Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Czas równowagi!

W jesiennym „Przekroju” szukamy spokoju i pokoju. Zastanawiamy się, jak w przyszłości będzie wyglądać praca i jakie umiejętności już dziś warto pielęgnować. Poznajemy Indie i zachwycamy się polską jesienią. Do tego wielki temat – joga! Czym tak naprawdę jest, a z czym jest nieraz mylona? I jeszcze: odważnie o lęku, chmury i wiatry, pomarańcz w każdej odsłonie, rude lisy i kombucha.

Już jest nowy „Przekrój”!

220 stron do czytania przez trzy miesiące. „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do przeglądania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Zamów i ciesz się lekturą – tylko tutaj w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Ludzie zawsze kochali go za piękno, lecz przede wszystkim wierzyli w jego moc. Miał uzdrawiać chorych, ...
2022-09-16 09:00:00

Słoneczne łzy

zdjęcie: James St. John, CC BY 2.0, Wikimedia Commons
Słoneczne łzy
Słoneczne łzy

Ludzie zawsze kochali go za piękno, lecz przede wszystkim wierzyli w jego moc. Miał uzdrawiać chorych, a zmarłym zapewniać pomoc w zaświatach. Bursztyn, otoczony nimbem tajemnicy, wypełniał przestrzeń pomiędzy tym, co żywe, a nieożywionym.

Czyta się 12 minut
Czyta Tomasz Urbański

Bursztyny zwykle mają barwę żółtopomarańczową, choć spotyka się też żółtobiałe i brązowe, rzadziej wiśniowe albo niemal czarne. Zdarzają się również okazy zielone oraz niebieskie – należy szukać ich w górskich kopalniach rozsianych wokół Santiago w Republice Dominikańskiej. Chociaż bursztyn wydobywany jest na całym świecie, to jego największe znane nam złoża znajdują się w rejonie Morza Bałtyckiego.

Ten, który można znaleźć na naszych plażach, nazywany jest sukcynitem – od łacińskiego succinum, gdyż już w czasach starożytnych (600 r. p.n.e.) domyślano się, że ów materiał to zastygły sok (łac. succus) drzewny. Dziś przypuszcza się, że pochodzi ze skamieniałej żywicy sosny bursztynowej (Pinus succinifera) lub modrzewnika (Pseudolarix wehri), ewentualnie jakiegoś wymarłego krewnego sośnicy japońskiej.

Wydostająca się z kanalików umiejscowionych pod korą żywica chroni rośliny przed atakami grzybów oraz owadów, zabezpiecza mechaniczne uszkodzenia i pomaga przetrzymać ekstremalne warunki. Przypuszcza się, że do znacznego jej wydzielania zmusiła bałtyckie drzewa nagła zmiana klimatu (zapewne na dużo bardziej wilgotny). Działo się to około 40 mln lat temu, w epoce nazywanej eocenem, gdy pradawne lasy porastały teren dziś częściowo zatopiony przez wody Bałtyku. Klimat tego rejonu był wówczas ciepły i wilgotny – bardziej przypominał tropikalną część dzisiejszej południowej Azji niż tak dobrze znany nam krajobraz lasów mieszanych i borów porastających nadmorskie wydmy.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

W trakcie trwających miliony lat procesów fizykochemicznych bałtycka żywica była wystawiona na rozmaite warunki, wskutek czego zlepiła się z szeroką gamą materiałów organicznych. To dlatego bursztyny cechuje zróżnicowany wachlarz znakomicie zachowanych inkluzji – organizmów oraz ich fragmentów wprost wyjętych z pradawnej przyrody.

Wzdłuż Łaby, wzdłuż Wisły

Już w czasach prehistorycznych istniało zapotrzebowanie na bursztyn. Ludzie wydobywali go 10 tys. lat temu, na co wskazuje jego obecność w miejscach pochówku z okresu późnego paleolitu. Jednak to dopiero popyt ze strony starożytnych mieszkańców basenu Morza Śródziemnego doprowadził do utworzenia infrastruktury związanej z obrotem tym surowcem na wielką skalę.

