Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Wisienka na torcie
Tomasz Wiśniewski

Przykry incydent

Joanna Grochocka
Przykry incydent
Przykry incydent

Kiedy tylko wyszedłem na ulicę, od razu zauważyłem tego dziwaka. Sprawiał wrażenie bardziej narysowanego niż rzeczywiście istniejącego: nogi niby cienkie patyki w czarnych spodniach, nienaturalnie duża głowa, i to w meloniku, twarz ukryta w białej brodzie, ubrany w palto, z parasolką zawieszoną na ręce (chociaż niebo było absolutnie czyste); towarzyszył mu jakiś szczeniak, nieznanej mi rasy.

W dwóch szybkich krokach znalazł się obok mnie i powiedział stanowczo:

– Niech pan tego więcej nie robi.

Poczułem zrozumiałe zakłopotanie, spojrzałem w twarz nieznajomemu, próbując sformułować odpowiednie pytanie, lecz zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, ten powtórzył:

– Prosiłem, aby pan tego nie robił!

I już celował we mnie parasolką. Szczeniak zaś zaczął warczeć, niebezpiecznie blisko mojej nogawki.

Wreszcie udało mi się zapytać, o co tu właściwie chodzi, i ten jak gdyby narysowany, żywiołowo gestykulując, wyjaśnił mi przyczynę swojego oburzenia:

– Proszę nie czytać mi w myślach!

To było zaskakujące, ale spieszyłem się, nie szukałem też kłopotów i, chcąc załatwić to wszystko jak najszybciej, zebrałem w sobie siły, zamknąłem oczy i pełen nadludzkiej koncentracji zacząłem liczyć barany.

Czułem jak równolegle do czynionych przeze mnie wysiłków mój rozmówca w meloniku się uspokaja; otworzyłem oczy i spostrzegłem, że rzeczywiście opuścił parasolkę. Piesek wymachiwał ogonem.

– To bardzo nieładnie przekraczać granicę ludzkiej prywatności – zauważył. - A gdybym tak myślał o numerze swego konta czy dywanie, pod którym chowam klucz do swego domu, lub o treści zaginionych starożytnych ksiąg albo o sekretnym miejscu, w którym przechowuję drugi wiosenny numer „Przekroju”? – rzucił i odszedł lekkim krokiem, dowodząc swej staroświeckości.

Nie wiem, dlaczego pomyślałem, że musi to być jakiś profesor.

W każdym razie na ulicach robi się coraz niebezpieczniej. 

Data publikacji: