Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
W tym roku hasłem przewodnim festiwalu Hommage à Kieślowski była „Współpraca”. Krzysztof Kieślowski ...
2019-09-18 23:59:00

Przeciw obojętności

Zdjęcie z planu „Trzy kolory: Czerwony”, dzięki uprzejmości Archiwum Twórczości Krzysztofa Kieślowskiego i Piotra Jaxy
Przeciw obojętności
Przeciw obojętności

Festiwal Hommage à Kieślowski jest niepodobny do niczego, co zaznaczyłem sobie w kalendarzu imprez filmowych.

Czyta się 7 minut

Atmosfera Sokołowska to zaprzeczenie niespokojnej gonitwy przez nakładające się na siebie projekcje i wydarzenia, to ucieczka od wieczornych bankietów, wrzawy, zgiełku w miejsce, gdzie życie ludzi zatrzymało się w innym świecie, o którym czytałem kiedyś w Czarodziejskiej górze. To niby mała przygraniczna mieścina i mała impreza – jeden kinoteatr, który pamięta dwa poprzednie stulecia. Po drugiej stronie ulicy jedna mała kawiarenka obok drugiej. Festiwal nie stara się przyciągać magią wielkich, najgorętszych nazwisk. Wyjątkowość Sokołowska i środek jego ciężkości leżą gdzie indziej. Widzowie zyskują tam wrażenia, doznania i przemyślenia zupełnie innego formatu.

Kim jesteśmy, czego chcemy

Mieściło się tutaj pierwsze w Europie sanatorium dla gruźlików, ekskluzywne, założone w drugiej połowie XIX w. przez doktora Brehmera. Przyjeżdżali tam kuracjusze z całego świata. Wśród nich był m.in. ojciec Krzysztofa Kieślowskiego. Rodzina osiedliła się w Sokołowsku – późniejszy reżyser uczył się w tamtejszej szkole podstawowej, matka prowadziła dział socjalny ośrodków uzdrowiskowo-wypoczynkowych. Ojciec zmagał się z groźną chorobą i został tu do końca życia. Kieślowski spędził w tym miejscu kawał dzieciństwa. Wrócił tam po latach i zrobił Prześwietlenie, jeden z najbardziej osobistych swoich filmów. O bólu wykluczenia i niepewności o przyszłość, o których opowiedzieli nieuleczalnie chorzy pacjenci sanatorium w Sokołowsku.

W autobiografii Kieślowski wracał do krainy dzieciństwa, czasu przeżytego na Dolnym Śląsku. Fanem kina wtedy nie był. Co prawda oglądał w Sokołowsku pierwsze zachodnie filmy, ale pociągał go teatr. Zakochał się w scenie, trafił nawet do Liceum Techniki Teatralnej w Warszawie, ale ostatecznie uznał, że nie chce skończyć w garderobie. Nie mógł jednak zostać reżyserem teatralnym bez studiów wyższych, więc poszedł zdawać do Szkoły Filmowej w Łodzi. Trudno było, nie chcieli go przyjąć, ale dostał się za trzecim podejściem. W Szkole różni ludzie mieli różne gusta i różne interesy. Kieślowski chciał zacząć robić dokumenty.

Świat dookoła był czarny, brudny, odrapany, pełen niemocy, bezsilności – wspominał Kieślowski w dokumencie I’m So-So Krzysztofa Wierzbickiego i wskazywał, że tak samo wyglądały ludzkie twarze. Miał do nich oko. Potrafił uważnie patrzeć, pokazać kawał solidnej prawdy o dramatycznie splątanym losie człowieka, ale zaczął też mieć z tym problem. Po filmie Z punktu widzenia nocnego portiera zrozumiał, że dokumentem można też wyrządzić okropną krzywdę, namieszać w głowie, działać na niekorzyść bohatera. Nie chciał wchodzić tam, gdzie każdy z nas ma prawo do intymności i samotności, nie chciał już wypytywać Polaków „Ile mają lat? Kim są? Czego by chcieli?”. Postanowił uciec. Tak z wybornego dokumentalisty stał się filarem kina moralnego niepokoju.

