilustracja: Karyna Piwowarska
Stado bab
Stado bab

„Nie jesteśmy zespołem Alibabki, tylko projektem punkowym. Nie chcemy być śliczne, słodkie i przyjemne. Używamy krzyku, śpiewu, muzyki, szeptu i recytacji, by opowiedzieć o tematach ważnych, czasami ostatecznych” – mówi Robertowi Rientowi Ewa Łowżył, założycielka Chóru Czarownic.

Robert Rient: Powiedziałaś niedawno, że przeszłaś od Boga do czarownic.

Ewa Łowżył: Wyrwana z kontekstu stwarzam nieporozumienia. Bawiłam się słowami, wypowiadając tę kwestię. Pielęgnuję swoją duchowość, ale jestem daleko od ezoteryki. Przez całe życie trzymam się racjonalności, to moja strategia na przetrwanie. Chór Czarownic nie powstał z fascynacji ezoteryką czy duchowością.

A dlaczego powstał?

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Z chęci opowiedzenia historii, z zamiłowania do ludzkich osobowości, temperamentów i sytua­cji, w których odsłania się nasza chwiejna moralność. W 1511 r. na Chwaliszewie – tutaj, gdzie teraz rozmawiamy – spalono pierwszą w Polsce kobietę uznaną za czarownicę. Wszystko, co się dzieje właśnie teraz obok nas i sprawia wrażenie normalności, zwyczajności, może się w każdej chwili zamienić w piekło. Tak jak życie tej kobiety.

„Chwali pani rzekę, że tak brudna, ale płynie. Chwali pan zabudowania, co przy rzece stoją. Chwali pani swego pana, pamiętał o winie. Chwała Bogu (tfu!), jak tu pięknie. Chwalić tak, aż serce pęknie… A ja pod tymi kwiatkami rosnę w siłę. Patrzę na świat czasami, jak gnije. Użyźniam czarną ziemię czarami. Spalonymi bawię się włosami”.

To fragment pierwszej pieśni, którą śpiewamy, a zarazem jedynej, która bezpośrednio odnosi się do spalonej kobiety. Ważnej również dlatego, że opowiada o współczesnej poznańskości, hipokryzji, o tym, że wielu lubi nosić Boga na ustach i myśleć o sobie jako nad wyraz porządnych ludziach. Poznań przez wiele lat zmagał się z podwójną, mieszczańską moralnością. W wielkopolskich domach dzieci słyszały pytania o to, co powiedzą sąsiedzi, oraz sugestie, by ubrać się w sposób wywołujący wrażenie i mieszkać tak, by budzić podziw. Sporo energii w moim mieście wkłada się w prezentowanie pozorów, udowadnianie, że jesteśmy lepsi od innych. Dlatego pieśń poprzedza historyczne intro, w którym padają ironiczne słowa: „Poznań to piękne miasto i porządni ludzie”. Oczywiście są tutaj tacy, znam wielu, ale są również właściciele puszystych dywanów, spod których wypełza zło. Gdy spalono pierwszą kobietę, inicjatywę podjęły inne wsie i miasta. W samej Wielkopolsce w ciągu kolejnych lat zabito kilkadziesiąt kobiet, stosy płonęły każdego roku. Pamięć o tym, że w Polsce palenie kobiet zaczęło się od Chwaliszewa, utrudnia idealizowanie obrazu naszej społeczności.

Dlaczego spalono tę kobietę?

W wyniku samosądu. Proboszcz był przeciwny i nawoływał ludzi do opamiętania. W tamtych czasach piło się sporo piwa, znacznie słabszego niż obecne i czystszego od wody z rzeki. Kobietę oskarżono o zatrucie piwa w jednym z browarów, których na Chwaliszewie było sporo. Wszystko wydarzyło się nad rzeką. Dzisiaj to miejsce ekspansji apartamentowców i luksusowych budynków niedostępnych dla zwykłych mieszkańców. Dlatego w naszej pieśni pojawiają się pani i pan, chwalący rzekę, zabudowania, niechętni przyznania, że chodzą po śladach mrocznej historii.

Uczyniłaś z czarownicy symbol.

