pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

 

Halo, tu "Przekrój", Twoja lektura na jesienne dni, a w niej wszystko: od literatury po rozrywkę. Przesyłki na terenie Polski są (nadal!) darmowe, więc nie zwlekaj dłużej!

Kup numer jesienny

Jesienią działaj z głową. Jesienny numer kwartalnika możesz zamówić z dostawą do domu i w zestawie z zeszytem krzyżówek. Przesyłki na terenie Polski są (nadal!) darmowe.

Kup numer jesienny z krzyżówkami
Przekrój
Biała magia, skatologia, kosmiczne malarstwo, dwuosnowowe tkaniny, wszystkie dopływy Wisły i źródło ...
2020-02-07 14:18:00

Skąd bije źródło, czyli czarownice uratują nas wszystkich

Agnieszka Brzeżańska, „Cała Ziemia parkiem narodowym”, fot. Szymon Rogiński/Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego
Skąd bije źródło, czyli czarownice uratują nas wszystkich
Skąd bije źródło, czyli czarownice uratują nas wszystkich

„Cała Ziemia parkiem narodowym” – mówi Agnieszka Brzeżańska. Czy to możliwe? Czy to rozsądne? Czy jest inne wyjście? I jakimi argumentami artystka popiera swój postulat?

Czyta się 8 minut

Argumentem jest wystawa, którą Brzeżańska pokazuje w Królikarni (Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego, Oddział MNW), najładniejszej galerii w Warszawie, a może i w Polsce. Wiele osób czekało na ten projekt, zapowiadany od dawna i kilka razy przekładany na później. Artyści wizualni raczej nie miewają fandomów, ale Agnieszka Brzeżańska należy do wyjątków. Sam się do jej dyskretnego, ale wiernego fandomu zaliczam.

W mniej wprawnych rękach materia, którą zajmuje się Agnieszka Brzeżańska, mogłaby się zmienić w New Age – w złym sensie tego pojęcia. W jej wykonaniu dostajemy sztukę, której potrzeba nam dziś chyba bardziej niż jakiejkolwiek innej. Jest to sztuka feministyczna, matriarchalna, sztuka kosmiczna i zarazem geocentryczna. W środku uniwersum Brzeżańskiej znajduje się Ziemia, pojęta jednak nie jako terytorium, które należy skolonizować i wyeksploatować, lecz jako miejsce, do którego ludzie muszą powrócić ze swojej długiej, modernistycznej podróży w postęp, chciwość i arogancję. To sztuka momentami niemal wiccańska, czcząca rośliny, żywioły, brzmienie nazw rzek i szmer płynącej wody. Brzeżańska splata te wątki na wystawie, w której centrum – uwaga: SPOILER ALERT! – znajduje się psychodeliczna fontanna zwieńczona figurą wielobarwnej bogini: wagina figury jest źródłem, z którego tryska strumień.

Zanim jednak dojdziemy do tego „Źródła”, przechodzimy przez obszerny szkic do retrospektywy Agnieszki Brzeżańskiej. Świetna okazja, aby spróbować ogarnąć 20 lat tej nieoczywistej, różnorodnej twórczości. Formalnie rzecz biorąc, były to dwie dekady sukcesów, ale odnoszonych bez wielkiego medialnego szumu i w dużej części poza Polską. Wykształcona na akademiach w Gdańsku, Warszawie i Tokio artystka to jedna z tych nomadycznych postaci świata sztuki, które przekraczają swobodnie granice kultur narodowych. Prace Brzeżańskiej można było zatem oglądać a to na wystawach w Nowym Jorku, to znów na Biennale w Berlinie albo na kartach monografii wydanej przez prestiżowe wydawnictwo Sternberg Press, ją samą zaś – w artystycznych rezydencjach w różnych częściach świata, od Korei po Turcję, lub na wyprawach badawczych, których celem raz mógł być ośrodek badań jądrowych CERN pod Genewą, to znów szamani z Peru, z którymi artystka zgłębiała tajemnice zielarstwa.