Zdjęcie z planu „Trzy kolory: Czerwony”, dzięki uprzejmości Archiwum Twórczości Krzysztofa Kieślowskiego i Piotra Jaxy
Zdjęcie z planu „Trzy kolory: Czerwony”, dzięki uprzejmości Archiwum Twórczości Krzysztofa Kieślowskiego i Piotra Jaxy

Spokój, Amator, Przypadek czy Bez końca były kolejnymi etapami na jego drodze. Stworzył fabularne arcydzieła, w których nie było czołgów, manifestacji, strzelania do robotników, a jednak miały wiele do powiedzenia na temat późnego PRL-u. Tyle że nie opowiadał się po żadnej ze stron. Nie dał się pochłonąć gorączce protestujących, nie oddał się w ręce władzy – nie znosił etykietowania. To były filmy o stanie ducha i umysłu, i w pewnym sensie Kieślowski pożegnał się nimi z krajem. Sam twierdził, że zajmował się wtedy otaczającym światem i zewnętrznymi okolicznościami, ale w pewnym momencie skupił się na przeczuciach, intuicjach, wrażliwościach, które stoją za wewnętrznym życiem człowieka.

„W stanie wojennym zrozumiałem, że właściwie polityka nie ma naprawdę większego sensu. Teraz coraz częściej zajmuję się ludźmi, którzy przychodzą do domu, zamykają od środka drzwi i są sami z sobą. Szukając rozwiązania pięknych tajemnic, które na zawsze pozostaną nierozwiązywalne” – mówił Kieślowski.

Jasne światło i nagroda od losu

Kolejny przełom przyszedł wraz z telewizyjnym Dekalogiem i oszałamiającym sukcesem za granicą. Kilku francuskich producentów powiedziało mu z końcem lat 80., że znajdą się pieniądze i zrealizują jego film na otwartych warunkach. Pierwsze było Podwójne życie Weroniki, które w samej Francji obejrzało pół miliona widzów. Później zrobił brawurową trylogię Trzy kolory. Pierwsza część – Niebieski – opowiada o kobiecie, która traci rodzinę, a zyskuje wolność, ale obarczoną brakiem, stratą, emocjonalną pustką i zdradą ukochanej osoby. Następny był Biały – myślę, że najlepszy z całej trylogii – gdzie Kieślowski zderza uczucie z obietnicą transformacji ustrojowej. No i ten ostatni – Czerwony, z którym pojechał do Cannes. Historia o spotkaniu na skutek zbiegu okoliczności studentki i zgorzkniałego, emerytowanego sędziego. Byli tacy, którzy dostrzegli w tym arcydzieło, wielki traktat pełen magicznych znaczeń, i tacy, których drażnił język poetycki, barokowa estetyka przesiąknięta metafizyczną deklaracją, pompatyczno-ilustracyjne partytury Preisnera. A mimo to, dwa lata temu portal metacritic.com opublikował listę 50 najlepiej ocenianych filmów wszech czasów. I na drugim miejscu znalazł się Czerwony.

Trzy kolory można traktować na różne sposoby – jako rodzaj refleksji nad hasłami rewolucji francuskiej. O tym, jak wolność, równość, braterstwo (liberté, égalité, fraternité) funkcjonują dziś na płaszczyźnie ludzkiej, intymnej, duchowej, a nie tylko filozoficznej, społecznej czy politycznej. To także nośna metafora nieznanego przypadku lub przeznaczenia – siły, która targa ludzkim losem i tworzy powiązania między wydarzeniami, postaciami, światami równoległymi. Krzysztof Piesiewicz, warszawski adwokat, który napisał z Kieślowskim kilkanaście scenariuszy i stworzył z nim nierozłączny duet, opowiedział nam o tym w Sokołowsku.

„Postawiliśmy na kino do bólu ociosane z publicystyki. I szczere. Nie ma w nim koniunktury, postawy postulatywnej, protestu. Nie tworzyliśmy niczego na zlecenie kogoś lub przeciwko komuś. Ważne były dla nas połączenia między ludźmi, które są takie same od początku świata. Myśmy chcieli po prostu zwrócić się do prostego człowieka. Na migawki jego tęsknot, niepokojów, trosk, pytań, które w sobie nosimy. A potem spojrzeć na tego człowieka przez szczelinę, przez którą wpada jasne światło i nagroda od losu” – wspominał Krzysztof Piesiewicz podczas spotkania z widzami.

Ważne rzeczy

W tym roku hasłem przewodnim festiwalu Hommage à Kieślowski była „Współpraca”. Potrzeba trzymania się razem. Kieślowski twierdził, że nasze życie nie istnieje w próżni. Że niezbędne do jego zaistnienia są wzajemność i solidarność, współistnienie i partnerstwo.