Pierwsze transporty bursztynu wyruszyły z wybrzeży Morza Północnego i Bałtyckiego nad Adriatyk w epoce brązu. Początkowo bursztynowe szlaki prowadziły wzdłuż Łaby, przecinając Alpy w pobliżu dzisiejszej Resii i przełęczy Brenner, lecz z biegiem czasu wytyczono nową trasę – od Wisły przez Wielkopolskę, Śląsk, Bramę Morawską do przełęczy wschodnich Alp i dalej przez rzekę Isonzo do północnej części Zatoki Adriatyckiej. Tam droga się rozwidlała: jedna z odnóg kierowała się w stronę delty Padu, a druga docierała do wschodniego wybrzeża Adriatyku, by biec dalej do wybrzeży Morza Śródziemnego.

Początkowo handel „złotem północy” stanowił prawdopodobnie serie transakcji o krótkim zasięgu. W efekcie cena bursztynu, który docierał do greckiego czy rzymskiego odbiorcy, była już bardzo wysoka – po drodze wielu pośredników doliczało swoje marże. Bezpośrednia wymiana pomiędzy Italią a regionem bałtyckim zaczęła się dopiero w I w. n.e. Wtedy także dokonano pomiaru dystansu dzielącego oba regiony. Brak wcześniejszych ustaleń w tej kwestii nie wynikał jedynie z ograniczonych możliwości czy zaniedbania – dzięki tajemnicy spowijającej trasę bursztynu handlarze mogli podawać dowolne, często absurdalne odległości, nadając swojemu towarowi jeszcze bardziej egzotyczny charakter, tym samym windując jego ceny. Wysoki popyt na bursztyn spowodował, że handlujące nim społeczności zaczęły się bogacić. Bałtycki surowiec przyczynił się również do całkowitej przemiany pierwotnego rynku w rejonie śródziemnomorskim i wyparł zupełnie bursztyn sycylijski.

Śmierć i młodzieniec

Italscy Etruskowie utożsamiali bursztyn ze słońcem, magią i uzdrawianiem, ale też ze śmiercią. Z zaświatami szczególnie mocno kojarzono egzemplarze zawierające inkluzje – pradawne życie schwytane w pułapkę. Takie bursztyny były dla Etrusków symbolem życia po śmierci.

Dla ułatwienia podróży w zaświaty etruskim zmarłym wkładano do grobowców bursztynowe amulety, wykorzystywane przez nich za życia – i dokładano jeszcze kolejne wyłącznie do użytku pośmiertnego. Z racji swoich funkcji ochronnych oraz magicznych bursztyny wybierane były chętniej przez etruskie kobiety i to właśnie w miejscach ich pochówku znaleźć je można najczęściej – ta zależność jest tak silna, że obecność żywicy ułatwia archeologom ustalenie płci zmarłej osoby.

Wiele śródziemnomorskich mitów opisujących pochodzenie bursztynu wiąże go z tragiczną śmiercią młodzieńców. Z pewnością najbardziej znany jest grecki mit o Faetonie, przytoczony przez Owidiusza w jego epickim poemacie Metamorfozy (około VIII w. n.e.). Historię tę co prawda wspominają już wcześni autorzy greccy – Platon i Eurypides – ale to owidiańska wersja najwymowniej odwołuje się do bursztynu.

Faeton był synem Słońca (rzym. Sol, gr. Helios) i okeanidy Klimene, który mieszkał w świecie ludzi, w królestwie swojego ojczyma Meropsa. Młodzieniec lubił chwalić się boskim rodzicem, lecz pewnego razu jego przyjaciel Epafos – syn Jowisza i nimfy Io – podał w wątpliwość pochodzenie Faetona. Ten, zawstydzony, udał się do matki, błagając, by potwierdziła jego rodowód. Ona zaś pomimo własnych zapewnień poleciła synowi zwrócić się z prośbą do samego Słońca. Podążając za tą radą, Faeton udał się na wschód, przez Etiopię i Indie, do lśniącego pałacu Sola. Bóg przyjął go ciepło i zapewnił o swoim ojcostwie. Na dowód tego – przysięgając na rzekę Styks – obiecał spełnić każdą prośbę syna. Ośmielony deklaracją Faeton zapragnął przez jeden dzień powozić słonecznym rydwanem ojca. Sol, wiedząc, jak niebezpieczne dla syna będzie to zadanie, próbował odwieść go od tego pomysłu. Niestety Faeton się upierał, a związany przysięgą ojciec przystał ostatecznie na życzenie młodzieńca.