Jeżeli Brzeżańska nie jest pierwszoplanową bohaterką świadomości bywalców galerii, to dlatego, że nie należy do osób, które specjalizują się w robieniu wokół siebie hałasu, ale jeszcze bardziej dlatego, że jej twórczość trudno sklasyfikować i odłożyć na odpowiednią półkę. Co właściwie robi ta nieszablonowa artystka? Wszystko, na co ma ochotę, każdą rzecz, jaką podpowie jej intuicja. Wczesne prace Brzeżańskiej – uważny widz znajdzie kilka z nich w podziemiach Królikarni – wyglądają niemal jak malarstwo z Lascaux albo dzieła dziecka, tak jakby artystka wymyślała sztukę od nowa.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

A więc malarka? Tak, świetna, ale tylko między innymi malarka. Brzeżańska jest bowiem jednocześnie performerką, fotografuje, rysuje na wyciętych z pism reklamach, robi kolaże, zawłaszcza mnóstwo materiału wizualnego – obrazów, filmów, muzyki – który przechwytuje z Internetu, z książek, pism, a czasem, literalnie, ze śmietników, zarówno tych medialnych, jak i fizycznych.

Brzeżańska, jak wielu współczesnych artystów, „plądruje ruiny rzeczywistości”, ale w odróżnieniu od większości z nich stara się także rzeczywistość odbudowywać.

Wystawa jest wielowątkowa, ale dwa motywy są przewodnie. Pierwszy to katastrofa. Brzeżańska zajmowała się nią na długo przedtem, zanim ekoapokaliptyczne wizje zyskały charyzmatyczne rzeczniczki, takie jak Greta Thunberg.

Agnieszka Brzeżańska, „Cała Ziemia parkiem narodowym”, fot. Szymon Rogiński/Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego
Agnieszka Brzeżańska, „Cała Ziemia parkiem narodowym”, fot. Szymon Rogiński/Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego

W 2005 r. artystce zepsuła się kablówka, telewizor zaczął miksować ze sobą wszystkie kanały w jeden wizjonerski glitch. Brzeżańska wyedytowała z tego chaosu wideo Dharma TV. Telewizja odchodzi w przeszłość, papkę medialną jadamy dziś z innych miseczek, a jednak oszalały telewizor Brzeżańskiej wciąż ma do wypowiedzenia pewną prawdę, choć układa ją z samych fikcji, zmyśleń i kłamstw. W tej magmie fabuł nie sposób odróżnić od dokumentów, a kazań z kanałów religijnych od newsów ze stacji informacyjnych. W finale świat wali się w gruzy wśród ognia i wybuchów z katastroficznych filmów i do rytmu wczesnego kawałka M.IA. (kapitalne Pull up the People).

Agnieszka Brzeżańska, „Cała Ziemia parkiem narodowym”, fot. Szymon Rogiński/Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego
Agnieszka Brzeżańska, „Cała Ziemia parkiem narodowym”, fot. Szymon Rogiński/Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego

W filmowych i papierowych kolażach Brzeżańskiej splot chciwości kapitału, ślepej wiary w technologię i aroganckiego antropocentryzmu jest węzłem, który zaciska się na gardle planety. Nadchodzi koniec świata, jaki znamy. Czy powinniśmy się tym martwić? Brzeżańska zdaje się raczej wyglądać przesilenia z nadzieją – i nie siedzi bezczynnie w oczekiwaniu, aż ono nastąpi. To drugi wątek wystawy: erupcja twórczości, w której zatarte są tradycyjne podziały na sztukę wysoką i rzemiosło.

