Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Sezon letnich festiwali rozkręca się na dobre. Za nami 8. edycja białostockiego Halfway Festivalu. ...
2019-07-04 23:59:00
muzyka

Podglądanie kosmosu przez kalejdoskop – relacja z Halfway Festival 2019

My Brightest Diamond, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu
Podglądanie kosmosu przez kalejdoskop – relacja z Halfway Festival 2019
Podglądanie kosmosu przez kalejdoskop – relacja z Halfway Festival 2019

Sezon letnich festiwali rozkręca się na dobre. Za nami 8. edycja białostockiego Halfway Festivalu. Jedna scena, 13 artystów z różnych stron świata i łaskawe niebo, bo ani jedna kropla deszczu nie spadła na amfiteatr Opery Podlaskiej w ciągu trzech festiwalowych dni. Był za to grad rozmaitych dźwięków, które zapisał Łukasz Komła

Czyta się 6 minut

Miniony weekend potwierdził, że Halfway Festival (28–30 czerwca) niezmiennie zachowuje swój kod kulturowy, wpisany w charakter imprezy od początku jej istnienia. To wydarzenie współtworzone przez publiczność i artystów, zgodnie z hasłem: „Blisko ludzi, blisko muzyki”.

Gyða, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu
Gyða, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu

Tegoroczną imprezę otworzył występ zespołu Wędrowiec, który potraktowałem jako falstart. Skrzyżowanie szant z naiwną piosenką aktorską oraz pretensjonalnymi tekstami dało mieszankę nie do przełknięcia. Dla mnie festiwal rozpoczął się dopiero od koncertu islandzkiej Gyðy – wiolonczelistki, gitarzystki i wokalistki znanej niegdyś z grupy múm, mającej także na koncie współpracę choćby z takimi twórcami, jak The Kronos Quartet, Josephine Foster czy Aaron & Bryce Dessner (The National). Gyða Valtýsdóttir w towarzystwie swoich muzyków grających na instrumentach smyczkowych i perkusji wyczarowała przepiękny, minimalistyczny, eteryczny oraz emocjonalny koncert składający się głównie z kompozycji z płyty Evolution (2018). Dzięki tym subtelnym dźwiękom można było oderwać się od skorupy ziemskiej.

These New Puritans, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu
These New Puritans, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu

Zupełnie innego rodzaju emocje zaproponowali tego wieczoru Brytyjczycy z These New Puritans, dowodzeni przez braci bliźniaków Jacka i George’a Barnettów. Oprócz nich na scenie pojawili się jeszcze dwaj inni muzycy odpowiedzialni głównie za elektroniczną perkusję i wibrafon. Wszystko razem ułożyło się w industrialną, romantyczną, postpunkową i artpopową mieszankę rozsadzającą amfiteatr. Usłyszeliśmy głównie najnowszy materiał z tegorocznego albumu Inside The Rose, choć były też powroty do starszych nagrań, w tym Organ Eternal. These New Puritans wystawili pazury zaostrzone przesterowanym basem, ubarwione nietuzinkową wrażliwością głosu Jacka Barnetta i mrocznie pulsującą elektroniką.

Oxford Drama, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu
Oxford Drama, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu

Drugi dzień festiwalu rozpoczął koncert litewskiej Kotori (znanej też jako Umiko). To był solowy występ na głos, elektronikę i gitarę basową. Nie można jej odmówić talentu wokalnego (momentami okolice Jessy Lanzy), któremu na scenie towarzyszyła ejtisowo-taneczna elektronika. Było też tak, że Kotori musiała kilka razy zaczynać od nowa utwory, twierdząc, że nie weszła odpowiednio w rytm z linią basu. Wywoływało to raczej uśmiech niż irytację, ale nie zmienia to faktu, że musi jeszcze popracować nad odsłoną sceniczną swego projektu. Zabawny chaos, ale jednak. Jako następni pojawili się członkowie wrocławskiego duetu Oxford Drama (Gosia Dryjańska / Marcin Mrówka), wspierani na scenie przez basistę, perkusistę i syntezatorzystkę. Na pewno dojrzeli od czasu wydania debiutanckiego albumu Songs (2015 r.), co nawet pokazała ich nieoczywista wersja coveru Dreams Fleetwood Mac. Podsumowując, dali bardzo zwiewny, letni i pełen dobrego flow koncert, w efekcie jeden z najciekawszych na tegorocznej edycji.