O poranku Faeton radośnie wyruszył w podróż po nieboskłonie. Jednak ogniste konie ciągnące rydwan, nie czując ciężaru Słońca, uznały powóz za pusty. Wymknąwszy się spod kontroli Faetona, zboczyły z kursu, czyniąc ogromne spustoszenie na Ziemi. Płomienie jadącego zbyt nisko rydwanu ogarnęły grunty, spaliły wzgórza, pola i lasy, wysuszyły rzeki, Libię zmieniły w pustynię, a mieszkańcom Etiopii poczerniły skórę. Dziką pogoń koni przerwała sama Ziemia, która zawołała na pomoc Jowisza – ten, nie mając wyboru, cisnął piorunem w rydwan. Strącony z nieba Faeton, płonąc, wpadł w nurt Erydanu.

Anonimowy niderlandzki artysta (na podstawie Hendricka Goltziusa), Upadek Faetona – ilustracja do Metamorfoz Owidiusza, około 1588 r., zdjęcie: MET/domena publiczna
Anonimowy niderlandzki artysta (na podstawie Hendricka Goltziusa), Upadek Faetona – ilustracja do Metamorfoz Owidiusza, około 1588 r., zdjęcie: MET/domena publiczna

Jego grób na dalekiej północy odnalazła matka, która wraz z córkami opłakiwała śmierć syna. Trwało to tak długo, że pogrążone w żalu po bracie Heliady zmieniły się w czarne topole. Ich łzy nie przestały jednak płynąć. Stwardniałe w słońcu w końcu spadały z dziewiczych gałęzi jako bursztyny. Te, zabierane przez jasną rzekę, odnajdowane były przez ludzi i wysyłane dalej, by ozdabiać rzymskie panny młode.

Jean Mathieu, ilustracja do Metamorfoz Owidiusza w wydaniu Nicolasa Renouarda, około 1619 r., zdjęcie: domena publiczna
Jean Mathieu, ilustracja do Metamorfoz Owidiusza w wydaniu Nicolasa Renouarda, około 1619 r., zdjęcie: domena publiczna

Gruzy podwodnego zamku

W starożytności rozważania na temat pochodzenia bursztynu były bardzo popularne. Sugeruje to m.in. urodzony w 23 r. n.e. rzymski historyk i pisarz Pliniusz Starszy, który poświęca bursztynowi sporo miejsca w swoim dziele Historia naturalna. Omawiając różne pomysły dotyczące zastosowań oraz pochodzenia bursztynu, Pliniusz przytoczył np. fantazyjną opinię polityka ateńskiego Nikiasza (około 470–413 p.n.e.) – według niego surowiec miał być płynem wytwarzanym przez promienie zachodzącego słońca uderzające z impetem o powierzchnię ziemi i pozostawiające na niej gęsty, bursztynowy „pot”, zabierany później przez przypływy oceanu i wyrzucany na brzegi Germanii. Mimo wielu podobnych relacji rzymski uczony świadomy był organicznej genezy bursztynu. Wyrażał przekonanie, że pochodzi on od żywicy starych sosen, rosnących w regionie Oceanu Północnego – być może w krainie Hiperborejczyków na mitycznej wyspie Avalon.

W innym miejscu Historii naturalnej rzymski badacz podważył opinię ateńskiego mówcy i demagoga Demostratusa, który nazywał bursztyn etruskim słowem lyncurion i wywodził jego pochodzenie od moczu dzikiej bestii znanej jako lynx (samce tego gatunku miały produkować bursztynową substancję o barwie czerwonej, a samice – białą). Pliniusz słusznie zauważał, że owo stworzenie musiało tak naprawdę nie być bestią (rysiem), ale drzewem, które w Etrurii nazywano właśnie lynx. Błąd podobny do rozumowania Demostratusa powielało wielu innych pisarzy i historyków rzymskich – słysząc wspomnianą nazwę, z góry przypisali ją zwierzęciu.