Środkowe rozdziały ekspozycji gęste są od obrazów kosmicznych abstrakcji, solarnych metafor, kompozycji sugerujących ezoteryczne inspiracje. Malując je, artystka, jak w wielu innych wypadkach, wyprzedzała swój czas. Kilkanaście, nawet jeszcze kilka lat temu, to „kosmiczne” malarstwo wyglądało na wystawach egzotycznie, zdawało się lepiej pasować do jakichś newage’owych marginesów ikonosfery niż do racjonalnych, trzeźwo-krytycznych dyskursów królujących w instytucjach. Dziś świat sztuki odkrywa i celebruje postaci takie jak Hilma af Klint, szwedzka prekursorka abstrakcji, której na początku XXI w. kompozycje obrazów dyktowały duchy, czy Emma Kunz, szwajcarska uzdrowicielka, wykreślająca swoje barwne rysunki za pomocą radiestetycznego wahadełka. Twórczość Brzeżańskiej rezonuje z dorobkiem takich artystek, ale również z poszukiwaniem nowego paradygmatu koegzystencji człowieka z przyrodą, kosmosem, planetą, z własną naturą.

W Królikarni artystka nie wystawia obrazów na ścianach. Buduje z płócien instalacje, labirynty, meandry, schronienia dla widza. Na ścianach wiesza za to dzieła rzemiosła. W jednej z sal pokazuje batik, który wykonała u źródeł tej sztuki, na Jawie i zestawia go z tytułową dla całej wystawy pracą, kilimem Cała Ziemia parkiem narodowym, utkanym przez Ludgardę Sieńko, tradycyjną artystkę z Podlasia, mistrzynię techniki tkaniny dwuosnowowej.

Agnieszka Brzeżańska, „Cała Ziemia parkiem narodowym”, fot. Szymon Rogiński/Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego
Agnieszka Brzeżańska, „Cała Ziemia parkiem narodowym”, fot. Szymon Rogiński/Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego

Prace wykonane w technikach, które w patriarchalnym porządku deprecjonowane były jako „rzemieślnicze”, „ludowe” i „kobiece”, wypełniają znaczną część wystawy. Brzeżańska plecie ze słomy, lepi, wypala ceramiki, wystawia prace malowane gliną na papierze – a obok pokazuje zdjęcia gleby, ziemi, którą fotografuje w zbliżeniach, jakby portretowała ważną dla siebie osobę. Ten świat ręcznie wykonanych z naturalnych materiałów przedmiotów nasyca matriarchalną symboliką płodności i kobiecości. To sztuka robiona – dosłownie – z Ziemi, ta zaś jest Matką. W dyskursie Brzeżańskiej podobną figurą jest Rzeka, inna ważna bohaterka wystawy. Artystka pokazuje Tkaninę wiślaną, pracę, którą namalowała – dosłownie – rzeka; materia tej realizacji była zanurzona w wodach Wisły i ciągnięta za płynącą z jej nurtem łodzią. Dźwiękowym dopełnieniem tkaniny jest praca utkana z głosu Barbary Kingi Majewskiej, która na melodię przypominającą Barkę (ulubiona piosenka Jana Pawła II – sic!) wyśpiewuje nazwy wszystkich dopływów Wisły; wychodzi z tego wspaniały poemat, sugestywna mantra.

Idąc przez tę wystawę, widać jak na każdym kroku Brzeżańska wymyka się z całkiem świeżych kanonów współczesnej, postkonceptualnej sztuki, wychodzi z roli galeryjnej artystki, robi „skoki w bok”. Z nowych mediów przeskakuje do malarstwa, z malarstwa – do rzemiosła. Przedstawia się jako artystka rozkochana w „pracach ręcznych”, w lepieniu, splataniu, barwieniu, wypalaniu. A jednocześnie jako autorka, której istotna, może nawet najważniejsza część twórczości dzieje się poza artefaktem, poza całą tą materialnością, która zgromadzona jest w galerii. Zawsze tak było; praktyka artystyczna Brzeżańskiej to nie tylko produkowanie prac, lecz także podróże, badania, poszukiwania, spotkania, sytuacje. W tym obszarze mieścił się swoisty salon, który artystka prowadziła swego czasu w Warszawie wraz z Markiem Raczkowskim – miejsce, które przyciągało twórców z najróżniejszych bajek, czasem „tylko” spędzających razem – wesoło – czas, a kiedy indziej przygotowujących podczas tych seansów interesujące wspólne projekty. W ostatnich latach Brzeżańska angażowała się wraz z Ewą Ciepielewską i Fundacją Pamoja w przedsięwzięcie pod kryptonimem FLOW / PRZEPŁYW, interdyscyplinarne działania na Wiśle i długie spływy w dół rzeki na tratwie, która stawała się ruchomym warsztatem, dryfującą galerią, miejscem spotkań, pracy, wehikułem twórczej podróży.