Karyyn, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu
Karyyn, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu

Jako kolejna pojawiła się KÁRYYN amerykańska wokalistka, instrumentalistka o ormiańsko-syryjskich korzeniach, która w tym roku wydała debiutancki longplay The Quanta Series. Na scenie tylko ona, syntezator i elektronika. Wyśpiewała swój materiał w bardzo emocjonalny sposób, poruszając się wokół R’n’B. Niestety, mimo wielu chęci z mojej strony, nie rozkodowałem jej starożytno-kosmicznego przekazu. Brakowało mi żywej tkanki instrumentalnej, a jej elektroniczne podkłady przytłoczyły jednostajnością, podobnie jak maniera wokalna. Być może na płycie to się sprawdza, ale na żywo już niekoniecznie.

My Brightest Diamond, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu
My Brightest Diamond, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu

Niespodziewanie pojawiła się wśród publiczności Shara Nova (dawniej Worden), a dokładnie My Brightest Diamond, ubrana w kolorowy szlafrok à la Rocky Balboa. Od pierwszych sekund było wiadomo, że będzie to sceniczna euforia, charyzma i perfekcja. Pamiętając jej koncert sprzed pięciu lat podczas Halfwayu, wiedziałem, co mnie czeka. Tym razem zagrała tylko w duecie z perkusistą (wtedy z całym zespołem i białostockimi filharmonikami), prezentując większość utworów z ubiegłorocznego albumu A Million and One (np. brawurowe wykonanie It's Me on the Dance Floor). Nie zabrakło też starszych nagrań, jak Pressure czy Be Brave. My Brightest Diamond nawiązała świetny kontakt z publicznością, porywając wszystkich swoją gigantyczną ekspresją, a także imponującymi partiami wokalnymi, przesterowaną i drapieżną gitarą bądź mięsistymi dźwiękami syntezatora. Niekończący się aplauz publiczności mówił sam za siebie.

Julia Holter, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu
Julia Holter, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu

Sobotę zamknął koncert Julii Holter – amerykańskiej wokalistki, kompozytorki oraz multiinstrumentalistki łączącej w swej twórczości awangardę, minimalizm, improwizację i formę piosenki, czego efektem jest jej zeszłoroczna płyta Aviary. Holter odeszła od prostych, ale rzecz jasna świetnych piosenek, podążając w kierunku bezkresnej wolności i budowania nieoczywistego przekazu, bazując na improwizacji. Wieczór z jej muzyką był niczym szeroki strumień drążący w świadomości – przynajmniej mojej – pasmo niezapomnianych emocji, dopełniony złożonością, fakturami i ornamentyką instrumentów (skrzypce, kontrabas, trąbka, dudy, syntezator, perkusja). Zagrała do granic melancholijny i piękny Words I Heard (w tym sporą część albumu Aviary) oraz kompozycje z poprzedniego longplaya Have You in My Wilderness (m.in. Betsy on the Roof). Na koniec uraczyła wszystkich cudownym bisem I Shall Love 2. Nie było łatwo przeskoczyć z galaktyki My Brightest Diamond w introwertyczną przestrzeń Julii Holter, ale mi ten układ emocji pasował. Po tornadzie MBD koncert Holter był powolnym i fascynującym wsłuchiwaniem się we wszechświat dźwięków rezonujących na wielu poziomach.

Tęskno, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu
Tęskno, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu

Ostatni dzień Halfwaya rozpoczął bardzo słaby koncert białoruskiej songwriterki Paliny, uczestniczki pierwszej edycji festiwalu. Był to kolejny pokaz piosenki aktorskiej okraszonej wyświechtaną elektroniką. Ten dzień poszybował na zdecydowanie wyższy poziom dopiero w chwili wyjścia na scenę duetu Tęskno (Joanna Longić–Hania Rani), uzupełnionego o kwartet smyczkowy i basistę. Nie spodziewałem się, że to będzie jeden z najlepszych koncertów na tej imprezie. Dojrzałe i oszczędne aranżacje fortepianu Rani, minimalistyczne dźwięki syntezatora Longić, filmowa aura smyczków (czuwał nad nimi Jóhann Jóhannsson) oraz śliczne wokalne harmonie nabrały impresyjnego i magicznego wyrazu. Wzruszający koncert.