W swoim dziele Pliniusz przytacza również pierwotną, germańską nazwę bursztynu – glæsum – która później przekształciła się w angielskie słowo glass, czyli szkło. Warto tu dodać, że współczesna niemiecka nazwa Bernstein – wywodząca się od dolnoniemieckiego terminu börnstēn, oznaczającego „płonący kamień” – jest protoplastką polskiego słowa „bursztyn”. Z kolei fenickie jainitar („morska żywica”) dało początek polskiemu wyrazowi „jantar”, a także litewskiemu gintaras oraz łotewskiemu dzintars. Bardzo ciekawe były legendy dawnych mieszkańców Łotwy i Litwy opisujące powstawanie bursztynu: opowiadały one o zniszczonym przez boga piorunów Perkunasa podwodnym bursztynowym pałacu, z którego gruz systematycznie wyrzucany był na brzeg Bałtyku.

Religia, magia, medycyna

Niewątpliwie to, że bursztyn jest cieplejszy niż inne klejnoty, dużo od nich lżejszy oraz przede wszystkim ma właściwości elektrostatyczne, przyczyniło się w starożytności do wiary w jego nadprzyrodzoną naturę. Związane z tym zapotrzebowanie do celów obrzędowych było znacznie większe niż do użytku dekoracyjnego. Bursztynu używano podczas uroczystości pogrzebowych, misteriów religijnych i magicznych, a także do uzdrawiania.

Wykonywano z niego ceremonialne pachnidła: oleje, maści oraz kadzidła – jak te odnajdowane w etruskich grobowcach. Kawałki drobno tłuczonego bursztynu pozostawiano tam najpewniej jako kadzidło do użycia dopiero w zaświatach (lub przynajmniej podczas podróży do pośmiertnej krainy). Bursztynowe okruchy palili również starożytni Egipcjanie, którzy bardzo chętnie łączyli pachnidła z symboliką boskości. Wierzyli, że zapach spalonych żywic pozwala na objawienie obecności bogów oraz że zwyczajnie sprawia im przyjemność. Bursztyn według nich miał pochodzić z łez boga Słońca Ra.

W starożytnej Grecji i Rzymie bursztynu używano podczas rytuałów uzdrawiających. Wierzono, że ma on moc wyciągania chorób i nieszczęść – tak jak potrafi przyciągać lekkie przedmioty. Wzmianki o leczniczym wykorzystywaniu bursztynu znajdziemy nawet w dziełach ojca medycyny Hipokratesa, a jego uzdrawiające właś­ciwości uznawano za pewnik aż do XIX w.

Z bursztynu wykonywano leczniczy proszek, dystrybuowany później pod postacią całej gamy medycznych produktów: pastylek do ssania, tabletek, kropli i rozmaitych tynktur. Zalecano zażywać go jako środek na ogrom przypadłości – od problemów układu moczowego przez duszności, pijaństwo oraz impotencję po różnorakie choroby zakaźne. O leczniczym charakterze bursztynu pisał wspomniany już Pliniusz, który przywoływał słowa mało znanego autora rzymskiego Callistratusa: „Dobry w każdym wieku, profilaktycznie na majaczenia i jako lekarstwo na udrękę, przyjmowane do picia lub noszone w formie amuletu. Utarty z miodem i olejkiem różanym, dobry na dolegliwości uszu. Ubity z miodem attyckim, dobry na półmrok; i starty na proszek przyjmowany, samodzielnie lub rozrobiony w wodzie z mastyksem, jest lekarstwem na choroby żołądka”.

Utrzyj z oczami kraba

W późniejszych wiekach pojawiało się coraz więcej relacji wymieniających bursztyn jako lekarstwo na rozmaite schorzenia. Żyjący na przełomie XV i XVI w. w Niemczech lekarz Eucharius Rösslin, autor europejskiego bestsellera o położnictwie Der Rosengarten (Ogród różany), zalecał stosowanie pastylek z bursztynu – łącznie z czterema lub pięcioma łyżkami babki wodnej – w leczeniu nadmiernego krwawienia menstruacyjnego.