Pod koniec wystawy, w pięknej rotundzie Królikarni, w której szumi waginalna fontanna, w jednej z nisz Brzeżańska ustawiła swego rodzaju ołtarzyk. Praca nazywa się Samoródka; to ceramiczna figurka kobiety sfinksa, przedstawionej w momencie rodzenia samej siebie. Za postument służą jej ułożone w stos książki: biografie Billie Holiday i Lee Miller, dzienniki Anaïs Nin, monografia Sonii Delaunay, ale również poradniki i kompendia zielarskie, tomy poświęcone „roślinom miłości” – prawdziwa biblioteczka współczesnej (art)czarownicy. Brzeżańska przedstawiona jest jako dobra wiedźma, a zarazem uczestniczka rozmaitych intelektualnych i duchowych przygód. Niektóre z nich artystka przeżywa na solidnym gruncie mieszczącym się w granicach nauki i akademickich teorii, ale inne poza tymi granicami, na terytoriach ezoteryki, science fiction, psychodelii. Brzeżańska jest nieprzeciętnie uwrażliwiona na estetykę, ale nie dba o decorum, nie przestrzega zasad poprawności ani artystycznej, ani intelektualnej. W sensie intelektualnym jest awanturniczką, piratką, która pływa, gdzie chce, po oceanach myśli i ducha, i bierze, co jej się podoba. Jako artystka również nie dba o to, co wypada: z równą swobodą maluje zachody słońca i sięga po motywy skatologiczne albo bardzo śmiałą erotykę.

Agnieszka Brzeżańska, „Cała Ziemia parkiem narodowym”, fot. Szymon Rogiński/Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego
Agnieszka Brzeżańska, „Cała Ziemia parkiem narodowym”, fot. Szymon Rogiński/Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego

Agnieszka Brzeżańska byłaby arcyciekawą postacią, nawet gdyby jej świat – zbudowany z eklektycznych inspiracji i nieortodoksyjnych posunięć – tworzony byłby z samej tylko przekory, z instynktu oporu przed artystycznymi i intelektualnymi schematami. Tymczasem artystka proponuje więcej. Szukanie alternatywnych sposobów robienia sztuki, myślenia, obchodzenia się ze światem to nie jest kaprys nieprzeciętnie twórczej jednostki, która szuka oryginalności, bo jeżeli jej nie znajdzie, będzie się nudzić. Poszukiwanie alternatywy to nie zabawa, nawet nie możliwość, lecz konieczność. Brzeżańska mówi to od 20 lat, ale dziś jej głos, kiedyś brzmiący ekstrawagancko i odosobniony, zaczyna rezonować z myślami coraz większej liczby uczestników ponowoczesnych społeczeństw. Męski, kolonizatorski, technokratyczny paradygmat wyczerpuje się, dochodzi do punktu, za którym jest już tylko równia pochyła wiodąca ku katastrofie ekologicznej, społecznej, cywilizacyjnej: aby się o tym przekonać, wystarczy wyjść z wystawy w kolejny rekordowo ciepły zimowy dzień i odetchnąć przesyconym gęstym smogiem powietrzem. Nie da się już oddychać, musimy wymyślić świat inaczej. Czy matriarchalny, uduchowiony i etyczny porządek, równie wrażliwy na człowieka, jak i na to, co nie ludzkie, szkicowany przez Agnieszkę Brzeżańską to jest realna alternatywa? Kiedyś powiedziałbym, że to piękna utopia, dziś widzę w nim raczej piękną deskę ratunku.

wystawa Agnieszki Brzeżańskiej „Cała Ziemia parkiem narodowym”, Królikarnia, fot. Szymon Rogiński/Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego
wystawa Agnieszki Brzeżańskiej „Cała Ziemia parkiem narodowym”, Królikarnia, fot. Szymon Rogiński/Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!