Okrucieństwa i bezradności społecznej. Czarownica jest symbolem tego, jak łatwo rozpalić w ludziach ślepy gniew prowadzący do bestialstwa. Ofiarą zostanie osoba słabsza, zbyt odważna, odzywająca się nieproszona, inna. Historia niesie przykłady plemion, które zrzucały z gór najpiękniejszą dziewczynę, by przebłagać bogów i przywołać deszcz. Ten atawizm niesiony jest przez wieki. Wiele współczesnych popularnych filmów i książek czyni fetyszem zamordowanie pięknej, młodej, niewinnej dziewczyny. Kobiety poświęca się dla dobra historii albo upatruje się w nich winy za niepowodzenia życiowe.

Założyłaś Chór Czarownic, gdy dowiedziałaś się o spalonej kobiecie?

Najpierw zaczęłam o niej głośno mówić, publicznie. Cieszyłam się, że mącę spokój, że wzbudzam konsternację wśród przedstawicieli lokalnego mieszczaństwa. Temat czarownic był infantylizowany, spychany do świata fantasy, uznawany za niegodny poważnej rozmowy. Te wszystkie rysunki kobiet z długim nosem, brodawkami i miotłą między nogami miały ośmieszyć zbrodnie, uczynić z nich coś tandetnego. Dwa lata temu zainicjowałam w KontenerART warsztaty śpiewu białego prowadzone przez Malwinę Paszek. Zobaczyłam gromadę kobiet pragnących wyrazić to, kim są. Uznałam, że śpiew to idealne medium, ogromna siła, której nie sposób zignorować. Poprosiłam Malinę Prześlugę, dramatopisarkę z Poznania, by stworzyła tekst. Tak powstało Chwaliszewo i wszystkie inne utwory.

W pieśni Chwaliszewo padają słowa: „Lepiej mnie nie wychwalaj, bo spod ziemi wyjdę. Lepiej mnie nie przepraszaj, bo spod ziemi wyjdę. Lepiej mnie nie wspominaj, bo spod ziemi wyjdę. Lepiej mnie nie rozgrzeszaj, bo po ciebie przyjdę”.

Groźba, ale tak naprawdę polemika z postacią ofiary. Gdy czas zamazuje okrucieństwo, często pojawia się adoracja ofiary. Społeczeństwo, które zmieniło się w polującą grupę, po latach zapomina o zapachu krwi i zaczyna afirmować zbrodnie. Lubimy ofiary. To się dzieje teraz. Murale, portrety, monumenty walczących, wynoszenie na piedestały zabitych, przerażonych chłopców zmuszonych do powstania w nie swojej sprawie, nastoletnich dzieci drżących w nocy ze strachu i umieszczonych siłą w sytuacji wojny. W tym tekście jest prosty przekaz: skrzywdziłeś mnie, teraz mnie zostaw, nie czyń ze mnie przedmiotu kultu.

Od kilku lat lobbujesz za powstaniem pomnika czarownicy. To nie jest sposób na wspieranie cierpiętniczej narracji?

Nie, jeśli będzie to dzieło kontemplacyjne. Marzy mi się rzeźba stworzona przez Anisha Kapoora lub innego artystę operującego metaforą i nowoczesną formą. Żadnych dosłowności.

Potrzebny nam pomnik czarownicy?

Kilka lat temu pojechałam do Rwandy zainspirowana książkami Jeana Hatzfelda. Chciałam zobaczyć miejsca, w których człowiek ukryty w trawie marzył o byciu niewidzialnym. W ramach projektu „Plemiona” robiłam portrety tym, którzy przeżyli, oraz młodym Rwandyjczykom urodzonym w trakcie ­ludobójstwa lub po nim. Fotografie miały być zastępstwem bezpośredniego spotkania dla tych, którzy żyją w homogenicznym, ksenofobicznym kraju. Ludobójstwo w Rwandzie jest przykładem tego, jak szybko i brutalnie można doprowadzić do dezintegracji społeczeństwa. Wystarczy naród podzielić na dwie części. Następnie jedną z grup obywateli odhumanizowywać, publicznie nazywać zwierzętami, bydlętami, owadami, szkodnikami. Kolejnym krokiem jest wyznaczenie uprzywilejowanych i wręczenie im broni. Jakiś czas później ludzie chwycą za noże, sąsiedzi sąsiadom skoczą do gardeł. Do takich sytuacji dochodzi co jakiś czas na całym świecie. Podziały i napięcia rosną w Polsce od wielu lat, a dzisiaj – wspierane przez nieodpowiedzialnych polityków – nabierają siły. Gdy w końcu ktoś się zapomni i straci ostrość widzenia, rozpocznie się rzeź. Historia czarownicy jest ostrzeżeniem, że my i nasi sąsiedzi możemy stać się sprawcami i ofiarami. Pomnik ma przypominać, że łatwo nami manipulować, że w każdej chwili możemy zamienić się w bestię. Potrzebne są nam spotkania z innymi plemionami, zakopanie dzielących nas rowów.