Alice Phoebe Lou, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu
Alice Phoebe Lou, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu

Po Tęskno sceną zawładnęła Alice Phoebe Lou – młoda wokalistka i gitarzystka pochodząca z Republiki Południowej Afryki, ale od dłuższego czasu mieszkająca w Berlinie. Z uwagi na moje zainteresowania muzyką artystów z tego kraju (od 2012 r. na łamach portalu Nowamuzyka.pl prowadzę cykl Eksperymentalne oblicze RPA) mam nieco szerszą perspektywę tego, co się dzieje w tej dziedzinie w RPA. Na pewno Phoebe Lou jest wielce utalentowaną wokalistką (wrażliwość na styku Jeffa Buckleya i Norah Jones), jednak warstwa muzyczna ociera się o banalny jazz czy balladę, pozostawiając wiele do życzenia. Zagrała poprawny, radosny, młodzieńczy i miejscami naiwny koncert. Mimo wszystko trzymam kciuki.

Foxing, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu
Foxing, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu

Największym zaskoczeniem tego dnia okazał się koncert chłopaków z Missouri, czyli zespołu Foxing. Klasyczny gitarowy skład – przełamany dęciakiem – emanujący potężną energią, szaleństwem i luzem. Duże wrażenie zrobił na mnie wokalista i trębacz Conor Murphy. Jego szerokie umiejętności wokalne, pozbawione sztuczności i maniery, idealnie wchodziły w interakcję z wybuchową muzyką, mogącą kojarzyć się po trosze z TV On The Radio z wczesnego okresu, The Afghan Whigs czy nawet Rage Against the Machine. Właśnie takiego koncertu brakowało mi podczas tej edycji. Choć My Brightest Diamond sypnęła energią, to była jednak siła rockowej grupy muzyków grających pierwszy raz w Polsce, którzy dali z siebie wszystko!

Strand of Oaks, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu
Strand of Oaks, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu

Na koniec festiwalu przenieśliśmy się do Filadelfii, skąd pochodzi lider Strand of Oaks Timothy Showalter, przypominający swoim wyglądem zarówno harleyowca, jak i kowboja. Zaprezentowali w sporej części materiał z tegorocznego Eraserland, ale całe szczęście wracali do poprzednich albumów. Z minuty na minutę Strand of Oaks podkręcali gałkę z napisem distortion w swoich efektach gitarowych, tym samym rozciągając utwory do sporych rozmiarów. Robili to bez pośpiechu i zwykłego odegrania. Długie kompozycje dawały muzykom sporo przestrzeni na swobodne odpłynięcie w gitarowych solówkach i tworzenie ściany dźwięku z ciężkich riffów. Jestem pewien, że taki finał festiwalu zachwycił nie tylko fanów Neila Younga & Crazy Horse, Wovenhand, Giant Sand czy The Besnard Lakes.

 

Halfway Festival 2019 okazał się bardzo dobrą i równą edycją. Osobiście zapamiętam tegoroczną odsłonę jako najbardziej melancholijną – dzięki koncertowi Julii Holter. To było podglądanie kosmosu przez kalejdoskop.

Halfway 2019 - ikona wpisu, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu
Halfway 2019 - ikona wpisu, zdjęcie: Michał Heller / www.OIFP.eu

Data publikacji:

Łukasz Komła

Urodził się i wychował na Podlasiu. Od siedmiu lat dzieli się tym, co go cieszy w muzyce na łamach serwisu „Nowamuzyka.pl”. O polskiej muzyce pisze też do „Gazety Magnetofonowej”, a od czasu do czasu na swoim blogu „Płyty (nie)słuchane”. Wcześniej szlify zdobywał w pismach „LAIF”, „M/I Kwartalnik Muzyczny”, „Dwutygodnik” oraz serwis „Polyphonia”.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!