pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca – 20 czerwca udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie dla zalogowanych użytkowników. Zapraszamy do czytania i słuchania audio z bieżącego numeru! Przeczytaj wiosenny numer

W związku z zamknięciem wielu punktów sprzedaży prasy, zapraszamy do kupienia papierowej wersji numeru wiosennego w cenie okładkowej, bez dodatkowych kosztów przesyłki. Kup wiosenny numer

Przekrój
Opowiadanie zoologiczno-kryminalne z wątkiem japonistycznym
2020-03-20 10:00:00
Opowiadanie

Skoczogonki profesora Tamury

ilustracja: Magda Chmielewska
Skoczogonki profesora Tamury
Skoczogonki profesora Tamury

Ludzie traktują zwykle skoczogonki jak szkodniki. Ale nie profesor Tamura, który bada te drobne owady i jest gotów zrobić wszystko, by je ocalić. Naprawdę wszystko…

Czyta się 7 minut
Czyta Alicja Czerniewicz

Będzie to historia prawdziwa. Opowiedzieli mi ją moi przyjaciele, państwo Tamura, którzy mieszkają w Japonii, na wyspie Honsiu, w prefekturze Iwate, w małym domku na wsi. Pani Tamura zajmuje się tłumaczeniem polskich książek na język japoński, a jej mąż, profesor Tamura, jest naukowcem, który bada skoczogonki – stworzonka tak maleńkie, że zazwyczaj ich nie zauważamy. Skoczogonki mieszkają w glebie, w lasach, parkach i na polach, a także głęboko pod ziemią, można je spotkać dosłownie wszędzie, nawet na Antarktydzie. I jest ich strasznie dużo: na jednym metrze kwadratowym może ich mieszkać nawet kilkaset tysięcy. Toteż profesor Tamura nigdy nie miał kłopotu ze znalezieniem materiału do swoich badań – potrzebny był mu tylko mikroskop i whisky, ponieważ o skoczogonkach najlepiej się rozmyśla przy szklaneczce tego szlachetnego trunku. Tak więc gdy pewnej jesieni pani Tamura wybierała się do Warszawy, aby doskonalić swoją znajomość języka polskiego, profesor Tamura postanowił przyjechać razem z nią i badać warszawskie skoczogonki. Zamieszkali na Powiślu, w starym bloku przy ulicy Orłowicza 8, w mieszkaniu na szóstym piętrze. Był to bardzo dobry wybór, ponieważ tuż obok tego bloku znajduje się niewielki park, a w nim okrągły, zupełnie płaski pagórek, wokół którego biegnie betonowa dróżka. Niektórzy sądzą, że był tu kiedyś amfiteatr, inni – że ogromny zbiornik gazu, ale teraz jest to dziki teren z klonami i akacjami, nigdy nieuprawiany, zarośnięty pokrzywami oraz koniczyną, gdzie spacerują tylko koty i psy – i oczywiście jest to raj dla skoczogonków.

Tamtej jesieni, gdy słońce przeświecało przez czerwono-złote liście klonów i akacji, był to naprawdę piękny zakątek i profesor Tamura przechadzał się po nim z niekłamaną przyjemnością, nie zważając na pokrzywy, które czasem parzyły go w nogi. W próbkach gleby, które zbierał, wprost roiło się od skoczogonków i mógł je całymi dniami oglądać pod mikroskopem, a potem rozmawiać o nich z polskimi badaczami skoczogonków. Nic więc dziwnego, że polubił Warszawę, polubił nawet swoje nowe mieszkanie, choć w niczym nie przypominało jego japońskiego domu. Miał w tym mieszkaniu tylko jeden tradycyjny japoński przedmiot – prawdziwy samurajski miecz, który kiedyś należał do jego pradziadka.

Pewnego razu zdarzyła się rzecz dziwna i straszna: profesor Tamura przyniósł ze swojego popołudniowego spaceru troszkę ziemi z zeschłymi listkami i jak zwykle po kolacji zabrał się do pracy. Jakież było jego zdziwienie, gdy okazało się, że w tej nowej próbce nie ma ani jednego skoczogonka! Profesor pomyślał zrazu, że zepsuł mu się mikroskop, ale nie, mikroskop działał bez zarzutu. W tej odrobinie ziemi nie było ani jednego żyjątka, żadnej mrówki ani robaczka, ta ziemia była tak martwa, jakby pochodziła z Księżyca. Profesor Tamura bardzo się zaniepokoił i mimo późnej pory oraz protestów pani Tamury wybiegł z mieszkania i zjechał windą na dół.

W świetle latarni zobaczył wysoką, ciemną postać kroczącą po betonowym pierścieniu otaczającym pagórek. Był to potężny mężczyzna w czarnym płaszczu i kapeluszu. Mężczyzna trzymał w ręku dużą, podłużną puszkę. Profesor podszedł do mężczyzny i usłyszał cichy syk.

Czytelniczko, Czytelniku,

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca - 13 kwietnia udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub załóż konto już teraz aby czytać i słuchać artykułów z bieżącego numeru!

Data publikacji:

Joanna Rudniańska

Bajkopisarka. Niektóre z jej bajek opowiadają o rzeczach zbyt nieprawdopodobnych, by mogły się wydarzyć, dopóki się nie wydarzą: o wojnie, Zagładzie, o wybuchu bomby atomowej, o zniszczeniu przez ludzi życia na Ziemi. Laureatka Międzynarodowej Nagrody im. Janusza Korczaka. Za „Kotkę Brygidy” otrzymała w 2007 r. główne wyróżnienie Polskiej Sekcji IBBY. Wznowienie książki ukazało się w kwietniu 2018 r. nakładem wydawnictwa Muchomor. Piecze niezrównane chleby.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!