W jaki sposób może dojść do spotkania?

Szczerość i prawda zmieniają.

Jak?

Przed każdym koncertem staram się zaprosić niezainteresowanych, tych, którzy deklarują odmienne poglądy, często radykalne, zafascynowanych siłą i patriarchalnym modelem świata. Jestem przekonana, że jeśli zobaczą, jak szczerze mówimy o swoim życiu, zrozumieją, że ulegli idei, że my i oni po dwóch stronach barykady zostaliśmy zainfekowani trującą propagandą. Dojdzie do spotkania, jeśli ten, który mówi, że mnie nienawidzi, zobaczy, że jestem córką i matką, zrozumie, co przeżyłam, zobaczy moją historię w swoim życiu. Okaże się wtedy, że nasze rozczarowania, niespełnienia, radości i inne doświadczenia są podobne. Prawda ratuje.

Czym jest prawda?

Przedstawieniem swojego punktu widzenia i byciem otwartym na inne punkty widzenia. Prawdą jest szczera opowieść, która zakłada, że jest tylko opowieścią, a nie objawieniem. Dla mnie osobiście jest pasją.

Dlatego stoicie na scenie boso, z rozpuszczonymi włosami, bez wyraźnego makijażu, bez biustonoszy, w halkach?

W Chórze Czarownic ciało gra taką samą rolę jak słowa pieśni. Stoimy na scenie w całej prawdzie o tym, kim jesteśmy. Wiem, że dla niektórych to szokujące. Słyszałam kobiety mówiące, że nigdy by się tak nie pokazały. Ze spływającym makijażem, z wystającym brzuchem, z płaskim brzuchem, z ciałem młodym i jędrnym, z ciałem starszym i pomarszczonym, wysokie i niskie, odsłonięte. Ale przecież takie jesteśmy, nawet jeśli przyzwyczaiłyśmy się tę prawdę pokazywać wyłącznie sobie przed lustrem albo w sypialni. Jakiś czas temu występowalyśmy na Kongresie Kobiet. W pewnym momencie zobaczyłam, że 2 tysiące osób płacze, my na scenie też w emocjach. Poruszone spaloną 500 lat temu kobietą, swoim losem, doświadczeniami naszych matek, sióstr, przyjaciółek, ciotek, kuzynek, córek. Udało się nam spotkać w prawdzie.

Jak przekonałaś kobiety do występowania w halkach?

Kobiety są coraz bardziej świadome i coraz więcej w nich odwagi wyrażania siebie. Propozycja halek została przyjęta ochoczo, chociaż wiem, że dla niektórych było to trudne. Jednak już od pierwszego występu przed Teatrem Polskim w Poznaniu czułyśmy, że dzieje się historia, coś niezwykłego, obnażającego nie tylko nas, ale też społeczeństwo. Po tym, jak zaśpiewałyśmy na festiwalu w Jarocinie, Adam Wajrak napisał, że Chór Czarownic zmienia Polskę.

Mówiłaś, że chór nie jest projektem politycznym.

Idea chóru nie była polityczna. Ale dzisiaj wszystko jest polityczne, również samotne siedzenie w domu. Gdy doszło do smutnej próby zamachu na prawa kobiet, zabrałyśmy głos w ramach czarnego protestu.

„Wataha kobiet, którą nazwiesz stadem bab. Wataha kobiet, która wie, jak ma się bronić. Jeszcze ucieka, ale kiedyś was pogoni, goni, goni, goni”. To też groźba.

Nie jesteśmy zespołem Alibabki, tylko projektem punkowym. Nie chcemy być śliczne, słodkie i przyjemne. Używamy krzyku, śpiewu, muzyki, szeptu, recytacji, by opowiedzieć o tematach ważnych, czasami ostatecznych. Każdy z nas ma matkę, miał matkę albo boleśnie jej nie miał. Każdy z nas ma potencjał odebrania wolności i pragnienie wolności. Mówiąc o tym, co nie jest wykreowane, stawiamy na chropowatość, wyraźny przekaz, który staje się silniejszy przez to, że ubrane jesteśmy w strój kobiety domowej, prywatnej, kobiety w halce. Dopiero wtedy jestem szczera, gdy zrzucam wszystkie gorsety ściskające moje ciało.