Sto lat później włoski mnich zakonu kapucynów Felice Passera w swoim traktacie Il nuovo tesoro degl'arcani farmacologici galenici, e chimici (Nowy skarb galenickich arkanów farmakologicznych i chemicznych) pisał: „ogrzewa, przesusza, lekko ściąga, uspokaja i wzmacnia”. Wiedzę o właściwościach bursztynu Włoch czerpał z pism wielkiego greckiego lekarza z okresu Cesarstwa Rzymskiego – Claudiusa Galenusa, znanego jako Galen z Pergamonu. W XVII-wiecznej Europie wciąż cieszył się on wielkim autorytetem, był inspiracją choćby dla angielskiej kolekcjonerki receptur medycznych Elizabeth Grey, która opracowała leczniczy proszek na bazie bursztynu znany jako puder hrabiny Kentu. „Dobry przeciwko wszelkim zjadliwym i zaraźliwym chorobom, na syfilis, przeciw czarnej ospie, odrze, dżumie, innej zarazie, złośliwej malignie i szkarlatynie, skuteczny przeciwko melancholii” – wedle reklamy remedium. Przepis hrabiny nakazywał: „Weź magisterium [esencję] pereł; sprawionych oczu kraba [małych kamieni złożonych głównie z wapna znajdującego się w żołądkach raków]; białego bursztynu; rogu jelenia, magisterium białego koralu; Lapis contra Parvam [„Parvam” to błąd drukarza, późniejsze wydania publikują w przepisie słowo „Yarvam”, przez które rozumie się korzeń Dorstenia contrajerva, importowany z Peru], każdego podobnej ilości, do nich sproszkowanych dołóż czarne końcówki wielkich kleszczy krabowych, wagi tej samej co cała reszta, ubij wszystko na puder i przesiej przez drobne sito, do każdej uncji tego proszku dodaj drachm prawdziwego orientalnego Bezoaru, uformuj w grudkę lub masę, z użyciem galaretki z poroża jelenia szlachetnego i zabarw szafranem. Dołóż odrobinę ambry oraz piżma, także drobno sproszkowanego; utocz małe kuleczki i ususz, ale nie na ogniu lub słońcu, ale na świeżym powietrzu. Dorosłemu daj dwadzieścia ziarenek, dziecku – dwanaście”.

W kontekście owego przepisu interesujące jest to, że choć bursztyn występuje w szerokiej gamie kolorystycznej, akurat jego biała odmiana charakteryzuje się wysoką zawartością kwasu bursztynowego o potwierdzonych współcześnie właściwościach leczniczych. Nie wiemy, czym kierowała się hrabina, wybierając kolor tego składnika, ale jej przepis – poparty licznymi historiami ozdrowieńców – szybko odniósł sukces i na lata zagościł w medycznych annałach.

Z końcem XIX w. po raz pierwszy zaczęto podważać wiele spośród przytoczonych właściwości leczniczych bursztynu, bardziej przynależnych do medycznego folkloru niż nauki. Równolegle rozpoczęto pierwsze poważne naukowe badania nad medycznym zastosowaniem tej substancji. I tak w 1886 r. Robert Koch, pionier współczesnej bakteriologii, dokonał analizy kwasu bursztynowego zawartego w bursztynie bałtyckim. Orzekł, że nie ma ryzyka jego kumulacji w organizmie, lecz przede wszystkim ogłosił pozytywny wpływ tej substancji na zdrowie. Dziś wiadomo, że bursztyn bałtycki zawiera od 3 do 8% kwasu bursztynowego, o udowodnionym działaniu antybakteryjnym i antyseptycznym – co może mieć istotne znaczenie w przypadku leczenia niektórych lekoopornych infekcji bakteryjnych.

Bursztyn, choć niesie energię i pamięć milionów lat, w przeciwieństwie do diamentów nie jest niestety wieczny. Z czasem wietrzeje, a ze względu na swoją delikatność wymaga od właścicieli szczególnej opieki. Warto o niego dbać, gdyż jest nośnikiem wspaniałych historii oraz niezwykłych wierzeń, a jego piękno przydawało blasku i mocy niejednemu przedmiotowi. Fakt, nauka nie potwierdza wielu przypisywanych mu niegdyś zdolności, jednak z amuletami tak już jest: nie dadzą nam więcej, niż w nie włożymy.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!