„Każdy z nas jest odpowiedzialny za siebie samego i własne życie – to całkiem jasne. Ale ja myślę, że istnieje jeszcze jeden rodzaj odpowiedzialności, o którym w istocie nie mamy pojęcia. Jest to odpowiedzialność za innych. Głęboko wierzę, że sposób, w jaki żyjemy i postępujemy, ma wpływ na ludzi wokół nas. Wszystko jedno, czy ich znamy, czy nie. By przeżyć na tym świecie, potrzebujemy poczucia czyjejś obecności. Nie żyjemy sami dla siebie” – oceniał Kieślowski.

Ponad 23 lata po śmierci Kieślowskiego nadal się o tym mówi. Bliscy wspominają ten jego niezwykły dar do opowiadania o ludziach, studiowania ich natury, słuchania innych całym sobą i wyciągania wniosków. W Sokołowsku wielu było świadków, którzy dodawali swoje wspomnienia, rozmawiali o wielkiej wrażliwości tego wiecznie przygarbionego człowieka z nieodłącznym papierosem w ręku. Na spotkanie twarzą w twarz z Kieślowskim pozwoliła wystawa niepublikowanych do tej pory zdjęć z planu Czerwonego autorstwa Piotra Jaxy, operatora, fotografa, przyjaciela Kieślowskiego. Ekspozycja nie była duża. Cztery projektory wyświetlały niewielkie zdjęcia na ścianie. Był to tylko i aż pokaz kolorowych slajdów. Przed oczami oglądających przesuwały się fotografie z planu Czerwonego. Kieślowski siedzi jednocześnie w skupieniu i z niepokojem. Spogląda uważnie, głęboko przeżywa każdą chwilę na planie. Na kolejnych zdjęciach sprawia wrażenie, że podchodzi do aktorów tak blisko, jak tylko się da. Zawsze nachyla się nad Irène Jacob, patrzy jej prosto w oczy, coś tłumaczy. Choć nigdy nie mówił po francusku.

„Mam poczucie, że Krzysiu dał mi niebywałą przygodę: artystyczną, dokumentalną, po prostu ludzką. Pracując na planie Czerwonego jako fotosista, przede wszystkim nauczyłem się patrzeć na innych ludzi i pokazywać ich takimi, jacy są. Krzysiu kochał bohaterów, aktorów – ich namiętności. Czuć było w tych jego niebieskich oczach łaknienie miłości, bliskości, zrozumienia, zaufania względem innych. Teraz mogę powiedzieć, że był dla mnie starszym bratem, który nauczył mnie życia. Wspomnienie tych lekcji jest czymś, co wywołuje dreszcz emocji. Uczucie to zostanie ze mną na zawsze. Ta przyjaźń jest prezentem na całe życie” – mówi Jaxa.

Kieślowski na zawsze zostanie też z nami, bo jego kino cały czas przemawia na nowo. Pozycja dorobku reżysera w świecie nadal zwyżkuje, jest coraz istotniejsza, bardziej poruszająca. Mimo życia w coraz większym pędzie i galopie wracamy do tych filmów, przeglądamy się w nich, kopiemy coraz głębiej, wydobywając na wierzch te ich elementy, które dopiero teraz zyskują dla nas sens i wagę. Irène JacobCzerwonym mówi o poczuciu, że dzieją się wokół niej jakieś ważne rzeczy. Widzowie w Sokołowsku tak samo instynktownie wyczuwali podobne, trudne do zwerbalizowania stany. Powiedzieć, że czujemy się dotknięci, poruszeni na pokazach Kieślowskiego, to jak nic nie powiedzieć.

„Jego oryginalna myśl i język były wrażliwe na nas wszystkich. Przed obejrzeniem tych filmów czegoś nie wiedziałem o świecie, a teraz to widzę” – powtarzało się w dyskusjach przed kinem.

Byli też tacy, którzy nie bali się mówić głośno, że kino Kieślowskiego bez wątpienia się zestarzało, stało się staromodnym znakiem. Ale bez względu na różnice zdań, gustów i światopoglądów wszyscy zameldowali się w Sokołowsku. Bo filmy Kieślowskiego powstały przeciw obojętności. Skłaniają do zaangażowania, dają impuls do własnych poszukiwań.

Zdjęcie z planu „Trzy kolory: Czerwony”, dzięki uprzejmości Archiwum Twórczości Krzysztofa Kieślowskiego i Piotra Jaxy
Zdjęcie z planu „Trzy kolory: Czerwony”, dzięki uprzejmości Archiwum Twórczości Krzysztofa Kieślowskiego i Piotra Jaxy

Hommage à Kieślowski
13–15.09
Sokołowsko

Organizatorzy:
Fundacja Sztuki Współczesnej IN SITU
Międzynarodowe Laboratorium Kultury Sokołowsko

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!