„Już płonę, a jeszcze obiad gotować, dzieci wychować, obgryźć paznokcie, pranie po łokcie, zrobić się na bóstwo, ziemniaki z kapustą, jogurt beztłuszczowy, pigułka na ból głowy, masło się skończyło, być miłą, być miłą… Spić się łykiem wina, przód wciągać, tył wypinać, umieć słuchać, nie przekwitać, wszystko wiedzieć, o wszystko pytać”.

To jest hymn o presji i autodestrukcji, którą sobie fundują kobiety. Przez chęć bycia doskonałą i wsłuchiwanie się w opinie ekspertów można zadawać ból i doświadczać bólu. W życiu publicznym kobiety wciąż mają słabszą pozycję, ale czasami w domu zamieniają się w apodyktyczne królowe. Robią w ten sposób krzywdę sobie i rodzinie. Nie tylko wskazujemy palcem winnych stojących na zewnątrz, wskazujemy również na siebie. To forma publicznego prania, nazwania sytuacji, w której znajdują się nie tylko kobiety. Tak samo przeraża mnie patriarchat, jak i despotyczne kobiety, za każdym razem chodzi o kult władzy i przemocy.

Widziałaś swoją mamę w halce?

Widziałam. Wracała z pracy, zrzucała ubrania, wkładała halkę i chodziła po domu w roli królowej matki. Czasami się jej bałam.

Czego się bałaś?

Miała silną osobowość, nie była jednoznaczna. Robiło to na mnie na tyle duże wrażenie, że wspomnienie dwoistości niosę przez całe życie.

Na czym polega ta dwoistość?

Jako kobieta czuję presję patriarchalnego świata, pamiętam wiele momentów, gdy byłam porównywana do innych mężczyzn, gdy moja płeć była ważniejsza od tego, kim jes­tem, gdy przegrywałam prywatnie, finansowo i zawodowo dlatego, że jestem kobietą. Ale to nieprawda, że kobieta jest zupełnie zgaszona w społeczeństwie. Mamy lokalne królowe. Rządzą nami matki, lekarki, dyrektorki szkół. Czasami to rządy despotyczne, kobiecość raniąca, demoniczna, ciemna. Dorastając, trafiłam na sporo takich kobiet.

Jakie to było dorastanie?

Ze względu na swoją osobowość, wysoki wzrost, hardy wyraz twarzy, ekstrawaganckie ubranie byłam często zaczepiana, obrażana. Od nastoletnich lat zdarzało mi się słyszeć w tramwaju niewybredne uwagi. Miałam poczucie, że sama moja obecność jest prowokująca. Gdybym żyła w innych czasach i pilnie nie dostosowywała się do schematów wymaganych przez społeczeństwo, być może ktoś uznałby, że moje miejsce jest na stosie. Kilka lat temu pewna dziewczyna nazwała mnie czarownicą, chciała mi dokuczyć. Użyła tego słowa, by zdemonizować moją osobę i wywołać lęk w stosunku do mnie. To było zaskakujące, ale też inspirujące. Widać, że stara szkoła piętnowania kobiet ma się dobrze.

„Jestem pies obronny, suka bez łańcucha, gryzę, warczę, wyję, na pieszczoty głucha” – gdy śpiewasz te słowa, czujesz, że są o Tobie?

Czuję.

Kim jest suka bez łańcucha?

Istotą, która odcina się od rodziców, wychowawców, od tych, którzy radzili być słabą, uległą, miłą w dotyku i grzeczną. Wiele kobiet zostało wykastrowanych przez wmawianie im, że buntowanie się i złoszczenie im nie przystoi. Warto to odczarować.

Bycie zezłoszczoną jest wartością?

Nie, mam pokojowe i pacyfistyczne usposobienie. Ale dobrze robi świadomość tego, że mam dostęp do wewnętrznej suki, do obrony, zbuntowanej, silnej energii. Kobiety wychowuje się tak, by nie wiedziały, czy są dość dobre, zdolne i inteligentne, by trwały w pozycji defensywnej. Często muszą słuchać opinii na swój temat, na temat tego, kiedy powinny się uśmiechać i odzywać, tego, jak wyglądają, czasami w formie komplementów, czasami szyderstw. To wieczne ocenianie i wpędzanie w niepewność osłabia ducha.

„Matka usycha, a dziecko roś­nie, takie to właśnie wszystko jest proste. Gruby ma pień, twardą skórę, nikt nie chce zajrzeć do środka, rozdarło ją dziecko, wyszło, dało i wzięło wszystko. Chcę opowiedzieć o matce […]. Matko jedyna, matko cierpiąca, matko staruszko, matko milcząca”.

Każdy w tym utworze znajdzie swoją matkę, kochaną i popełniającą błędy, wspierającą i zmęczoną, świętą i słabą. Jako kobiety jesteśmy nosicielkami życia, na porodówkach powinny być kadzidła i woda święcona, kwiaty, brokat i chór śpiewający o cudzie. 

Dajemy życie, to doskonałe, a potem okazuje się, że popełniamy błędy. Jako córka pamiętam te chwile, gdy matka raniła, jako matka bywam bezradna i ranię. Śpiewamy w chórze, by wyrazić opór przed idealizowaniem macierzyństwa, w którym przecież mieści się i dobro, i zło, cały zakres człowieczeństwa.

W chórze występuje Ida, Twoja córka.

Jest wyrazistą performerką, gra na instrumencie zwanym harfą stalową. To klatka z rozciągniętymi strunami fortepianowymi podpiętymi do przetworników, które wywołują określone efekty muzyczne. Ida gra na nich smyczkiem, pałkami, palcami, ciałem. A chórzystki grają smyczkami na metalowych beczkach z mostkiem wiolonczelowym, na którym rozciągnięta jest struna z wiolonczeli. Piorunujący efekt.

Kim są osoby tworzące chór?

W chórze jest ponad 25 kobiet najrozmaitszych zawodów, świato­poglądów i w różnym wieku. To zbiór indywidualności z wielu baniek społecznych. Pracowały z nami dwie dyrygentki i niezastąpiona dramaturżka. W tej sztuce biorą również udział mężczyźni – kompozytorzy, muzycy, nagłośnieniowcy.

Występ chóru kończy się słowami: „Twoja władza, twoja wiara. Moja wina, moja kara. W twoich rękach jest mój świat, masz mnie w garści milion lat. Popatrz na mnie, w oczy prosto. Jestem twoją matką, siostrą, jestem twoją córką, żoną, stoję z głową podniesioną. Milion nas tak teraz stoi, żadna z nas się już nie boi”. Kto jest adresatem?

Mężczyźni i kobiety emanujące patriarchatem. To słowa kierowane do tych, którzy wspierają każdy system związany z gloryfikacją przemocy. Chcemy zostawić publiczność z wyraźnym przekazem, który jest efektem tego, jak Chór Czarownic nas zmienił.

Jak Ciebie zmienił?

Po pierwszych koncertach czułam euforię związaną z czymś, co mogę nazwać emocjonalnym i cielesnym coming outem. Przy okazji samego spektaklu odbył się rytuał akceptacji, dało mi to nieprawdopodobną energię. Wielki tyłek, piersi po latach eksploatacji, ale miałam to gdzieś, przecież taka jestem, publiczność to rozumie i mnie wspiera. Jesteśmy równe, równi po obu stronach.

Kim według Ciebie jest współczesna czarownica?

To osoba sprawcza, silna i odważna. Ta, która powoduje zmianę. Kiedyś te, które żyły same, na uboczu, kochające bardziej naturę niż człowieka, wdowy, indywidualistki, od razu były podejrzane. Niewiele tak naprawdę się zmieniło. Określony wiek albo wygląd kobiety okazuje się znacznie ważniejszy od kompetencji. Ale współczesnej czarownicy nie da się wymazać, jest odważna, otwiera szeroko usta i nazywa rzeczywistość. Nie musi ukrywać siebie, swojego ciała, swojej odrębności, bo wie, że przyszłość należy do niej.

 

Ewa Łowżył:

Zainicjowała powstanie Chóru Czarownic w 2016 r. w Poznaniu. Artystka fotografka, inicjatorka i współrealizatorka projektów artystycznych i społecznych. Wyróżniona w Poznaniu Nagrodą Pracy Organicznej, nagrodą Człowiek Kultury, Nagrodą Artystyczną Marszałka Województwa Wielkopolskiego. Do bardziej znanych projektów, które tworzyła i współtworzyła, należą: Loch Ness, Plemiona, Memento Vulgari, Chór Czarownic i KontenerART.

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!